Kiedys juz pisalam tutaj o mojej kolezance Krystal, ktora walczy z rakiem. W moim wieku, ma corke o rok mlodsza od mojego Bena , ktora w przyszlym roku zaczyna swoje studia. Kilka razy wczesniej rozmawialam z Krystal na temat umierania - wszystko zaczelo sie od tego jak w pewnym momencie zwierzyla mi sie ze meczy ja moja pozytywne i optymistyczne nastawienie do wszystkiego, ze nie chce juz udawac ze ona nie jest smiertelnie chora. Ze to bycie silna i pozytyuwna wymaga zbyt duzo energii od niej. Bylo mi przykro, ale odwazylam sie ja powiedziec ze ja nie umie z nia rozmawiac, bo boje sie zeby nize zrobic jej przykrosci. No i wtedy zaczelysmy rozmawiac o naszej smiertelnosci, o umieraniu, o tym co moze pomoc drugiemu czlowiekowi. Stan Krystal nagle sie gwaltownie pogorszyl, dostala zapalenia pluc. Bylysmy z kolezanka odwiedzic ja w szpitalu. nie wiem dlaczego, ale mam takie glebokie przeczucie ze Krystal doczeka sie jeszcze konca roku szkolnego. Ona sama w to nie wierzy, nie wierzy ze wyjdzie z tego szpitala. Jest bardzo pogodzona i spokojna.
Mieszkajac jeszce w Polsce spedzilam duzo czasu w szpitalach odwiedzajac starszych czlonkow mojej rodziny. Pamietam swoje przerazenie z tamtego okresu, pamietam bunt, bezsilnosc. W polskich szpitalach roznosil sie zawsze ten przerazliwy zapach choroby...jak ja nie lubilam tych wizyt. wtedy wydawalo mi sie ze sama jestem niesmertelna - tak czuje czlowiek majac lat 20. Bogu dziekowac ze Krystal ma dobre ubezpieczenie i doskonala opieke. Wielu przyjaciol wokol siebie...Gleboka wiare. Krystal jest Swiadkiem Jehowy i jej wiara nie pozwala na transfuzje krwi. Krystal ma raka krwi. Nie wiem, nie pytalam jej czy transfuzja krwi przedluzylaby jej zycie...Nie mam pojecia. Gdybym nie znala Krystal, a uslyszala o takiej sytuacjai - powiedzialabym bezsens. Znajac Krystal, widzac jakim dobrym i szlachetnym jest czlowiekiem, gleboko szanuje jej decyzje.Wszyscy w pracy placza rozmawiajac o Krystal. Jej dobroc, lagodnosc, cieplo dotknelo nas wszystkich gleboko.
środa, 25 kwietnia 2012
niedziela, 22 kwietnia 2012
Dzien 123 (Earth Day - Dzien Ziemi)
Przerwa w blogowaniu miala swoje zrodlo w tym ze zorientowalam sie ze blog ten stal sie dla mnie bardzo subtelna forma samoagresji. Kiedy mialam dobry dzien, odkreslilam wszystko na mojej liscie do zrobienia, kiedy wszystko szlo wedlug zaplanowanego planu - to wtedy bylam ta lepsza soba, to osoba blizej tej doskonalosci. Kiedy mialam gorszy dzien, kiedy czulam dyskomfort - uciekalam w te pedy od tej sytuacji, od tej chwili - dorabiajac do tego jakas historie. Czasem to byla historia majaca korzenie w mojej przeszlosci. Czasem byla to emigracyjna historia. Czasem malzenska.
Kiedy zorientowalam sie co sie dzieje , postanowilam spedzic troche czasu sama ze soba aby przyjrzec sie sobie, dokladnie takiej jaka jestem. Nie tej doskonalej jaka chcialabym byc. Pod koniec kazdego dnia spedzic troche czasu ze soba i zobaczyc te wszystkie "ziemskie" tony mojej osobowosci. To co czesto krytykuje u innych. To do czego dorabiam dluga historie. Zobaczyc je i zaprzyjaznic. Pobyc w tym miejscu, nie probujac uciekac, nie szarpiac sie - po prostu byc ze soba taka jaka jestem. To troche tak jak bycie w ciemnym pokoju. Ja troche boje sie ciemnosci, a juz ciemny i zamkniety pokoj napawa mnie lekka panika. Moja natychmiastowa reakcja jest ucieczka, poszukiwanie drzwi wyjsciowych - natychmiast dorabiam sobie historie co kryje sie w tym pokoju , co moze mi sie stac. Czasem atakuje na oslep, aby tylko uniknac tego dyskomfortu ciemnosci, leku i bolu. Wystarczy jednak wyciszyc sie, uspokoic sie, przeczekac i nagle dzien, swiatlo - okazuje sie ze w tych ciemnosciach krylo sie tyle ciekawych rzeczy.Tyle kolorow. Tyle ksztaltow. Wtedy rodzi wlasnie sie wspolczucie, tolerancja, zrozumienie - dla siebie, a potem dla innych.
Wracam na ten blog nieco bardziej zaprzyjazniona ze soba, i zdecydowanie mniej doskonalsza. Wracam z bardziej otwartym sercem na siebie, ktore niewatpliwie przetlumaczy sie na bardziej otwarte serce dla innych. Wracam dojrzalsza. Ten swoj ciemny pokoj swojej duszy mam nieco rozjasniony, rozpoznany i bardziej zaprzyjazniony.
"Compassion isn't some kind of self-improvement project or ideal that we're trying to live up to. Having compassion starts and ends with having compassion for all those unwanted parts of ourselves, all those imperfections that we don't even want to look at." Pema Chodron
Czuje sie bardziej radosna i gotowa aby ten blog stal sie bardziej ziemski.
Kiedy zorientowalam sie co sie dzieje , postanowilam spedzic troche czasu sama ze soba aby przyjrzec sie sobie, dokladnie takiej jaka jestem. Nie tej doskonalej jaka chcialabym byc. Pod koniec kazdego dnia spedzic troche czasu ze soba i zobaczyc te wszystkie "ziemskie" tony mojej osobowosci. To co czesto krytykuje u innych. To do czego dorabiam dluga historie. Zobaczyc je i zaprzyjaznic. Pobyc w tym miejscu, nie probujac uciekac, nie szarpiac sie - po prostu byc ze soba taka jaka jestem. To troche tak jak bycie w ciemnym pokoju. Ja troche boje sie ciemnosci, a juz ciemny i zamkniety pokoj napawa mnie lekka panika. Moja natychmiastowa reakcja jest ucieczka, poszukiwanie drzwi wyjsciowych - natychmiast dorabiam sobie historie co kryje sie w tym pokoju , co moze mi sie stac. Czasem atakuje na oslep, aby tylko uniknac tego dyskomfortu ciemnosci, leku i bolu. Wystarczy jednak wyciszyc sie, uspokoic sie, przeczekac i nagle dzien, swiatlo - okazuje sie ze w tych ciemnosciach krylo sie tyle ciekawych rzeczy.Tyle kolorow. Tyle ksztaltow. Wtedy rodzi wlasnie sie wspolczucie, tolerancja, zrozumienie - dla siebie, a potem dla innych.
Wracam na ten blog nieco bardziej zaprzyjazniona ze soba, i zdecydowanie mniej doskonalsza. Wracam z bardziej otwartym sercem na siebie, ktore niewatpliwie przetlumaczy sie na bardziej otwarte serce dla innych. Wracam dojrzalsza. Ten swoj ciemny pokoj swojej duszy mam nieco rozjasniony, rozpoznany i bardziej zaprzyjazniony.
"Compassion isn't some kind of self-improvement project or ideal that we're trying to live up to. Having compassion starts and ends with having compassion for all those unwanted parts of ourselves, all those imperfections that we don't even want to look at." Pema Chodron
Czuje sie bardziej radosna i gotowa aby ten blog stal sie bardziej ziemski.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Dzien 100 -113
Dzien 100. Okazja do krociutkiego spojrzenia w tyl. Jak wzroslam podczas tych 100 dni, podczas ktorych staralam sie zyc bardziej uwazniej i pelniej.Czy spedzilam wiecej czasu na swojej drodze? Mam wrazenie ze byly chwile ze zerknelam w tym kierunku. Pewne bramki jakby sie uchylily dla mnie...
Te ostatnie 100 dni nauczylo mnie pokory i czujnosci. Byly dni ze czulam sie na szczycie gory - i tej emocjonalnej, i tej duchowej i wydawalo sie ze nic nie jest mnie w stanie stamtad stracic. Wszystko to aby po jakims czasie znow znalezc sie w dolinie trudnosci...I to dobrze - nie ma nic gorszego jak pewnosc i arogancja, oraz to poczucie ze sie dotarlo, ze osiagnelo...
Wciaz bardzo brakuje mi czasu. Wciaz mam za duzo pracy. Kolejny weekend spedze w pracy. Jestem tak zmeczona ze kiepsko spie. Jak kiepsko spie to malo sie ruszam. Jak sie malo ruszam to kiepsko spie. Czego potrzebuje - dobrego urlopu. Te cztery dni spedzone z Benem w gorach byly cudowne, ale nie wystarczyly na naladowanie baterii.
Jak wiec widac z tego wpisu potrzebna mi jest doza samo-opieki, i to potezna doza. Moze ten kryzys bierze sie stad ze niedawno pozbylam sie poteznego stresu w pracy. Moze z tego ze zaniedbalam regularnosc, zaniedbalam pisanie tego blogu, zaniedbalam zycie duchowe.
Wiec na poczatek kopiuje z mojego ulubionego amerykanskiego blogu
Fear less, hope more; eat less, chew more; whine less, breathe more; talk less, say more; hate less, love more; and all good things are yours.
Te ostatnie 100 dni nauczylo mnie pokory i czujnosci. Byly dni ze czulam sie na szczycie gory - i tej emocjonalnej, i tej duchowej i wydawalo sie ze nic nie jest mnie w stanie stamtad stracic. Wszystko to aby po jakims czasie znow znalezc sie w dolinie trudnosci...I to dobrze - nie ma nic gorszego jak pewnosc i arogancja, oraz to poczucie ze sie dotarlo, ze osiagnelo...
Wciaz bardzo brakuje mi czasu. Wciaz mam za duzo pracy. Kolejny weekend spedze w pracy. Jestem tak zmeczona ze kiepsko spie. Jak kiepsko spie to malo sie ruszam. Jak sie malo ruszam to kiepsko spie. Czego potrzebuje - dobrego urlopu. Te cztery dni spedzone z Benem w gorach byly cudowne, ale nie wystarczyly na naladowanie baterii.
Jak wiec widac z tego wpisu potrzebna mi jest doza samo-opieki, i to potezna doza. Moze ten kryzys bierze sie stad ze niedawno pozbylam sie poteznego stresu w pracy. Moze z tego ze zaniedbalam regularnosc, zaniedbalam pisanie tego blogu, zaniedbalam zycie duchowe.
Wiec na poczatek kopiuje z mojego ulubionego amerykanskiego blogu
Fear less, hope more; eat less, chew more; whine less, breathe more; talk less, say more; hate less, love more; and all good things are yours.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Dzien 98-99
Psalm 114
Kiedy Izrael wyruszył z Egiptu, dom Jakuba spośród ludu o niezrozumiałej mowie.
Juda stał się jego miejscem świętym, Izrael wspaniałym obszarem jego panowania.
Morze to zobaczyło i rzuciło się do ucieczki, Jordan zaś począł zawracać.
Góry podskakiwały jak barany, wzgórza -jak jagnięta.
Co ci się stało, morze, żeś pierzchło, Jordanie, żeś zaczął zawracać?
Góry, że podskakiwałyście jak barany; wzgórza-jak jagnięta?
Z powodu Pana znoś dotkliwe boleści, ziemio, z powodu Boga Jakubowego,
który zamienia skałę w trzciniaste rozlewisko wód, krzemienną skałę w źródło wody.
Kiedy dzies podczas popoludniowego nabozenstwa Evensong chor spiewal Psalm 114 - "co sie stalo morze zes perzchlo, Jordanie zes zaczal zawracac" - przypomnialy mi sie glebokie kaniony w Kalifornii , ktore zostaly pozostaly po tym jak rzeka Kolorado zmienila swoj bieg....
Nie widzialm wzgorz podskakujacych jak jagnieta, rzek zawracajacych, morza rzucajacego sie do ucieczki - ale moje naitymniejsze spotkania z Bogiem odbywaly sie wlasnie wsrod przyrody. Pierwsze, dawno, dawno temu bylo podczas wycieczki narciarskiej - stalam na wielkiej iskrzacej polanie, wsrod ciszy i dusza moja byla calkowicie otwarta na obecnosc Boga. Pisze o tym gdyz czytam teraz ksiazke pt Close . Autorka, Cloe Breyer opisuje swoj pierwszy rok w seminarium duchownym ( w kosciele episkopalnym kobiety maja takie sama prawa kaplanskie jak mezczyzni) w kontekscie roku liturgicznego, i czesto odwolje sie do tych intymnych momentow spotkan z Bogiem...
piątek, 6 kwietnia 2012
Dzien 96-97
The grass is not, in fact, always greener on the other side of
the fence. Fences have nothing to do with it. The grass is greenest
where it is watered. When crossing over fences carry water with you and
tend the grass wherever you may be.
~Robert Fulghum
Trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie plotu. Chociaz tak latwo wpasc w pulapke takiego myslenia. Te ploty nie maja sie nijak do tej zielonej trawy. Musze sobie znow przypomniec ze nawet jak przebrne przez kolejny plot, skresle nastepna rzecz z mojej listy do zrobienia, lub zrealizuje swoje marzenie, trawa nie stanie sie zielensza za tym plotem. Prawda jest taka ze trwa jest zielona tam gdzie jest podlewana. Tak wazne jest wiec aby niesc ze soba ta wode i podlewac ta trawe po kazdej stronie plotu. Mam wrazenie ze ostatnio przelazalam za kolejny plot zapominajac kompletnie o podlewaniu trawy. Bardzo mi sie ona po tej mojej stronie podsuszyla, i spotegowala marzenia o znalezieniu sie gdzie indziej. Czas wrocic do dbania o ta moja trawe tutaj i teraz.
~Robert Fulghum
Trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie plotu. Chociaz tak latwo wpasc w pulapke takiego myslenia. Te ploty nie maja sie nijak do tej zielonej trawy. Musze sobie znow przypomniec ze nawet jak przebrne przez kolejny plot, skresle nastepna rzecz z mojej listy do zrobienia, lub zrealizuje swoje marzenie, trawa nie stanie sie zielensza za tym plotem. Prawda jest taka ze trwa jest zielona tam gdzie jest podlewana. Tak wazne jest wiec aby niesc ze soba ta wode i podlewac ta trawe po kazdej stronie plotu. Mam wrazenie ze ostatnio przelazalam za kolejny plot zapominajac kompletnie o podlewaniu trawy. Bardzo mi sie ona po tej mojej stronie podsuszyla, i spotegowala marzenia o znalezieniu sie gdzie indziej. Czas wrocic do dbania o ta moja trawe tutaj i teraz.
środa, 4 kwietnia 2012
Dzien 94-95
Plan zrealizowany. Pozbylam sie dwoch wielkich programow wraz z jednym, bardzo trudnym pracownikiem. Rozmowa podsumowujaca mnie wykonczyla - ale zaczynam nowy rozdzial. Mam nowa osobe w zespole, ktora sama wybralam i wiem ze wspolpraca bedzie nam sie ukladac bardzo dobrze.
Ide odsypiac, i od jutro zaczynam troche nowy rozdzial zawodowy.
Ide odsypiac, i od jutro zaczynam troche nowy rozdzial zawodowy.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Dzien 92-93
Monitor Your Inner Dialogue
Recognize that what you think about, expands. Monitor your inner dialogue, and match your thoughts to what you want and what you intend to create.Dr. Wayne Dyer
Uwazaj na swoj wewnetrzny dialog.
“…feelings like disappointment, embarrassment, irritation, resentment,
anger, jealousy, and fear, instead of being bad news, are actually very
clear moments that teach us where it is that we’re holding back. They
teach us to perk up and lean in when we feel we’d rather collapse and
back away. They’re like messengers that show us, with terrifying
clarity, exactly where we’re stuck. This very moment is the perfect
teacher, and, lucky for us, it’s with us wherever we are.”
― Pema Chödrön
― Pema Chödrön
Kolejny krok to " match your thoughts to what you want and want to intend to create" - czyli dopasuj swoje mysli do tego czego chcesz, i zamierzasz osiagnac. Jestem przekonana o slusznosci tego stwierdzenia w sferze emocjonalnej i sferze duchowej. W materialnej w pewnym stopniu tez. Sprawdzilam to na sobie - tak bardzo czesto moj swiat zewnetrzny odzwierciedla moj wewnetrzny dialog.
Od conajmniej dwoch lat mialam trudnosci z jednym z moich pracownikow. Ta trudnosc mogla sie przeksztalcic w otwarty konflikt. Nie dopuscilam do sytuacji aby myslec o nim negatywnie, nie dalam sie wciagnac w zadne rozgrywki - rozpoznalam ze po prostu zle sie nam pracuje razem, i pomalutku doprowadzilam do wymiany w zespole. Z radoscia stwierdzam, ze chlopak dojrzal, stal sie bardziej profesjonalny - w poprzednich pracach nie wytrzymal dluzej niz trzy lata. Nie wiem ile razy musialam skarcic sie za msciwe myslenie. Odeprzec pokuse aby zatarasowac mu droge do ciekawych projektow lub nie przekazac waznej informacji. Nie byly to przyjemne lekcje, ale wiele nauczyly mnie o sobie.
Z drugiej strony klepie sie po ramieniu, ze doszlam do wniosku ze najlepszym rozwiazaniem dla nas bedzie sie rostac. Ze doszlam do wniosku ze po prostu czasem pola biologicznie pewnych ludzi zdecydowanie sie odpychaja. I ze skierowalam swoja energie na reorganizacje, ktora zakonczy sie w tym tygodniu. Wraz z tym pracownikiem pozbywam sie dwoch duzych projektow - Alleluja.
411
Wdziecznosc:
- Za to ze mam duzo samodzielnosci w pracy i w duzym stopniu wplywam na atmosfere w jakiej pracuje.
- Za to ze z taka przyjemnoscia wracam do pracy po dlugiej nieobecnosci. Nie zawsze tak bylo.
- Za dostatek materialny. Mam wszystko czego potrzebuje. Zadziwiajace ze kiedys wciaz czegos mi brakowalo.
- Za zdrowie.
W pracy dobry i w miare spokojny dzien. Ide zaraz na gym wiec mam nadzieje skonczyc zaplanowany trening.
Nadpilowana bariera:
Poglebiamy komunikacje malzenska. Planujemy wspolne zajecia. Slucham uwazniej!
sobota, 31 marca 2012
Dzien 91
My soul guides me in the right direction.
Your soul- that inner quiet space- is yours to consult. It will always guide you in the right direction.
Dr. Wayne Dyer
Moja dusza jest moim przewodnikiem.
Moja dusza - to miejsce mojej wewnetrznej ciszy, mojego spokoju, mojej intuicji, to szczegolne miejsce we mnie - jesli dbam o to miejsce to czuje sie zakotwiczona. Jest duze prawdopodobienstwo ze z tego miejsca bede podazam we wlasciwym kierunku.
Jaki dobry byl to pomysl, aby przed tak intensywna praca zapewnic sobie te cztery dni ciszy. Mysle ze nie tylko ja na tym skorzystalam, ale wszyscy ktorzy mieli okazje ze mna przebywac na tej konferencji. Pewna sytuacja dotknela mnie calkiem globoko...
Otoz:
Szesc miesiecy temu, kiedy komisja ktora prowadze spotkala sie w Kolorado, dowiadzialam sie ze jeden z czlonkow tej komisji zachorowal na bardzo agresywna forme bialaczki. Kupilam piekna kartke, na ktorej wszyscy napisalismy zyczenia. Nie wiem dlaczego, ale rzadko pamietam o kratkach, pisze malo listow. Kiedy dowiedzialam sie o chorobie Kirka poczul;am sie bardzo bezradna. Poza wybraniem najpiekniejsza kartki, i zorganizowaniu podpisow od calej grupy, nic wiecej nie moglam dla niego zrobic. . Kirk walczyl dzielnie z choroba - chemoterapia rujnowala jego organizm, ale wyniki sie poprawialy. Wyslalam do Kirka kolejna kartke, kiedy dowidzialam sie, ze najwiekszy kryzys zostal pokonany.
Kirk przyjechal do spotkanie do San Diego - chudszy, bez wlosow, wciaz jeszcze slaby, ale rak zostal pokonany. Ze lzami w oczach dziekowal za nasze kartki. Powiedzial ze przyszly dokladnie wtedy, kiedy potrzebowal znaku, kiedy zupelnie nie mial juz sily walczyc.
Pewno pomyslalam o tych kartkach w tamtym okresie bo bylam lepiej zakotwiczona, bardziej otwarta, uslaszam glos swojej duszy. I kiedy Kirk dziekowal nam lamiacym glosem, pospiesznie ocierajaz lzy z policzkow, obiecalam sobie ze jesli na kiedys swojej drodze spotkam kogos potrzebujacego, juz nigdy nie zlekcewaze tego impulsu duszy. Zatrzymam sie i zastanowie sie co moge zrobic. Juz nigdy nie usprawiedliwie swojej obojetnosci tym ze sa organizacje ktore moga wiecej, ze moja glupia kartka, moja mala donacja, moj maly gest, nie uzdrowi, nie zmieni, nie poprawi....Tego nigdy nie wiemy...Te sytuacje ktore stawiaja nas w obliczu wyboru- albo zamknac swoje serce ( najczesciej pod wplywem leku albo bezradnosci), albo je szerzej otworzyc, nawet jesli wyprowadzi nas ze strefy komfortu - to sytuacje, ktore katalizuja nasz wzrost i rozwoj.
Dlatego gdy moja bliska i wyjatkowa kolezanka z Kanady rozpoczela akcje pomocy dla Elizy - dziewczynki ciezko chorej, ktora potrzebuje bardzo drogiego lekarstwa, nierefundowanego przez polskie ubezpieczenie, postanowilam zrobic co moge. Niewiele, ale postanowilam dorzucic swoja mala cegielke i wlaczyc sie w akcje dla Elizy organizowanej na Allegro. Wyslalysmy z USA juz jedna paczka. W Polsce ktos zajmie sie licytacja tych rzeczy, Ktos inny walczy o zmiane przepisow. Trwa akcja szycia lalek, ktore potem sa sprzedawane. Poprzez wlaczenie sie w ta akcje mialam szanse poznac przemilych ludzi o wielkim sercu. Jak to zwykle bywa, otwierac swoje serce, dostajemy tak wiele w zamian. Gdyby ktos z USA mial u siebie rzeczy , ktore chcialby podarowac na licytacje ( poprzez polski portal Allegro) dla Elizy, to ja chetnie przyjme, zapakuje i wysle do organizatorow. Tutaj wiecej informacji o Elizce:
http://elizabanicka.pl/
411
Wdziecznosc:
Za zdrowie w rodzinie, i za to ze nigdy nie musialam byc w sytuacji ze nie mialam pienidzy na lek dla mojego dziecka
Za wspanialy kontakt ze swoim synem. Mialam okazje poznac go nieco lepiej podczas tych naszych wspolnych wedrowek i stwierdzam ze bardzo libie tego mlodego i inteligentnego czlowieka.
Za zdecydowanie lepsza komunikacje w moim malzenstwie. Ostatnie, troche emocjonalne rozmowy zaczynaja przynosic owoce.
Za technologie, ktora umozliwia mi kontakt z najblizszymi za oceanem.
Skonczony Projekt
Cala rodzina spedzilismy dwie godziny w naszym ogrodzie - sadzac, grabiac, podcinaja krzewy, i jest pieknie! Wszystko zaczyna kwitnac jak oszalale, musze zrobic pare zdjec bo wiosna tutaj jest absolutnie fantastyczna.
Nadpilowana Bariera
Wrocilam do blogowania!
piątek, 30 marca 2012
Dni 77-90
Wrocilam. Korzystajac z tego ze musialam pracowac przez 6 dni w San Diego, wyjechalismy tam z Benem cztery dni wczesniej. Obydwoje lubimy gorskie wloczegi, wiec nie pojechalismy do samego San Diego, tylko zatrzymalismy sie w pieknym historycznym miasteczku Julian. Julia z koncem XVIII wieku byl jednym z miest w ktorej trwala goraczka zlota. Male i malownicze miasteczko znane tez jest z sadow jablkowych i ponoc najelpszego w USA jablecznika. Tutaj jest kilka przepisow na taki amerykanski "apple pie", wraz ze zdjeciami:
http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-tarty/369-przepis-na-apple-pie
http://nakruchymspodzie.blogspot.com/2009/12/pachnace-przyprawami-jabka-pod-kruchym.html
Z tego miasteczka wyjzezdalismy w gorskie i pustynne szlaki. Przywiazlam mase zdjec - musze uporzadkowac i opisac na naszym drugim blogu. Poludniowa California w okolicach San Diego jest piekna. Wedrowalismy po gorskich szlakach w sniegu, po pustynnych drogach w troche zajdliwym sloncu oraz podziwialismy piekne zachody slonca w gorach i nad Pacyfikiem.
Pomalutki przestawiam sie na codzienne tory. Podczas mojej nieobecnosci wiosna szturmem juz zdobyla Maryland - wszystko zaczyna kwitnac jak oszalale.
sobota, 17 marca 2012
Dzien 67-77
I tak to na dzis wyglada. Caly tydzien pracowalam tak intensywnie , ze po prostu mialam wstret do komputera i stad blog lezal odlogiem. Ale w poniedzialek rozpoczynamy wedrowki tutaj:
http://parks.ca.gov/?page_id=638
Po raz pierwszy udalo mi sie tak zorganizowac, zeby przed wielka konferencja miec troche wolnego czasu.
JEST DOBRZE.
http://parks.ca.gov/?page_id=638
Po raz pierwszy udalo mi sie tak zorganizowac, zeby przed wielka konferencja miec troche wolnego czasu.
JEST DOBRZE.
czwartek, 8 marca 2012
Dzien 68
Loving others starts with loving myself.
If you don't love yourself, nobody else will. Not only that- you won't be good at loving anyone else. Loving starts with the self.
Dr. Wayne Dyer
To jest chyba moja najwazniejsza lekcja ostatnich dwoch lat. Dla niektorych ludzi - tak bardzo oczywista. A moze nie? Milosc do innych zaczyna sie od milosci do siebie. Jesli nie kochasz siebie, nikt inny cie nie pokocha ( ja to rozumie tak ze bez milosci do siebie czlowiek nie jest w stanie doswiadczac milosci dostawanej z zewnatrz. ta milosc zatrzymuje sie na ozbrojonym i poranionym sercu.) Tyle mysli cisnie mi sie do glowy w zwiazku z tym tematem.
Zostalam wychowana w domu gdzie bardzo duzo pomagalo sie innym. Glownie starszym ludziom, ale ja tez bylam szkole sredniej woluntariuszka PCK, na studiach woluntaruszka w Domu Dziecka. To dawanie dawalo mi bardzo duzo radosci, to fakt - ale z perspektywy czasu widze to chroniczne angazowanie sie w pomoc jako kompulsywne radzenie sobie z brakiem poczucia wartosci. Potem, juz kiedy bylam calkiem dorosla, zorientowalam sie ze nie moge tak dalej zyc w stanie permanentnego wykonczenia, bezgranicznego smutku przeplatanego zloscia - zaczelam szukac pomocy. Pomalenku, pomalenku kolejne otwieralam kolejne drzwi pomocy sobie. Byl okres ze chodzilam na grupy wsparcia dla osob wspoluzalezonych
(poniewaz moj M. wie o tym blogu, chce tutaj napisac ze moje wspoluzaleznienie nie ma nic wspolnego z moim obecnym zyciem). Na tych spotkaniach uczylam sie nawiazywac kontakt ze soba - jednym z cwiczen bylo opisywanie swojego samopoczucia. Ludzie cierpiacy na wspoluzaleznienie sa niczym kameleony - czuja to co czuja ludzie wokol ich. Biora odpowiedzialnosc za to ze ktos inny jest zly, jest smutny - ludzie wspoluzaleznieni, to chroniczni naprawiacze swiata. Nie za bardzo skuteczni w tym pomaganiu. Bo skuteczne pomaganie to wsieranie ludzkiego potencjalu, z zostawieniem im prawa do bledow i decydowania o sobie. Ludzie wspoluzaleznieni niestety stosuja roznego rodzaju manipulacje emocjonalne bowiem opieraja swoje poczucie wartosci na pomaganiu, "dawaniu siebie", angazowaniu sie w zycia innych. Osoby wspoluzaleznione maja bardzo czesto zabalagoniene swoje osobiste zycia, Osoby wspoluzeleznione tez: (ta liste mialam w soich notatkach i nie mam pojecia gdzie bylo jej oryginalne zrodlo.)
- mają trudności z przeprowadzeniem swoich zamiarów do końca,
- kłamią, gdy równie dobrze mogłyby powiedzieć prawdę,
- osądzają siebie bezlitośnie,
- mają kłopoty z przeżywaniem radości i z zabawą,
- traktują siebie bardzo poważnie,
- mają trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów i okazywaniem uczuć,
- przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu,
- bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania,
- myślą, że różnią się od wszystkich,
- są nadmiernie odpowiedzialne albo całkowicie nieodpowiedzialne,
- są lojalne, nawet gdy druga strona na to nie zasługuje, są impulsywne,
- czują się winne, stając w obronie własnych potrzeb, i często ustępują innym,
- boją się ludzi, zwłaszcza przedstawicieli wszelkiego rodzaju władzy i zwierzchników,
- boją się cudzego gniewu i awantur,
- lubią zachowywać się jak ofiary,
- bardzo boją się porzucenia i utraty,
- łatwo popadają w uzależnienia albo znajdują uzależnionych partnerów
Tymczasem dzis czeka mnie wizyta u szefowej z prosba bym nie musiala uczestniczyc w spotkaniu w sobote. Moj M, zorganizowal dla nas przezent na urodziny ( obchodzimy urodziny w odleglosci jednego tygodnia). Tym razem jego pomysl przeszedl wszelkie moje oczekiwania - wycieczka konna. ( to sie nazywa przemyslony i utrafiony przezent, moj drogi! - jesli to czytasz. To moje marzenie od dziecinstwa!). Zorganizowal to na ta sobote - i moja pierwsza reakcja bylo - nie moge, musze pracowac. Moja druga zdrowsza reakcje jest - zobaczymy moze mi sie uda wykrecic od tej pracy w weekend . Nie prowadze tego spotkania, i szczerz mowiac nawet nie za bardzo czuje sie kompetentna w temacie podrecznika dla szkol srednich. Chce sie pozbyc tego programu jak najszybciej. No wiec ide dzis negocjowac. Bedzie to dobra lekcja proaktywnosci.
Loving starts with the self! Milosc zaczyna sie od siebie!
411
WDZIECZNOSC
- za meza ktory po 22 latach potrafi mnie zaskoczyc
- za ludzi poznanych za posrednictwem tego bloga, i za wszystkie dobre slowa ktore od nich dostaje. Tak w tym blogu sciagam duzo skorup ze swojego serca co nie jest latwe, i zawsze tak sie ciesze jak dostane wiadomosc ze komus moja notka byla potrzebna.
- za to ze mieszkam w demokratycznym kraju gdzie nie ma wojny
- za to ze moj syn ma dostep do tak swietnej edukacji
- 45 plywania wczoraj ( dzis mam zatkane uszy, ale co tam).
- opracowalam dwa kontrakty. Biurko uprzatniete. Dzis zaczynam dzien od zrobienia listy wszystkich zaleglych projektow. Niesamowite jak taka lista pomaga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
NOWY ROK 2021 - czego dowiedzialam sie w roku 2020?
Ze mojemu , prawie 30 -letniemu malzenstwu potrzeba bylo tego czasu spedzonego w domu, ktory wzmocnil nasza przyjazn. I ze zaloba bardzo b...
-
Odkurzylam dzis moj biedny drugi blog co to mi mial pomagac w zdrowszym zyciu. Wracamy, wracamy z bardzo dlugiej podrozy! T utaj moja refl...
-
Lipiec byl dobrym dla mnie miesiacem - podjelam wyzwanie przebiegania/przemaszerowania 50 mil (ok 80 km) po okolicznych szlakach - przebie...




















