środa, 29 lutego 2012

Dzien 62

Koniec miesiaca. Jeden z tych dni, ktory mial potencjal byc kompletnie do bani. Obudzilam sie z potwornym bolem glowy, wyjrzalam i wiedzialam ze to od pogody.

Ale, ale,ale....

Klap,klap,klap...

Zmbilizowalam sie i wyszlam na cale 32 minuty biegu!

W trakcie tego biegu ( wlasciwie w trakcie krotkiego marszu pod gorke), przemila mloda kobieta zapytala mnie czy podwiezc mnie do domu, bo zaczyna padac deszcz. Dzielnie odpowiedzialam : "Thank you from the bottom of my heart but I will ENDURE"  I tak sie stalo! Wierze ze to poranne 32 minut uratowalo moj dzien, ktory byl produktywny, w miare zorganizowany, mimo ze wyszlam z pracy o godzinie 7 wieczor, i utkwilam w straszliwym korku. Ale wracajac do domy slucham naszego publicznego radia, ktore jest doskonale.

Ale od jutra robie tzw. RESET. Zawrot. Nie moge przyjezdzac do pracy na 10 rano i wychodzic o 7 wieczor. Musze to zmienic. Musze sie tez z tym pogodzic ze zaczyna sie intensywny okres w zwiazku z przygotowaniami na nasz polroczny zjazd w San Diego.To chwilowe. Musze jednak zaplanowac moj wyjazd do Polski i zamowic bilety, bo jak tego nie zrobie szybko, to nie wyjade z koncem kwietnia, bo juz zaczyna mi sie kalendarz zapelniac. Ta moja praca ma tendencje do rozrostu niekontrolowanego.

Dzisaj bylam na bardzo ciekwaym szkoleniu na temat tego jak Google wyszukuje strony internetowe i jakie czynniki wplywaja na to ze strona bedzie umieszczona na samym szcycie wynikow wyszukiwania. Bardzo skomplikowany algorytm, ale wynioslam z tego szkolenia pare cennych wskazowek.

411 

Wdziecznosc
  •  za dach nad glowa. Dzis pomodle sie za ofiary tornada w Harrisburgu
  • za bezpieczny dojazd do pracy i z pracy. Widzialam dzis tyle wypadkow. Bylo ciemno i mokro. Sama wpadlam do jakiejs dziury i Bogu dziekuje ze nie zlapalam gumy.
  • za moja rodzine, zdrowa i cala
  • za deszcz. Byl potrzebny
Nadpilowana bariera
  •  mimo napierajacych terminow udalo mi sie zachowac ciesze i pracowac tylko nad jednym projektem na raz. Biurko moje nie jest ZEN, ale jutro rano sie tym zajme.
Skonczona rzecz
  • bieg ranny. Zajelo mi to chyba 20 minut zeby SIEBIE przekonac ze bede sie zdecydowanie lepiej czula, kiedy sie poruszam. I wygralam  - SAMA ze SOBA. 

Muzyka w sercu
  • ciezka sprawa  bo nie pamietam. Ale wiem ze mialam moment ciszy gdy przechodzilam przez piekny lasek w mojej okolicy. Widzialam peki drzew, czulam mokra ziemie i czulam sie tak dobrze po tym rannym biegu.






wtorek, 28 lutego 2012

Dzien 61

Dzis w pracy spotkalo mnie cos bardzo milego. Jeden z moich pracownikow zainicjowal spotkanie. Kiedy dostalam wiadomosc o tym spotkaniu, podziekowalam mu ze pamietal o projekcie. On odpowiedzial ze martwil sie ze zajelo mu to tak dlugo czasu. Od razu wyczulam, ze to rezultat moich starych metod zarzadzania napedzanych pospiechem, nerwami - byle do przodu i za wszelka cene. Powiedzialam mu ze jest mi przykro ze odczuwa stres ( to bardzo solidny czlowiek) i ze ja bardzo sie staram w tym roku abysmy pracowali wolniej, mieli czas na zastanowienie sie i po prostu odczuwali radosc z naszych projektow. Na to on mi odpowiedzial ze mial wielu menedzerow w swojej karierze ( a pracowal np. w Amerykanskiej Akademii Nauk) i zaden z nich nie byl tak otwarty na ludzi. Bylo mi tak przyjemnie. Podziekowalam, i powiedzialam zgodnie z prawda ze dla mnie najwazniejsze jest wspieranie potencjalu mojego zespolu, bo wiem ze koncowe wyniki pracy przerosna moje oczekiwania.I tak sie stalo - zamknelismy ostatni numer czasospisma w tym roku, i uwazam ze wszystkie artykuly byly doskonale.

No to napisze to tutaj - bardzo lubie teraz swoja prace. Jest to dokladnie ta sama praca co rok temu, co dwa lata temu. Zadziwiajace, ile zalezy od naszego myslenia i naszego wzrostu.

Nie byl to jednak najlepszy organizacyjnie dzien. Jako wczoraj czekalam az prezydent Obama skonczy spotkanie (to zart dzisiejszego dnia ze Prezydent Obama zatrzymal nas wczoraj w pracy) przyszlam dzis pozno do pracy, pozno wyszlam i pracowalm chaotycznie.


411
Wdziecznosc:
  • za prace
  • za rodzine ktora trzyma sie razem i sie wspiera
  • za super samodzielnego syna i jego ojca ktory tak bardzo go kocha ( jak wracalam dzis do domu, to przez okno widzialam ich razem smiejacych sie, gestykulujacych i pomyslam jak oni sa do siebie podobni, i jak bardzo zzyci. To wydawalo mi sie takie oczywiste, ale przeciez nie zawsze syn i ojciec maja takie dobre relacje
  • za to ze mam bardzo samodzielna prace ( szef ktory wspiera i sie nie wtraca to skarb! a ja takiego mam) 
Nie wiem czy obejrzenie Ojca Mateusza w TV Polonia mozna zaliczyc do zakonczonej czynnosci lub nadpilowanej bariery - ale poza praca nic wiecej dzis nie osiagnelam. Ojca Mateusza lubie, bo przedstawia taki cukierkowo-bajkowy obraz Polski, z ladnymi ludzmi, wnetrzami i szlachetnym ksiedzem ( wiem ze to bajka!) ale trzeba trzymac sie na bacznosci  bo nie jest to styl zycia, ktory doprowadzi mnie na wyzyny mojego potencjalu.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Dzien 60

still point  - punkt ciszy
rooted - zakorzeniony
clarity - jasnosc
courageously reach deeply into yourself - z odwaga siegnij gleboko w siebie
experience you - doswiadcz siebie

To pare instrukcji z dziesiejszej jogi. Na zajecia jogi powinno sie chodzic regularnie - zarowno cialo i jak i umysl nabiera wprawy w tych medytacyjnych pozach. Ja nie bylam juz dawno - i wyraznie bylam ostatnio wytracona z rownowagi - trudno mi sie bylo skupic, trudno utrzymac pewne pozy. Ale po godzinie cwiczen  czulam sie jak w niebie - bardzo tego potrzebowalam. Poniedzialkowa instructorka Asley Litecky wraz z dwiema osobami zalozyla nowe studio jogi  SkyHouse. Nie potrzeba sie zapisywac, rejestrowac - to ma byc wyjatkowe miejsce, gdzie kazdy moze przyjsc i zostawiajac donacje wziac udzial w roznorodnych zajeciach czy medytacjach. Postaram sie w weekend tam zajrzec.

Jedno z dzisiejszych cwiczen symbolizowalo ruchy weza, i Ashely mowila ze w naszym zyciu wiele razy zrzucamy stara skore, stare luski - jakie ladne porownonie. Czasem ta zmiana starej skory troche boli, ta nowa skora jest cienka i wrazliwa, i wtedy trzeba bardziej o nia dbac, pielegnowac, dac czas by sie utrwalila. Ta nowa skora - to nowo-wyrobione nawyki, nowe myslenie....

Dzis poczulam ze pracuje kilka przecznic od Bialego Domu. Przezydent Obama odwiedzal hotel naprzeciwko naszego budynku, i ja z 8 pietra mialam widok na snajperow na dachu, kilkadziesiat samochodow policyjnych, karetke pogotowia. straz pozarna. Widzialam tez jak cala kawalkada odjezdzala...Minus tej naszej lokalizacji jest taki ze musialam przeczekac to spotkanie prezydenta, gdyz wszystkie ulice w okolicy byly zamkniete....

411
Wdziecznosc:
  • za bardzo zdolny i zgrany zespol w pracy
  • za to ze nauczylismy sie w sposob bardziej konstruktywny rozwiazywac konflikty w malzenstwie.
  • za piekne slonce dzisiaj. Wyszlam na chwile z pracy, i slonce grzalo tak mocno
  • za bardzo ladne studio jogi w okolicy mojego domu ( kiedys moje miasto bylo bardzo prowincjonalne - teraz robi sie tutaj bardzo ciekawie)
Nadpilowana bariera
  • joga i troszke ciszy w poludnie w sloncu

niedziela, 26 lutego 2012

Dzien 59

Wczoraj w bibliotece pozyczylam ksiazke pt. Overdoing it - How to Slow Down and Take Care of Yourself. ( Przesadna praca - Ja zwolnic i roztoczyc opieke nad soba)

Ta ksiazka wpadla mi w rece przypadkowo, ktos zostawil ja na stole z komputerami.Otworzylam, i przeczytalam fragment - to ksiazka o uzaleznieniu od pracy. Hmmmm. Wypozyczylam - bo wygladalo na to ze ta ksiazka czekala na mnie...

Do wielu mechanizmow opisanych w tej ksiazce doszlam sama. Praca moze byc takim samym nalogiem jak kompulsywne naduzywanie alkoholu, czy tez jedzenia. Ucieczka w prace, praca po 18 godzin, wieczne poczucie ze za malo, ze nie dosc dobrze...To kompulsywnosc, ktora tutaj w Waszyngtonie jest zjawiskiem powszechnym. To miasto wladzy, ludzi najbardziej wyksztalconych w calej Ameryce i bardzo poddatny grunt dla moich tendencji...Ludzie uzywaja pracy do wypelnieia pustki emocjonalnej, praca podwyzszaja sobie swoje poczucie wartosci, lataja dziury swojego zranionego myslenia...Uzaleleznienia przyjmuja tak osobliwe formy, i najgorsze jest to jesli uzaleznienie mozna tez nazwac pracowitoscia, ambitnoscia i zdolnosciami.

Dlatego tak bardzo wazne jest to moje 15 minut codziennej ciszy. To czas w ktorym ma okazje spotkac siebie, i wsluchac sie w muzyke w moim sercu.

Przepiszmy dla zapamietania:

When we put everyone's needs before our own, our needs get pushed back to the back burner. Sometimes we resent not having time for ourselves. Self-nurture is one of the most qualities we can develop. It has helped me love myself unconditionally, to treat myself with kindness as caring as I would anyone I care about. It allowed me to approach life with more calm, hope and optimism....


Self-nurture can include listening to soft music, walking barefoot in a summer rainstorm, reading inspirational material, sitting by the ocean watching the waves.....

Kiedy  potrzeby innych staja sie najwazniejsze, nasze potrzeby sa calkowicie zaniedbane. Tak czesto narzekamy na brak czasu dla siebie.... Dlatego troska o siebie jest jednym z najwazniejszych nawykow w naszym zyciu. Aby ten nawyk wypracowac potrzeba czasu i samorefleksji. Dla kogos, kto spedzil wiekszosc zycia w swiecie zewnetrznym, odcietym od swojego swiata wewnetrznego, rozpoznanie tych potrzeb nie przychodzi automatycznie.  Ten tak bardzo wazny nawyk pomoze wyrobic bezwarunkowa milosc do siebie, nauczy nas traktowac siebie ze zrozumineniem i uprzejmoscia... z tego wewnetrznego nastawienia, zaczyna sie nasze podejscie do swiata zewnetrznego....

Dzis dzien bez planu...Idziemy z G. do miasta...Bedziemy sie po prostu cieszyc z bycia razem. Moze zahaczymy o wspaniale muzea waszyngtonskie. Wstapimy do ksiegarni. Wypijemy w miescie dobra kawe...

(Nie jest to latwe zadanie dla mnie tak po prostu spedzic dzien aby byc, ale mam wielka nadzieje ze praktyka uczyni mistrza...Ironiczne jest to ze potrafilam spedzac czas  nic nie robiac ale myslac co powinnam zrobic, co oczywiscie nie jest byciem, tylko nalogiem - dzieki Bogu coraz lepiej panuje nad tym kompulsywnym mysleniem.)

Musze przyznac ze ta ksiazka bardzo mnie poruszyla - szkoda ze nie wpadla mi w rece pare lat temu- moze nie musialabym dochodzic w tak bolesny sposob do pewnych wnioskow. A moze ta samodzielna droga byla wlasnie konieczna... ? )

Wciaz wczesny ranek - piekne slonce za oknem. To bedzie przemily , beztroski dzien....Podsumowanie wieczorem...


sobota, 25 lutego 2012

Dzien 57-58

 I DID IT!!!! Prawie. Prawie w 100%. O siodnej rano w sobote w lodowatym wietrze. Zaspalam troche, i juz mialam zrezygnowac...

5K!

The 5000 metres (approximately 3.1 mi or 16,404 ft) is a popular running distance also known as 5 km or 5K ("five-K").

5 km!

Przez pierwsza polowe biegu bylam w czolowej grupie, potem zwolnilam do drugiej grupy. Gdzies po 3/4 biegu przez 5 minut maszerowalam, aby bieg zakonczyc w trzeciej grupie.

W sobote zapisuje sie na kolejna klase biegania - owszem moglabym biegac sama, ale juz dzisiaj planowalysmy z dwoma kobietami wspolny bieg dla organizacji charytatywnej. Przemili, inspirujacy ludzie i dobrze mi robi ten regularny kontakt z tymo kobietami.

Moj brat kardiolog i prawie-profesjonalny plywak ( ktory wciaz startuje na zawodach) zawsze bolal nad moja nadwaga i slaba kondyncja fizyczna. Kiedys mi nawet powiedzial ze jesli nie zmienie stylu zycia czeka mnie w przyszlosci kalectwo. Dzis umowilismy sie na wspolny bieg wokol krakowskich Bloni - dwa okrazenia. Poniewaz bede prawdopodobnie w Polsce kiedy nasza grupa bedzie biegnac ten 5K  , to ja bede trenowac na wspolny bieg z bratem. Wiem ze bedzie to dla nas obydwojga duza radosc!

Dzisiaj podczas 15-minutowej ciszy dnia znalzalam ten cytat:

We don't see things as they are, we see the as we are. Anaise Nin.

Nie widzimy rzeczy jakimy sa, widzimy je tak  jakimi my jestesmy...

Oczyswiscie...

I tak sobie mysle, zeczasem potrzeba tej odwagi i uczciwosci i czasu aby spedzic troche czasu ze soba ( u mnie byl to rok), a potem zakasac rekawy i poprawic to co jest do poprawienia....

411
Wdziecznosc:
  • za to mam dostep do tylu ciekwych zajec w miejscu gdzie mieszkam ( to byl taki swietny pomysl zapisac sie na te zajecia z biegania!)
  • za piekna okolice w ktorej mieszkam ( biegalismy w okolicznym parku)
  • za swoja wzrastajaca kondyncje
  • za moja rodzine, ktora dopinguje mnie i cieszy sie z mojej polepszajacej sie kondyncji sportowej
Nadpilowana bariera:
  • zabralam sie za notowanie wszystkiego co jem i zapisuje na stronie Straznikow Wagi.
Ukonczylam:
  • oddalam ksiazki do biblioteki ( kara niestety $21) - no coz na drugi raz musze pamietac o terminie
  • wyslalam przezenty do PL 
  • zaplacilam wszystkie rachunki
Muzyka:
  •  wciaz jestemk zbyt zajeta  i nie moge wpasc w rutyne tej codziennej ciszy. Dzis bardziej tanczylam niz sluchalam ....








czwartek, 23 lutego 2012

Dzien 55-56

Zdecydowanie wiosna w drodze do nas. Skad wiem? Bowiem naszym kotom niespieszno do domu na noc - trzeba nowolywac, zwabiac, prosic aby raczyly wrocic. W zimie nawet nie chce im sie pod drzwi podchodzic - szukaja kocow, lub jeszcze lepiej - cieplej osoby, aby sie wtulic, pomruczec i zasnac.

Dzis rano wstalam o bladym swicie i zdecydowalam sie na bieg na zewnatrz. Mieszkam w osiedlu ktore nazywa sie Hillandale - Hills and Dales. Wzgorza i Doliny. I dopiero sie dzis zorientowalam ze ta nazwa  doskonale oddaje topografie naszej okolicy - pierwsza czesc mojego biegu byla zdecydowanie pod  gore. Wytrwalam. chociaz  po 20 minutach zrobilam sobie malenka 3- minutowa przerwe, ale na koniec dolozylam  5 minut. W sobote rano probny 5K.

Trudny dzien w pracy. Wiele spotkan, wiele terminow. Jednak udaje mi zachowac spokoj i systematycznosc. Coraz wiecej radosci sprawiia mi moja praca - nawet takie dni jak dzisiejszy.

Szukajac inspiracji na okres Wielkiego Postu natknelam sie na ten fragment na tej stronie

God calls all of us to the dance. It’s not always an easy one and the music is not always what we expect. But when we listen in the stillness of our souls, we find a music that God is composing for us day by day. When we hear it, accept it and move according to God’s rhythms, we live as the person called into being for that day. Sometimes, we get answers to life questions in those moments. At other times we just dance, no more. But when we hear God’s music, we participate in the dance that began over the waters of the deep when the Word of God moved and called all into being.
And what a feeling that is.

Sprobuje przetlumaczyc:

Bog zaprasza nas wszystkich do tanca. Nie zawsze jest ten taniec  latwy, i muzyka nie zawsze taka jakiej oczekujemy. Ale kiedy uwaznie sie wsluchamy sie  w nas w cisze naszej duszy, to  znajdziemy tam muzyke, ktora Bog komponuje dla nas kazdego dnia. Kiedy uslyszymy ta muzyke, rozpoznamy ja i zaczniemy tanczyc w jej rytm, to zaczniemy isc po drodze  powolania. Czasami, w tym wlasnie momencie dostajemy odpowiedz na swoje pytania. Czasami po prostu tanczymy. Ale kiedy uslyszymy ta specjalna muzyke, zaczynamy taniec ktory zaczel sie na poczatku  Slowa Bozego. I dopiero z ta muzyka w sercu mozna naprawde zyc...

Zadziwiajace, ze byla to pierwsza strona jaka otworzylam w poszukiwaniu inspiracji na Wielki Post.
Oto wiec moje postanowienie. Codziennie spedze 15 minut w ciszy, z moim zielonym zeszytem, wsluchujac sie w muzyke Boga. Jesli przyjdzie do mnie jakas mysl, jakas odpowiedz - zapisze ja. Jesli nie, bede po prostu tanczyc...sluchac...

Najgorze byloby przezyc to swoje zycie bez muzyki w sercu i nie tanczac....

We played the flute for you, and you did not dance.
—Luke 7:32



Do mojego podsumowania dnia na okres Wielkiego Postu - dodam wiec muzyke dnia.


Wczoraj nie napisalam notki, gdyz zdecydowalam obejrzec debate wyborcza czterech kandydatow republikanskich. Jako ze jestem zarejestrowana  demokratka, nie sledze az tak bardzo tych prawyborczych kamapanii republikanskich, ale wczoraj wysluchalam uwaznie tej ostatniej debaty. Zgadzam sie z komentatorami politycznymi, ze jedynie Mitt Romney jest godnym kandydadem obecnego przeydenta. Moze to moje naukowe wyksztalcenie domaga sie konkretow, statystyk, wykresow - uczulona jestem na taka populistyczne teoprie grajace na uczuciach ludzi. Paul Ron ze swoimi bardzo libertarialnymi pogladami robi wrazenie bardzo uczciwego czlowieka i szalenie podoba mi sie jego podejscie do wojen. Powinno sie robic wszystko co tylko mozna aby nie dopuscic do zbrojnych konfliktow. Potwierdzilo sie moje bardzo glebokie przekonanie, ze zdecydoweanie kosciol i religia powinna byc odseparowana od polityki.



411

Wdziecznosc:

  • za ubezpieczenie medyczne i zdrowie ( dzis wracajac z pracy slyszalam wywiady z chorymi ludzmi, ktorzy w najbogatszym kraju na swiecie nie lecza sie na powazne choroby bo nie maja ubezpieczenia)
  • za mojego meza, ktrory jest najbardziej pozytywnym czlowiekiem na swiecie. Ten czlowiek nigdy nie narzeka i zawsze jest zadowolony z zycia. I chyba sie czuje zainspirowany moja wytrwaloscia bo rozpoczal swoje treningi sportowe.
  • za to ze mieszkam w kraju demokratycznym, w ktorym konflikty nie sa rozwiazywane za pomoca bomb ( serce mi peka jak slysze doniesienia z Syrii)
  • za muzyke w moim sercu, ktorej jest z dnia na dzien wiecej. Za to ze pomalutku zaczynam tanczyc w rytm tej muzyki


Nadpilowana bariera:

  • uczestnictwo w spotkaiu Straznikow Wagi. Waga stoi, ale nie martwie sie tym bo zawsze tak mam jak zaczynam sie wiecej ruszac. Jestem przekonana ze bede miala wiekszy spadek w przyszlym tygodniu. (Klap, klap  za systematycznosc!) Temat dzis byl ciekawy- jedzenie i stress. ( Moja stara zaprzyjazniona para!)

Jedna rzecz ukonczona :
  • 30 minut treningu

Muzyka: 
  • Dzis zdecydowanie rano slyszalam muzyke Boga w tym pieknym zapachu swiata gotowego na wiosne. W powietrzu chlod, taka zimowa wilgoc  drzewa wciaz gole, ale widac brzemiennosc natury - jeszcze chwila, jeszcze moment i te rosnace paki zaczna pekac, wypuszczac pierwsze liscie. Prawdziwe przedwiosnie. Widzialm juz dzis rano kwitnace zonkile i pierwiosnki. 

 

wtorek, 21 lutego 2012

Dzien 54

Jaki dobry dzien! Wyspalam sie. Na ulicach nie bylo korkow. Dwa spotkania odwolane - wiec dodatkowe dwie godziny na spokojna prace. Doskonale spotkanie z moim zespolem - jestesmy w trakcie dwoch bardzo ciekawych projektow. Na to spotkanie przyszlam z bardzo dobrym planem, sluchalam bardzo uwaznie - mam szczescie pracowac z bardzo kreatywnymi ludzmi. A wieczor po przyjsciu do domu przebralam sie i pojechalam na trening - TRALALALALA

25 minut
25 minut

25 minut

25 minut.

biegu.

Jeszcze jeden trening w czwartek i w sobote biegniemy probny 5K.

Nasza trenerka bedzie kontynuowac te zajecia -tworzy grupe dla ZAAWANSOWANYCH biegaczy  i zaprosila nas aby z nia kontynuowac treningi. Chyba sie zapisze.

Na deser Ben obdarowal nas testem z matematyki napisanym na 100%.My obdarowalismy go funduszami. Pedagogiczne-niepedagiczne - ale dziala. Nasz chlopak prezentuje nam raz-po-raz test w okolicach 100%.


411 
Wdziecznosc
  • za ciekawa prace
  • za smiech w domu
  • za syna co sie dobrze uczy
  • za zdrowie
  • za to ze mieszkam w kraju w ktorym nie ma wojny i glodu ( to bo wysluchaniu dzisiejszych wiadomosci z Syrii
Nadpilowana bariera
  • po 25 minutach biegu, spedzilam sobie 30 minut na silowni.
Jedna rzecz skonczona
  • wlasciwie nie-skonczona a nie zaczeta. O godzinie 5 w poludnie, przerwalam prace, aby upoirzadkowac biurko i zaplanowac jutrzejszy dzien. W ten sposob zaraz po przyjsciu do biura bede mogla sie zabrac za projekty. Zdecydowane klap, klap po plecach za lepsze planowanie i obnizenie poprzeczki dla ilosci projektow, a podwyzszenie dla jakosci.
Jutro pierwszy dzien Wielkiego Postu. Dzis wieczor zastanowie sie  jak chce wykorzystac ten czas skupienia i modlitwy na poglebienie swojego zycia duchowego. Lubie ten liturgiczny rytm roku koscielnego. Cala anglikanskia diecezja waszyngtonska czyta w Wielkim Poscie ta ksiazke.






Moment of Science


poniedziałek, 20 lutego 2012

Dzien 52 - 53

Potrzebowalam tego planu i tej listy rzeczy do zrobienia na ten 3-dniowy weekend. Byl okres w naszym zyciu kiedy mielismy dom pelen ludzi.  Potem jakos to sie zmienilo. Przyszedl kryzys na wielu frontach i nasz dom opustoszal. Od jakiegos czasu znow zaczelismy zapraszac ludzi do nas, i moj perfekcjonizm bardzo sie aktywowal z okazji takich zaproszen. Od jakiegos czasu walcze z tym - jest co jest - byleby milo i serdecznie. I w sobote po czterech latach spotkalismy sie z naszymi przyjaciolmi z Irlandii - przemili, przesympatyczni ludzie. 
Wracajac do tematu bardziej energicznego wybudzenia potencjalu - ta notka sugeruje nastepujacy proces:


1. Zastanow sie nad swoimi prorytetami:
  • co jest dla ciebie najwazniejsz
  • co czyni cie szczesliwa
  • co robilabys w zyciu nawet gdyby ci za to nie placili
2. Pozbadz sie rzeczy (spraw, osob) ktore ci nie sluza.

3.  Zajmil sie trzema priorytetami

4. Zaplanuj swoj rozklad dnia, tygodnia, miesiaca  tak aby te prorytety byly dla ciebie drogowskazem. Ten plan musi byc wykonalny dla ciebie.

5. Wbuduj inspiracje w swoje zycie. Bez inspiracji czlowiek staje sie robotem.

Poniewaz z mojego biurka zniknely karty, karteluszki, notesiki, zeszyty - w nagrode wybralam sie w niedziele do sklepu papierniczego i kupilam piekny, zielony zeszyt. Kupilam tez 10 kolorowych dlugopisow, i maly kolorowy piornik. Czesc moich mysli powedruje do tego zielonego zeszytu - zaczelam odczuwac wieksza potrzebe prywatnosci. Czesc mysli wciaz bedzie tutaj na blogu.

Ten trzy -dniowy weekend spedzilam nad punktem nr dwa - pozbadz sie rzecz ( spraw , osob) ktore ci nie sluza.

Wyjelam wszystkie rzeczy ze swojej szafy. Wszystkie. Nie mialam ich juz tak duzo, ale wyrzucilam wszystkie rzeczy z kategorii - "moze sie kiedys jeszcze przyda". Rzeczy sprzed-schudniecia. Rzeczy na-poschudnieciu. 

Kiedy tak sprzatalam  sluchajac radia - obok mnie rozciagniety i mruczacy wielki kot, przytulny dom wszyscy zdrowi, a ja gdzies tam czuje niepokoj. Taki niewyrazny, znow jak ten cmiacy bol zeba. I wreszcie dotalo do mnie, ze ten niepokoj bierze sie z tego, ze ja wciaz zyje w przyszlosci, wciaz mysle o powrocie do Europy - ze ta nasza dyskutowana, aczkolwiek wciaz abstrakcyjna przyszlosc , kompletnie wytracia mnie z tego tutaj i teraz. I poszlam dalej tym swoim okiem swojej mysli, stwierdzajac ze moje tutaj i teraz ma obecnie olbrzymi potencjal aby wprowadzic w swoje zycie troche rozmaitosci i radosci. Spedzilam z ta mysla troche czasu.

Potem dotarlo do mnie to ze ja zaczynam miec wiecej czasu. Planowanie, organizacja, samo-dyscyplina zaczynaja dawac rezultaty.

411 - 1

Wdziecznosc:
  • za wolny czas
  • za stabilizacje materialna
  • za syna co to jest zawsze zadowolony z zycia i z siebie, i ze smiechem opedza sie od moich staran ingerowania w jego zycie ( mam z nim taki fantastyczny kontakt)
  • za dostep do madrych ludzi i madrych ksizaek w moim zyciu , ktore katalizuja moj wzrost









    sobota, 18 lutego 2012

    Dzien 51

    Sobota. Wczesny ranek. Na ten trzy-dniowy weekend potrzebuje samodyscypliny. Wiem ze w poniedzialek wieczor bede czula sie dobrze jak z mojej listy rzeczy do zrobienia ubedzie spraw. A lista ma wiele przyjemnych zajec - m. innymi zaplanowanie wyprawy do San Diego, i zaplanowanie wakacji. Owoce tego bede zbierac pozniej.

    Self-discipline is the ability to get yourself to take action regardless of your emotional state.

    ___________________________________________________________

    Poludnie

    Musze to napisac. Musze!

    Co mi sie pomyslilo z tymi moimi treningami, i te biegi trenowalam przez 40 minut mniej wiecej trzy razy w tygodniu. Dzis wreszcie dotarlam na trening grupowy ( o 7 rano w sobote - klap, klap po plecach!) i znow mi sie cos pomylilo. Myslalam ze bedziemy biegac dwa razy po 20 minut. Podczas pierwszych 20 minut wpadlam w piekny rytm, dozowalam sily i dopiero podkrecilam tempo w ostatnich pieciu minutach ( biegalysmy na tasmie). Oszczedzalam sily na kolejne 20 minut. Po pierwszych 20 minutach trenerka powiedziala - dziekuje , w przyszlym tygodniu biegniemy probny 5 K! (5K to jest 5 kilometrow.)  A ja mialam sily!!! Ja myslalam ze jeszcze bedziemy biec kolejne 20 minut. No wiec za tydzien moj pierwszy, probny 5 K. Jesli mi sie spodoba, jesli sobie poradze, to w mojej okolicy jest organizowanych duzo  biegow charytatywnych. Za udzial w takim grupowym biegu placi sie niewielka sume i zebrane pieniadze oddawane sa organizacji charytatywnej. Moze uda mi sie wziac udzial w takim biegu?
    Na deser jeszcze poplywalam sobie na zewnetrznym basenie. Temperatura powietrza wahala sie w okolicach 0 C ale woda w basenie byla podgrzewana, slonce o 8:30 rano pieknie swiecilo - ZYC NIE UMIERAC!!!


    Poza tym zapoznalam sie nieco blizej z urocza kobieta z tej mojej grupy treningowej, i umowilysmy sie ze jak dni zrobia sie dluzsze bedziemy biegac razem wieczorami. A dzis poprosze Bena aby wyszykowal mi moj rower. Jesli bede jezdzila na tym stary , odziedziczonym po Benie rowerze regularnie 3-razy w tygodniu do konca tego roku, to w przyszlym roku kupie sobie bardziej atletyczny rower.

    Czy nie jest prawda ze kto rano wstaje.....temu.....? Nie, nie, Pan Bog NIE daje. Nasza sila jest w naszych rekach. Ale to temat juz na inna notke. Notke jak niektore teologie przyczyniaja sie do wzmocnienia bezradnosci, a inne napelniaja nas sila. Jako weteran roznych wyznan chrzescijanskich mam calkiem w tym niezle rozeznanie.



    ________________________________________________________________
    A teraz biore sie za troche wiosennych porzadkow. 

    A podczas tego weekendu, kiedy juz usiade w moim pokoju pozbawionym wszelkich niepotrzebnych mi rzeczy zrobie to cwiczenie.

    Wyjme moj piekny kalenarz, ktory kupilam jeszcze w zeszlym roku i zaczne planowac. A potem powtorze to ciwczenie z G.








    piątek, 17 lutego 2012

    Dzien 49-50

    I to bedzie motto na moje kolejne trzy dni - czasem potrzebuje takiej mobilizacji. Nie chce mi sie myslec - mam ochote na akcje! Mam ochote na to aby  zrobic sobie liste projektow i skreslac jeden po drugim. Bo dzis zlaapalam powazna dawke energi aktywacji.

    Mam takie projekty, ktore sa dla mnie  jak bol zeba. Takiego zeba,  co to  nie boli tak ze glowe urywa, ale cmi, dokucza i od czasu do czasu przypomina ze trzeba sie wybrac do dentysty. Jednym z takich projektow sa moje konta emerytalne. Poniewaz pracowalam w roznych miejscach,  mam pare malenkich kont, ktore lata temu powinnam byla skonsolidowac w jedno. Poza tym od jakiegos czasu przymierzalam sie aby otworzyc moje glowne konto i zerknac co sie na nim dzieje po recesji,  bo w czasie recesji to tam nie wchodzilam. Myslenie o tych projektach zabralo mi duzo czasu - odkladalam i odkladalam. I wreszcie dzis to zrobilam. Podzwonilam, Pozamawialam formularze. I po sprawie. Konto emerytalne nie rozplynelo sie w czasie recesji - jest OK - cale te moje strachy byly na lachy.

    Wiosna, jak nic w powietrzu, bo ja mam niezwykla ochote do usuwania zbednych rzeczy. Mam tez ochote kupic sobie fajna torbe. Ostrzyc wlosy, zrobic jakis nowy kolor. Uporzadkowac notesy, notesiki, kalendarzyki koperty. Oddac troche zbednych ubran i ksiazek. U nas to jest bardzo wygodne - bo raz po raz podjezda pod nasz dom ciezarowka i zabiera worki z takimi zbednymi rzeczami. Sa tutaj sklepy gdzie segreguja te rzeczy i sprzedaja. Jakis tam procent z tych sprzedazy idzie na instutucje charytatywne, wiekszosc zysku bierze wlasciciel takiego sklepu ( zwanego potocznie "Thrifty"). Zamowilam ten serwis na wtorek.

     Dzis pracowalam nad ocena roczna jednego z pracownikow. Bardzo sie pilnowalam aby ta ocena byla sprawiedliwa i konstruktywna, i aby nie byla w niej cienia jakiejkolwiek osobistej niecheci. To nastawienie pozwolilo mi pisac krotko i rzeczowo. Zastanawiac sie nad kazdym zdaniem - czy katalizuje wzrost? Czy jest to krytyka, w celu dania klapsa po lapach?  To dobrze.To uwaznosc.

    No to biore sie do akcji!

    411
    Wdziecznosc:
    • za ludzi ktorzy bezinteresownie trzymali mnie za reke jak bylam w trudnym okresie mojego zycia. Dzis mialam krotka wymiane na ten temat z bliska mi osoba.
    • za mojego syna, od ktorego zawsze naucze sie cos w sprawie technologii. Wczoraj spedzil ze mna cala dluga godzine, doradzajac mi jaka technologia umozliwilaby mi lacznosc podczas mojego pobytu w Polsce, ktory planuje na koniec kwietnia. Byc moze w koncu sprawie sobie jakies madry telefon (smart phone) - zobaczymy.
    • za to ze pomalenku nie jestem wiezniem mojej pracy. Ze zabralam sie za zmiany w swoim zyciu.
    • za smiech w moim domu.
    Jedna z waznych spraw zalatwiona:
    • Konta emryturalne.
    • Zarezerwowany  urlop. Obiecalam sobie ze ten pobyt w Polsce to beda dla mnie fantastycznie zaplanowane wakacje. I tego bede sie trzymac Teraz musze kupic bilet.
    Podpilowana bariera:
    •  Tutaj slabiej, ale juz wylaczam komputer i wybieram sie dzis na solidny trening.Niestety zdecydowanie czasu spedzam wciaz w swiecie wirtualnym. To dobre na dlugie zimowe dni - na wiosne trzeba to ograniczyc.

    środa, 15 lutego 2012

    Dzien 48

    Dzis czulam wiosne w mocno grzejacym juz sloncu. Niedlugo Waszyngton rozkwitnie kwiatami, dni robia sie coraz dluzsze i kolejna zima bedzie za nami. Wlasciwie, czy to naprawde byla zima? Moze dwa dni jakiegos-tam-szybko-topniejacego sniegu, z tydzien mrozow...Nie zebym tesknila do zimy...Juz zimno mi sie robilo jak rozmawialam z moja biedna mama, ktora ubrana w liczne warstwy cieplych polarow,  przeczekiwala krakowskie mrozy.

    W dniu 47 zdalam sobie sprawe ze moje osobiste granice psychologiczne zostaly bardzo wzmocnione. Zrobilam cos dzisiaj w pracy, i natychmiast po wyslaniu emaila do kilkunastu osob dostalam telefon interweniujacy, ze nie powinnam sama podjac takiej decyzji. Wiedzialam ze decyzja moja jest sluszna, ale tez szybko zorientowalam sie ze nie ma o co kruszyc kopii. Wysluchalam "waznego" wykladu od osoby, ktora jest znana ze swej konfliktowosci, podziekowalam za informacje, obiecalam ze nastepnym razem skonsultuje sie z zespolem w sprawie decyzji i zakonczylam rozmowe. O sprawie zapomnialam w momenciu odkladania telefonu. Ani jedna komorka w moim ciele nie uniosla sie emocjami, oburzeniem, protestem....Czyloam sie jak mocno osadzona jodla. Czesto przywoluje ten obraz do siebie w stresujacych momentach. czuje swoje korzenie, czuje swoja sile...

    411

    Wdziecznosc dzisiejsza:
    • za domowa atmosfere po powrocie do domu. 
    • za bardzo mila rozmowe z moja kolezanka podczas wspolnego powrotu do domu
    • za zdecydowanie lepiej zorganizowana prace
    • za piekne slonce i w miare latwa droge do pracy i z pracy
    Co dla siebie zrobilam?
    • poszlam na zajecia straznikow wagi gdzie zostalam zwazona. Mimo "hormonalnie-trudnego" tygodnia, swieta obchodzonego czekolada i slodyczami - schudlam pol kilograma. (Klap, klap po plecach!)
    Jaka bariere na  mojej drodze  nadpilowalam?
    • zaczelam dzien od dwoch trudniejszych projektow, ktore skonczylam
    • wyslalam email do mojej szefowej w sprawie 18-dniowego urlopu
       ( czyli organizacja i planowanie)
    • poza tym nie wtracilam sie do niczego, sluchalam uwaznie i nic nowego nie dolozylam na swoj talerz obowiazkow
    To lubie dzisiaj:
    http://www.dogsagainstromney.com/

    Mitt Romney jadac ze swoimi piecioma synami na wakacje, wpadl na pomysl zeby swojego psa przewiezc na dachu samochodu. I tym ( malo przemyslanym) pomyslem wzbudzil olbrzymia niechec wielbicieli psow, ktorzy  rozpoczeli kampanie polityczna pt. "psy przeciwko M. Romney."
    Hmm - nie mam psa, ale nasze koty  przewozone w srodku samochodu i na kolanach sa wielce nieszczesliwe, wiec jestem pewna ze podrozy przez autostrade na dachu samochodu nie przezylyby. Sama nie wpadlabym na pomysl przewozenia psa na dachu.

    NOWY ROK 2021 - czego dowiedzialam sie w roku 2020?

      Ze mojemu , prawie 30 -letniemu malzenstwu potrzeba bylo tego czasu spedzonego w domu, ktory wzmocnil nasza przyjazn. I ze zaloba bardzo b...