wtorek, 31 stycznia 2012

Dzien 31

Ostatni dzien stycznia. "Organizm" odpoczal, zmobilizowal sie i odbyl ranny trening. Zarty, zartami, ale coraz bardziej moj organizm i ja jestesmy w kontakcie. Nie walcze z nim, coraz lepiej ze soba wspolpracujemy, coraz bardziej sie lubimy i mam zdecydowanie wiecej cierpliwosci dla potrzeb tego mojego organizmu.
Kontynuuje projekt delegowania - dzis przeszlam sie po naszym pietrze aby znalezc biurko dla pomocy administracyjnej ktora mam zamiar zatrudnic. I okazalo sie ze jedna z moich kolezanek juz zatrudnila taka pomoc, wiec zapytalam sie czy ta dziewczyna mialaby jakies dodatkowe godziny aby i mnie pomoc. Miala. Fantastyczny uklad, bo nie musze nikogo nowego szukac, stanowisko pracy jest urzadzone, dziewczyna jest na miejscu i mozemy zaczac natychmiast. Duzy krok w przod!
Ostatni dzien miesiaca wiec przydaloby sie jakies podsumowanie. Malutkie. Krotkie spojrzenie w tyl, i powrot do tu i teraz. Czego mnie ten pierwszy miesiac uwaznego zycia nauczyl?
  • Wiekszej systematycznosci. To byl doskonaly pomysl z tym blogiem. Na poczatku bardzo sie meczylam  z tym codziennym obowiazkiem. Po jakims czasie czulam wrecz potrzebe napisania pary zdan. Pamietam  w ciagu dnia o tym blogu, wiec jestem bardziej uwazna i staram sie zadbac o wszystkie moje trzy wymiary - cialo, intelekt i duch. Zylam bardzie tu i teraz, chociaz nie jest to latwie w pedzie codziennosci. Ale coraz mniej sie spiesze. Coraz wiecej pustej przestrzeni wokol mnie.
  • Obnizenia poprzeczki. Moja mantra jest - "jak tylko moge najlepiej".  I to jak moge najlepiej nie musi byc doskonale, moze byc tylko troszeczke lepiej niz wczoraj. Jestem zadowolona z nawet malutkiego  kroku w przod, przystanku w miejscu - byleby sie nie cofac w tyl, i byle te kroczki byly systematyczne.
  • Trudne sytuacje nie wyprowadzaja mnie z rownowagi. Czesto mysle sobie - jest w tym jakis cel, jaks lekcja - poczekajmy i zobaczymy co sie z tego wykluje. To jest ta ciekowosc zycia raczej niz troche ten slepy bieg w przod. Coraz czesciej widze piekne niebieskie niebo. Ptaki, ktore udaja nuty na pieciolini drutow elektrycznych. Smieszne psiaki. Zycie ma nieco wiecej wymiarow dla mnie.
  • Zdecydowanie czuje wieksza wdziecznosc za wszystko co mam. Za zdrowie. Za rodzine. Za bliskich mi ludzi. Za ciekawa praca. Za wszystkie okazje do wzrostu. Bardziej doswiadczam tej zaleznosci, ze jak sie koncentruje nad tym co mam, to to co mam wydaje sie byc takie pomnozone , i nie ma czasu myslec o tym czego nie mam. Moje zycie zdecydowanie jest pelniejsze i bogatsze. 
  • Musze pracowac nad jezykiem ojczystym. Jest latwiej, ale wciaz musze korzystac ze slownikow, wciaz brakuje mi slow. 
Mam dwie intencje na luty - zaplanowac urlop, oraz zwiekszyc ilosc czasu spedzanego w ciszy i na medytacji. Nawet jesli by to mialo byc 5-10 minut dziennie. Poniewaz marzec bedzie dla mnie bardzo intensywnym miesiacem w pracy, to w lutym powinnam zwracac wieksza uwage na cisze i spokoj.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Dzien 30

Moja mama zawsze mowila o przesileniu wiosennym. Poniewaz pogoda u nas istnie wiosenna - juz nawet widze zielone lodygi zonkili - wiec chyba mnie to przesilenie wiosenne zlapalo. Rano zaspalam - mialam isc za to wieczor ena joge- ale glowa mnie boli i spac sie chce- wiec nie walcze z ORGANIZMEM. (To powiedzenie mojego meza i tesciowej - ORGANIZM  w ich pojeciu jest niezaleznym osobnikiem w nas, ktory jak sie czegos domaga to trzeba sluchac! To nasz domowy zart - czego dzis domaga sie twoj ORGANIZM?). Moj organizm dzis domaga sie straszliwie snu i moze dobrej ksiazki w lozku. I jego prosba zostanie spelniona.

Z uwaznego zycia na dzis moge odmeldowac, ze wreszcie ulozylam sobie jadlospis na caly tydzien wg zalecen straznikow wagi - zakupilam produkty, odmierzyla, odwazylam - i nie jest zle. Nie gloduje.

Bardzo bylam zajeta w pracy - ale byl dobrze zorganizowany dzien, i mam juz zidentyfikowane dwa projekty do ktorych zamowie pomoc z agencji. Rowniez wylapalam narzekania i niepotrzebne emocje i uroczo zawrocilam ton naszej rozmowy na pozytywny i konstruktywny tor ( Brawo! Brawo!).  Teraz musze tylko zainstalowac stanowsko pracy, w ktorej zadomowie pomoc administracyjna. Do przemyslen w sprawie delegowania zainspirowal mnie blog pani Iwony Majewskiej. Ze ja tez wczesniej na to nie wpadlam!

niedziela, 29 stycznia 2012

Dzien 29

Co to byla za niedziela!!! Juz wczoraj czulam ze moja duchowa strona byla bardzo zaniedbana - pospiech, praca w zeszly weekend, bardzo ciezki tydzien. Rano obudzilam sie w kiepskim nastroju, ale skoro z malzonkiem bylismy umowieni na wyjscie do kosciola o godzinie 9 rano, zebralam sie w sobie, i wyszlismy. I dobrze. Jednym z atrybutow kosciola do ktorego chodzimy sa doskonale kazania. Dzisiejsze bylo na temat nieczystych duchow. Ojciec Bill zapytal jakbysmy zareagowali gdyby ktos do nas powiedzial - cos z toba nie w porzadku, moze  jestes opetany przez ducha nieczystego? Albo np. stwierdzil - zostawmy Johna w spokoju, nie zwracajmy na niego uwagi, on tak zawsze, bo gnebi go duch nieczysty. Faktycznie, diagnoza "duch nieczysty"  to troche smieszny, archaiczny aczkolwiek biblijny  jezyk. Ojciec Bill wyjasnil jednak ze kazdy z nas zmaga sie z codziennymi, zwyklymi duchami nieczystymi, ktorymi sa np. zlosc, pycha , zazdrosc, zawisc, nuda i inne. Inne duchy nieczyste nie sa juz tak zwykle i codzienne - czasem moga byc katastrofalne w swoich skutkach - rasism, nienawisc, agresja.  To sa wlasnie te wspolczeste nieczyste duchy, z ktorymi czasem nie mozemy sobie poradzic, i potrzebna nam jest pomoc Boga. Bardzo ladne kazanie.

Po nabozenstwie, zawsze mamy jaks wyklad - teraz jestesmy w trakcie spotkan z wyznawcami innych , duzych religi. Dzis spotaknie z teologiem hinduistycznym. Hinduzim jest trzecia najwieksza religia swiata
(po islamie i chrzescijanstwie). Jest tez najstarsza religia, i bardzo skomplikowana, bowiem jest wiele roznych odmian hinduizmu. Jest to religia monteistyczna ( jeden Bog, ktorego czastka jest w kazdyn czlowieku, stad kazdy z nas ma niezniszczalna dusze). Jeden Bog ale moze miec moze miec wiele  wcielen.  Kazdy czlowiek  ma szanse na realizcjie tego Boga, wymaga to jednak wysilku i dyscypliny. Nie ma jednak jednej drogi do tej  realizacji czy  oswiecenia - moze tam doprowadzic i intelekt i wiedza
(Jnana Yoga), i wiara i medytacja (Bhakti Yoga) lub  tez praca i dzialanosc ( Karma Yoga). Czlowiek w swoim zyciu zazwyczaj do realizacji Boga dochodzi wieloma drogami. Hinduzim zaklada tez ze wszystko co zyje ma dusze, jest czastka Boga. Jako bardzo stara religia ma wiele odnog, wiele roznorodnych praktyk. Buddyzm np, wywodzi sie z hinduzimu. Wielu elementow hinduzimu mozna doszukac sie w Islamie, oraz w chrzescijanstwie. Np. wartosci propagowane przez hinduzim sa niemalze uniwersalne dla wszystkich religii - prawda, czystosc (ktora uwzglednia ruchm diete i troske o zdrowie; czystosc umyslu to wolnosc od zazdrosci, zawisci i zlosliwosci), samokontrola, lagodnosc, szczodrosc oraz unikanie nalogow. Bardzo ciekawy wyklad, otwierajacy troszke okno na zupelnie inna droga do Boga.

Popoludniu bylam na  spotkanie z mala grupa kobiet. Nowy Biskup Episkopalanej Diecezji Waszyngtonskiej rozpoczela nowy projekt - wspolne czytanie ksiazki, i wspolna dyskusja. Zadziwiajace, ze nasza mala grupka juz to zaczela wczesniej. Typowe kobiety waszyngtonskie- zapracowane, brak czasu, tysiace projektow na glowie, dlugie dojazdy - zmeczone, zabiegane. Tak to ja tez pare lat temu. Po raz pierwszy w zyciu czulam sie ze znalazlam sie na tym spotkaniu, aby podzielic sie swoja droga ostatnich lat.

I juz na deser - wspolny projekt z moim 18-letnim synem - razem zrobilismy piekne truskawki w czekoladzie.

Dzien, ktory wzmocnil mnie rodzinnie i duchowo. Jestem gotowa na kolejny tydzien.

sobota, 28 stycznia 2012

Dzien 28

Dlugi marszo-bieg w pieknym styczniowym sloncu. Ten program jest doskonaly - bieganie zawsze sprawialo mi trudnosc - plywam, jezdze na rowerze, ale przy bieganiu zawsze dostawalm strasznej zadyszki. Za szybko. Za ambitnie. Ten program rozlozony jest na 8 tygodni ( moj jest troszeczke inny).  Jestem juz w czwartym tygodniu, i doszlam do 5 minut biegu dwa razy. Opuscilam kilka wczesniejszych treningow, wiec postanowilam w przyszlym tygodniu powtorzyc czwarty tydzien - male systematyczne kroczki do przodu. Moja mantra.
Plan mialam na dzis bardzo ambitny. Wstac przed siodma rano, potem trening w grupie, potem kilka projektow w domu, napisac prezentacje na wtorek. Zaspalam. Z domu wyszlam w poludnie. I rezte dnia tak sie troche przeblakalam.  Przeczytanie pare stron z tej ksiazki. Porozmawialam z mama. Porozmawialam z G. i z B. Wzielam dlugi goracy prysznic. Zaleglam troche pod kocykiem. Obejrzalam ten program. Kilka tysiecy kobiet czekajacych na oferte malzenska zza granicy. Amerykanie, "ktorzy szukaja tradycyjnych zon, ktore znaja swoje miejsce w malzenstwie: (cytat).. Piekne i calkiem sympatyczne dziewczyny. Ale w tle -bieda, brak perspektyw, desperacja. Mialam okazje tutaj spotkac mezczyzn z amerykanskiej prowincji. Niewyksztalconych, z jakimis dziwacznymi pogladami i religijnymi i spolecznymi, zadufanych w sobie, przekonanych o absolutnej wyzszosci USA ponad wszystkimi narodami. I niestety posiadajacych wystarczajaca ilosc pieniedzy aby sprowadzic sobie kobiete z  Ukrainy lub Rosji. Bo kobiety amerykanskie sa za grube, za samodzielne, za bardzo wyksztalcone i nie bardzo rozumieje gdzie jest ich miejsce w malzenstwie... Slyszalam to narzekanie i od Ameryknow ( czesto bardzo otylych i bardzo niewyksztalconych) jak i od emigrantow z Afryki...

Nie jest to dzien , z ktorego jestem bardzo zadowolona - ale po prostu nie mialam na nic wiecej energii. 

Napisalam dzis komentarz na zaprzyjaznionym blogu ( na ktorym  lubie bardzo zostawiac komentarze bo zawsze .dostaje  sie przemyslana odpowiedz - widac ze autorka bloga ceni sobie czas ludzi, ktorzy czytaja jej blog, i autentycznie podejmuje rozmowe. Musze przyznac ze czasem jest mi przykro jak zostawie u kogos komentarz i jestem zignorowana. To troche jakby sie weszlo do kogos do domu przez otwarte drzwi, i nikt tego nie zauwazyl.).

Anyway - I digress.

Odpowiedz do mojego komentarza byla jak zwykle przemyslana i autentyczna - ale zastanowilo mnie jedno - autorka stwierdzila ze religia jest sprawa intymna kazdego czlowieka. Zadumalam sie nad tym troche - bo sama mam kolezanke, ktora jest wybitnie inteligentna i madra, i jest ateistka. Wojujaca ateistka. Lubimy sie. Ale ja jestem otwaracie osoba wierzaca. I religijna w sumie tez, bo co niedziele jestem w kosciele, bywam tez czasem na buddyjskich medytacjach. I zawsze kiedy rozmawiam z moja kolezanka , to czuje sie zaatakowana. I czuje sie niedouczona, naiwna - i broniac sie, czesto zapedzona w roh argumentami naukowymi przeciwko religii, stwierdzam ze religia jest sprawa intymna. Bo nie chce z nia rozmawiac. Bo wiary, duchowosci nie da sie obronic racjonalnymi argumentami. I zawsze z takich dyskusji wychodze jakas taka poraniona i obita. Moja kolezanka ateistka jest Polka, ktora od wielu, wielu lat mieszka w USA. Z drugiej strony w mojej pracy gdzie wiekszosc ludzi ma doktoraty z chemii, o religii rozmawia sie czesto i swobodnie. Moja kolezanka zza sciany Joan byla przez wiele lat zakonnica. odeszla z zakonu aby uczyc chemii na uniwersytecie. Po kilku latach wyszla za maz za praktujace Zyda - opowiadala mi jak starali sie wychowac swojego syna w obydwu religiach. Moj kolega Jim - prawnik, ktory po jakims czasie zdecydowal sie zostac nauczycielem, pochodzi z liberalnej rodziny zydowskiej. Patti - jest katoliczka, ale jej matka byla emigrantka z Ecuadoru, i czesto zastanawiamy czy aby napewno wzrastalysmy w tym wyznaniu. Jej praktyki w kosciele rzymsko-katolickim byly zupelnie inne niz moje. Karen jest liberalna muzlmanka - jej ojciec , emigrant z Hawajow, jest pastorem w jakim malym protestanckim kosciele. Karen zakochala sie w kulturze arabskiej, w teologii muzlmanskie i zmienila religie. Praktykuje, posci, nie je wieprzowiny. Moj kolega Michael, ktory jest juz na emeryturze, uczyl chemii w szkole sredniej, a rownoczesnie mial skonczone studia teologiczne. Zdecydowanie w srodowisku w ktorym ja pracuje religia nie jest sprawa intymna - rozmawiamy o tym czesto i swobodnie. Oczywiscie w pracy nie ma zadnych praktyk religijnych, chociaz np. nasza kolezanka Krystal, ktora jest Swiadkiem Jehowy, na biurku ma literature religijna. Mysle ze religia nie jest w sumie sprawa intymna, natomiast intymna jest nasza relacja z Bogiem, jakkolwiek Boga rozumiemy i doswiadczamy. Bo w sumie teologia, religia  to nic innego jak wiedza.

piątek, 27 stycznia 2012

Dzien 27

Dobre przygotowanie do spotkania zaowocowalo w zdecydowanie wieksza pewnosc siebie, ale najwazniejsze z tego wszystkiego bylo to ze mimo bardzo sprzyjajacej okazji nie nalapalam projektow, nie rozpoczelam nic nowego, nie zglosilam sie na ochotnika w impulsie "dobrej uczennicy", ze kilka razy powiedzialam, ze nie widze mozliwosci abysmy mogli to i tamto zrobic. Skonczylam spotkanie ze strategiczna lista projektow, ktora sa wazne, i moga tez  umozliwic mi promocje w przyszlosci. Brawo. Sluchalam, robilam notatki, robilam przerwy na podsumowanie dyskusji - nie czulam tremy, nie myslalam o swoim akcencie, czulam sie profesjonalnie. Krok do przodu. Mysle ze byl to dobry dzien dla mojego intelektu.

Chce wrocic jeszcze do tej doskonalej notki Iwony Majewskiej :

Pani Iwona zacheca do

dokonania drobnych zmian, do przelożenia nacisku czy starń z obszaru zainteresowania o małym wpływie na tę część zainteresowań, gdzie wpływ jest duży.

Musze przyznac , ze wlasciwie caly poprzedni rok malymi kroczkami dazylam do tego aby zmniejszyc obszar rzeczy ktore mnie martwia ( moje zmeczenie, brak czasu, brak energii, brak glebokich relacji, nieumiejetnosc odpoczynku, pracoholizm, slaba kondynacja fizyczna, chaos), a zwiekszyc obszar wplywu na ten obszar zmartwien np.
zmeczenie - planowanie odpoczynku, dbalosc o wieksza rownowage w moim zyciu
brak czasu - realistyczne planowanie
itd.itp.

Nie zrobilam tego w tak metodyczny sposob jak zaleca pani Iwona, ale doszlam do tego troche okrezna droga. ( Moj mozg chyba tak wlasnie pracuje - bo mimo mojego doktoratu w naukach scislych, ja naprawde w glebi serca jestem poetka. Pamietam gdy pomagalam mlodszemu Benowi w nauce - to moje matematyczne dziecko potrafilo rozwiazac zadanie w dwoch linijkach, natomiast ja do tego wyniku dochodzilam w szesc linijek. I tak jest do dzisiaj.)

Zaczynajac ten blog ( na urlopie!) mialam ambitny plan ze kazdego dnia otocze troska swoja strone intelektualna, umyslowa i duchowa.  Nie jest to mozliwe - i plan ten rozciagnelam na caly tydzien. Zorientowalam sie tez ze nie chce aby obszar mojego wplywu byl olbrzymi, bardziej zalezy mi aby byl gleboki. To bylo bardzo odkrywcze dla mnie, bo jak napisalam - do tej pory lapalm w zyciu co sie da, bez jakiejs glebszej strategii. Te ostatnie przemyslenia uswiadomily mi ze w srodku tego mojego obszaru wplywu jest obszar nad ktorym mam ( albo moge miec, jak jeszcze na tym popracuje)  nad ktorym mam nie tylko wplyw ale takze kontrole. I sa to:
  • moje mysli
  • moja reakcje i emocje
  • moje dzialanie
I ze to jest bardzo duzy obszar i ktory naprawde wplywa na moje zycie.

Czyli logiczne jest ze powinnam dzialac jak najwiecej  w kregu swojego wplywu. Jednym slowem nie tracic energii i czasu na to co nie przyniesie wiekszych rezultatow z tej prostej przyczyny - BO NIE MAM NA TO WPLYWU. Nie mam wplywu na to co robia i mysla inni ludzi. Nie mam wplywu na polityke ( chociaz na lokalna polityke mialabym wply, jeslibym sie zdecydowala w nia zaangazowac. Nie mam wplywu na pogode, na polityki pracowe itd). Inwestowac czas i energie w obszar wplywu!

Obszar mojego wplywu w jakims stopniu zalezy ode mnie. Ale gdy ten obszar wplywu jest olbrzymi - tzn. np. jestem zaangazowana w wiele projektow, w wiele organizacji - to nie ma szans na jaks wieksza efektywnosc. Wiec nalezy zmniejszyc i skupic ten obszar wplywu, aby miec widoczne efekty. Nie lapac 10 srok nawet jesli by byly w naszym zasiegu, bo jak te sroki potem utrzymac?, nie mowic juz o zaopiekowaniu sie nimi. Jednoczesnie stawiac sobie wysoko poprzeczke w obszarze naszej kontroli - tutaj mozna wiele zdzialac! Czyli pracowac nad myslami, reakcjami i emocjami, no i swoim dzialaniem.


Wow. Az sama sie zdziwilam ze jeszcze cos wykrzesalam z mojego mozgu w piatek wieczorem. Calkiem niezly wyklad sobie zrobilam :)






czwartek, 26 stycznia 2012

Dzien 26

Moglabym sluzyc jako  przepowiadacz deszczu - zawsze na wilgotna pogode dostaje bolu glowy. Amerykanie nie wierza w "cisnienie" i nawet sie z tego troche podsmiewaja. Ja tam wiem ze cisnienie powietrza ma wplyw na moja glowe i dzisiaj to cisnienie nie bylo za bardzo korzystne. Deszcz juz zreszta pada, i padac ma caly dzien, mnie peka glowa.

Jak powiedzialam tak zrobilam - obladowana torbami  wyjechalam rano i odbylam swoj trening. Dzis czwarty tydzien, i moj plan jest nieco inny - ale dzis musialam biegac juz 10 minut, i dalam rade!!! Sila malych kroczkow i systematycznosci - to moja mantra na te 366 dni!

Dwa spostrzezenia z pracy - zaczelam bardzo solidnie przygotowywac sie do wszystkich spotkan. Zaczelam "glebiej" pracowac. Wciaz jestem zawalona projektami, ale pomalenku, pomalenku deleguje. Bardzo lubie ten blog, i pare tygodni temu zatrzymalam sie nad ta notka.
Cytuje po angielsku:

the other person in the deal doesn't get to experience the opportunities for growth and I completely lose sight of what I want - I just think "I'll figure this out" or "I'll make this work". No more. What's yours is yours. The positives I gained, and there were some, don't outweigh the long-term negatives. 

Dlaczego to pisze? Bo od trzech lat zmagam sie z pracownikiem ktory ma okresy wspanialej pracy, oraz okresy absolutnej niesolidnosci. Robilam wszystko co w mojej mocy aby wspierac jego potencjal - i po przeczytaniu tej notki, stwierdzilam ze starajc sie, zabiegajac, tolerujac niesolidnosc, po prostu zatrzymuje wzrost tego czlowieka. Bo traktuje go jak male dziecko. Bo JA sie zle sie czuje jak ktos jest na mnie obrazony, bo JA mam potrzebe a byc byc lubiana, akceptowana. NO more. What is yours is yours. Koniec. Poczulam sie bardzo zmanipulowana dzisiaj, nie zabolalo mnie, nie zareagowalam, ale pomyslalam sobie, ze ja w te polityki nie bede wciagana. Zwlaszcza jesli sa to polityki szyte grubymi nicmi, i bardzo widoczne. Zbudowalam bariere i bede strzegla tych sluzbowych barier. Zostawie w spokoju. Jesli nastapi upadek, to ten upadek moze dac szanse na wzrost. Jest ten wzrost bedzie nastepowaj bez mojej ingerencji, to bede sie cieszyla. Ale nie bede brala spraw w swoje rece. Odetne emocje, uczucia - bede pracowala zgodnie z procedurami - solidnie, uprzejmie i WYMAGAJACO. 


Wypozyczylam ta ksiazke z biblioteki. Piekny cytat - Mindfulness is  a kind of light that shines upon your thoughts, all your feelings, all your actions, and all your words . Mindfulness is Buddha. Mindfulness is the equivalent of the Holy Spirit, the energy of God.
Uwaznosc w  zyciu  jest jakby swiatlem ktore kierujemy na nasze mysli, nasze uczucia, nasze dzialania, i nasze slowa. Uwaznosc zycia jest Buddha. Uwaznosc zycia to odpowiednik Ducha Sw. , energia Boga.


Dla mnie jest to gleboki cytat bo moje wychwanie religijne nauczylo mnie byc bardzo bierna w stosunku do Boga. Jak teraz o tym troche wiecej mysle , to zdaje sobie sprawe, ze zawsze jakos bylam przekonana, ze albo Duch sw. splywa na mnie, albo tez nie - nigdy jakos nie pomyslalam  ze ja mam bardzo duzy wplyw czy zyje w polu tej energii Boga. Nigdy wiedzialam ze uwaznosci mozna sie nauczyc, i ta uwaznosc wlasnie potrafi uswiadomic ta swietosc naszego zycia. Widze teraz wyraznie ze Bog otwiera nam drzwi, ale zostawia nam tez wolnosc decyzji czy chcemy podejsc pod te drzwi. Czasem te drzwi nie sa bardzo dobrze widoczne, podejscia trudne....

Dotarlam dzisiaj na Straznikow Wagi. Waga ciutke (0.3 kg) w gore - ale zawsze tak mam jak sie zaczynam wiecej ruszac.

 Jutro jade wczesnie do pracy, bo mam calodziennie spotkanie do ktorego jestem starnnie przygotowana. Postaram sie zakonczyc dzien na zajeciach z yogi  albo wyciagnac G. do kina. Chce zobaczyc amerykanska wersje filmu The Girl with the Dragon Tatoo. Bylam tak zajeta w tym tygodniu ze nie zrobilam zadnych planow na weekend.

środa, 25 stycznia 2012

Dzien 25

Dzisja krotka notka bo dzien zaczelam o 5 rano, a poszlam spac wczoraj bardzo pozno i oczy mi sie same zamykaja. Kiedy w domu wszyscy jeszcze spali , ja gramolilam sie w ciemna i zimna noc poranka z:
  • sniadaniem
  • lunchem
  • kawa goraca
  • wieszakiem z ubraniem do pracy
  • torba z bielizna
  • torba ze ekwipunkiem do plywania
  • kosmetyczka z makijazami
Mialam chyba cztery torby, kedy wytaczalam sie z domu. Bag lady. 

Wymyslam taki plan, ze zalatwie sprawe codziennej dawki ruchu w drodze do pracy. I tak mocno objuczona wyjechalam - kawe wypilam, ponad godzine ruchu zazylam, wykopalam sie, ubralam , makijaz zrobilam i pojechalam od razu do pracy. Moj wieszak z ubraniem do pracy, byl jednym z 10 w szatni - ten nasz gym peka w szwach przed godzina szosta rano. Okazuje sie ze plywajac mozna doskonale medytowac. Jutro mam zamiar powtorzyc ten sam scenariusz.

G. ma przerwe miedzy pracami teraz, i cudownie sie wraca do posprzatanego i zadbanego domu. Otwieram drzwi i slysze - myj rece, i siadaj do stolu. I pod nos wjezdza goraca zupa. Powodzi mi sie - zyc nie umierac! To dla nas luksus usiasc w tygodniu razem do stolu - zazwyczaj jadamy w pracy, a w domu tylko siadamy razem do wspolnej herbaty. Ben juz zadomowiony - ten chlopak odzieczyl geny mojego tescia i caly czas zajmuje sie jakimis projektami - serwery, stolarka, a ostatnio na stole w jadalni uprawia jakies grzyby. I tak bylo zawsze odkad pamietam - projekty, projekty i projekty.

Wracajac do wczorajszego pytania - sfery swojego życia, na która mam  największy wpływ.

Ostatnio doszlam do odkrywczego wniosku ze mam duzy wplyw na to jak zorganizowan jest moja praca. Mam coraz wiekszy wplyw na swoje reakcje - jestem mniej reaktywna, coraz lepiej rozpoznaje sytuacje , ktore nie sluza mojemu rozwojowi , i potrafie podjac decyzje aby  "sie nie wdac", nie wciagnac w niepotrzebne konflikty, w niepotrzebna dyskusje. Nie mam juz duzego wplywu na mojego prawie doroslego syna. Mam ograniczony wplyw na G- ale ostatnia rzecza jak chcialabym dla nas to jakakolwiek wzajemna kontrola. Obydwoje mamy olbrzymia potrzebe niezalnosci, i obydwoje mamy tendencje do dominacji - i po latach doszlismy do doskonalej rownowagi, w ktorej mamy dobry balans wzajemnegoi wsparcia i swobody. Mam wplyw na swoje zdrowie, Mam wplyw na to ile stresu wprowadzam do swojego zycia. Mam ograniczony wplyw na polityki pracowe, chociaz mam duzy wlyw na atmosfere w mojej grupie.
To tyle na dzis.
 




wtorek, 24 stycznia 2012

Dzien 24

Dzis caly dzien mialam przerazliwa swiadomosc braku czasu. Mimo planow, mimo organizacji wciaz mam za malo czasu - za duzo pracy. W okresie mojego nerwowego pracoholizmu zebralam bardzo duzo projektow- i w rezultacie wciaz staram sie rozciagnac czas. Deleguje ile moge teraz, ale musze to zrobic z glowa, aby ustawic swoje projekty tak aby nimi zarzadzac, natomiast mniej pracowac bezposrednio nad nimi. Jest zdecydowanie lepiej niz w zeszlym roku, ale zamknelam dzis moje budzety z pewna nadwyzka, ktora moglam wykorzystac na kontraktorow, czy tez tymczasowa pomoc administracyjna. I musze o tym pamietac.
Przez pare dni chce zatrzymac sie nad tekstem Iwony Majewskiej-Opielko o obszarze wplywu. Wyjatkowo dobrze napisany tekst. To teoria , ktora przerabia sie na kazdym szkoleniu dla liderow, czy tez menadzerow,  dowodzi ze czlowiek powinien koncentrowac swoje wysilkich w obszarach  najwazniejszych dla jego zycia, i tam gdzie ten wysilek ma najwiekszy wplyw. A jak wiadomo najwiekszy wplyw mamy na siebie.
Przez kolejne kilka dni chce zastanowic sie nad zadaniami, ktore poleca pani Iwona:



Określ sfery swojego życia, na która mam  największy wpływ.
Gdzie znajduje się obszar wpływu w moich relacjach z bliskimi, na przykład z dziećmi.
No i gdzie jest nasz obszar zainteresowania, a gdzie obszar wpływu w naszej pracy zawodowej.
Już takie przyjrzenie się naszemu życiu może sklonić do dokonania drobnych zmian, do przelożenia nacisku czy starń z obszaru zainteresowania o małym wpływie na tę część zainteresowań, gdzie wpływ jest duży.

Mimo zwariwoanego dnia w pracy zachowalam spokoj, i udalo mi sie ukonczyc dwa projekty. nie wpadlam w panike, pracowalam spokojnie, oraz utrzymalam wzorcowa diete. Postep.
Poniewaz moj wplyw na polityke amerykanska jest znikomy - moje zaintersowanie sie tym tematem ogranicza sie do sluchania radia podczas jazdy samochodem. Dzis jednak wysluchalam corocznego przemowienia prezydenta, i musze po raz n-ty stwierdzic, ze po ostatnich przepychankach republikanskich to przemowienie dalo jakas wizje dla tego kraju. Dla mnie Obama jest wyjatkowo charyzmatycznym prezydentem. Juz sie zarejestrowalm i bede po raz pierwszy glosowac w 2013 roku.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Dzien 23

Zima. moze nie taka piekna jak na tym zdjeciu obok, ale bialawo i lekki mroz. Mialam olbrzymi klopot aby zwolnic tempo po tej konferencji, i aby wrocic do rownowagi, i daltego wzielam dzis dzien wolnego.
Wyszlam na bardzo dlugi spacer - zrobilam 30 minutowy trening, potem jeszcze dlugo maszerowalam. Widzialam rodzine kaczek, ktora co roku wraca do okolicznego parku, patrzylam na piekne zimowe drzewa. Dzisiejsza pogoda tak bardzo przypominala mi zime krakowska - ta sama wilgosc, taka sama sniegowa mrzawka i ta szarosc w powietrzu. Dzis bardzo tesknilam za moim zaulkowym Krakowem.

Nie gotowalam, nie sprzatalam - pojechalam do biblioteki, pojechalam do sklepu ( jak ja nie znosze tych amerykanskich centrow handlowych) - ale mialam kupon na $25 wiec szkoda mi bylo go nie wykorzystac. I troszeczke wyhamowalam, odsapnelam.

Podczas konferencji wciaz lapie sie na tym ze w myslach wciaz oceniam - siebie, innych, Zdecydowanie mniej niz kiedys. Kiedys przeczytalam ze ta nasza negatywnosc w stosunku do innych to odbicie naszej negatywnosci do siebie. I wtedy podjelam walke z plotkowaniem, wydawaniem sadow. Oczywiscie pewne sytuacje sa obiektywnie zle, i jesli to widze, staram sie zareagowac. Wiem bardzo dobrze, ze te sady , oceniania, to odbicie moich niepewnosci, moich kompleksow - czuje sie albo lepsza, albo gorsza - porownuje. Musze byc bardziej swiadoma tego lustra w sobie, musze tez  odciac sie od wszelkich rozmow, ktore koncentruja sie na wadach czy przywarach innych ludzi. To bardzo toksyczne. Na tej konferencji spedzilam duzo czasu z kolezanka, ktora kiedys bardzo lubilam. Ktos naopowiadal mi o niej roznych rzeczy - i juz patrze na ta kolezanka zupelnie inaczej. Juz nie potrafie jej tak lubic jak poprzednio. A nie wiadomo ile obiektywnej prawdy jest w tych sadach i opiniach.

Consider being like a mirror, and reflect what comes into your life without judgment or opinions.
Dr. Wayne W. Dyer





niedziela, 22 stycznia 2012

Dzien 22

Zgubilam dwa dni. Doslownie. Jestem tutaj w Fort Worth na szkoleniu dla liderow, ktore organizowane jest dla wszstkich woluntariuszy , ktorzy w tym roku zostali prezesami, przewodniczacymi czy tez innymi liderami w Amerykanskim Towarzystwie Chemicznym.Amerykanskie Towarzystwe Chemiczne to najstarsze i  najwieksze naukowe towarzystwo naukowe na swiecie z ponad 160 tysiacami czlonkow. Jest to bardzo prezna organizacja, ktora publikuje najbardziej prestizowe czasopisma chemiczne, ksiazki oraz podreczniki, ale takze wspolpracuje z rzadem w zakresie nowych ustaw i edukacji, co roku organziuje dwa olbrzymie spotkania naukowe, oraz cala mase mniejszych regionalnych spotkan. Co roku nasi woluntriusze przechodza bardzo intensywny trening ktory ma ich wspomoc w efektywnym prowadzeniu spotkan, w bardziej strategicznym mysleniu, w lepszej komunikacji z kolegami z ktorymi bede pracowac nad projektami. Ja jako pracownik Towarzystwa zazwyczaj jezdze na te szkolenia co trzy lata, wtedy kiedy nowy woluntariusz przejmuje zarzad nad zespolem z ktorym wspolpracuje.

Wczoraj bralam udzial w dwoch 4-godzinnych szkoleniach na temat strategicznego planowania, oraz zarzadzania grupami woluntariuszy -jak  ich wspierac, jak motywowac ich do systematycznej pracy, jak nagradzac, jak rozwiazywac konflikty. Te treningi sa bardzo sprzeczne z moja polska mentalnoscia, bo w czasach kiedy chodzilam do szkoly, mam wrazenie ze oczekiwanie od naszych nauczycieli bylo takie , ze albo masz do czegos talent, i jestes w czyms dobra, albo nie masz i koniec. Nie przypominam sobie aby nauczyciele uczyli nas ze wysilkiem, cierpliwoscia i praca mozna wiele osiagnac. Mam wielka nadzieje ze to sie zmienia w polskiej edukacji.

Ja z natury jestem osoba emocjonalana, i raczej bardzo spontaniczna ( dobre w pewnych sytacjach, gorsze w innych) a lata  pracy w USA nauczyly mnie wprowadzac porzadek w moje myslenie w sytuacjach kiedy racjonalizm i porzadek sa potrzebne. Staram sie jednak zachowac i respektowac moje wrodzone cechy, byc autentyczna, spontaniczna i serdeczna ale tez organizuje swoje myslenie w sytuacjach konfliktowych, czy trudnych. Do tego instytutu kwalifikuja sie naprawde wspaniali ludzi, i na tych dlugich cztero-godzinnych zajeciach, czlowiek ma nie tylko okazje uczyc sie od wykladowcy, ale takze od kolegow w grupie. Potezny wiec zastrzyk dla intelektu. Dla ciala - wpedzilam 30 minut na hotelowej biezni, oraz w czasie przerwy wymknelam sie do okolicznego wodnego ogrodu, na krotki spacer. Posilki byly fantastyczne w tym hotelu - tyle owocow i jarzyn, ze nietrudno bylo zadbac o diete.



.






czwartek, 19 stycznia 2012

Dzien 19

BEGIN WITH KINDNESS TO YOURSELF
We are all in this together. So when you realize that you’re talking to yourself, label it “thinking” and notice your tone of voice. Let it be compassionate and gentle and humorous. Then you’ll be changing old stuck patterns that are shared by the whole human race. Compassion for others begins with kindness to ourselves.
 Start Where You Are: A Guide to Compassionate 

Ben dolecial szczesliwie - wypoczety, pelen wrazen, taki swiatowy. Jak dobrze ze on ma mozliwosc tych wyjazdow, ze nasza rodzina tak bardzo sie nim cieszy, i ze zawsze ma tyle zaproszen. Dzisiejszy dzien byl jednym wielkim pospiechem, jak za dawnych starych czasow.  Moze uda mi sie zwolnic w Texasie. Bede starala sie wczesnie chodzic spac i skorzystac z hotelowego gymu.

NOWY ROK 2021 - czego dowiedzialam sie w roku 2020?

  Ze mojemu , prawie 30 -letniemu malzenstwu potrzeba bylo tego czasu spedzonego w domu, ktory wzmocnil nasza przyjazn. I ze zaloba bardzo b...