wtorek, 5 marca 2013

You don’t think your way into a new kind of living. You live your way into a new kind of thinking. — Henri Nouwen 
Nie wymyslisz drogi do nowego rodzaju życia.  Drogę do innego  myślenia trzeba zyc.

Mysle, ze kazdy ma jakas wizje "idealnego zycia". To znaczy idealnych warunkow  do zycia szczesliwego. Teraz przychodzi mi na mysl moja kolezanka M, ktora poznalam internetowo, ale spotkalysmy sie i bardzo polubilysmy.  M. skonczyla medycyne w Polsce, nie mogla tam znalezc pracy w swojej specjalizacji, i przyjechala do USA na stypendium naukowe. Uczestniczyla w badaniach naukowych na jednym z uniwersytetow, rownoczesnie nostryfikujac swoj medyczny dyplom tutaj w USA. Byla zapracowana niesamowicie, zmagala sie z bardzo trudna sytuacja finansowa, jednak krok po kroku szla do przodu. Dyplom nostryfikowala, nieludzka rezydenture odbyla, pracuje teraz w jednym z amerykanskich szpitali jako poloznik. Stracilam z nia troche kontakt, obydwie jestesmy bardzo zajete, ale musze do niej napisac. Mieszkamy teraz na tym samym wybrzezu amerykanskim.. 

M. byla zawsze dla mnie niesamowita inspiracja bo wiedziala dokladnie czego chce od zycia. I jej wyjatkowosc polega tez na tym, ze obydwie urodzilysmy sie w czasach w Polsce, kiedy za bardzo nie bylo wiadomo ze jak sie chcesz czegos bardzo, to mozna. Systematyczna praca, wysilkiem wlasnym.  Bo jak juz sie do czegos wiekszego dochodzilo to rzadko bylo to mozliwe tylko o wlasnych silach. (System totalitarny, niedemokratyczny powoduje wlasnie to ze skrzydla albo karlowaceja, albo nie maja mozliowsci sie wyksztalcic.)

 A M. nic, absolutnie nic nie zostalo jej podane na talerzu. Czesto mowila ze bylo jej trudniej niz wielu innym ludziom, bo ona urodzila sie na wsi.. Jej rodzice nie mieli znajomosci i kontaktow stad miala kiepskie szanse na niezalezna prace w Polsce. Kiedys zapytana o to czy nie szkoda jej ze nie zalozyla rodziny, M powiedziala - no ale nie da sie miec wszystkiego naraz - zjesc ciastko i miec to ciastko.  M. miala taka niesamowicie jasna i klarowna wizje swojej drogi.I krok po kroku szla po niej.

Musze napisac do M. Mam wielka nadzieje ze M. na swoim talerzu ma teraz wiecej ciastek, i kilka z nich moze zjesc. Chociaz pewno nie, bo obydwie bylysmy siostrami w niedoli nadwagi amerykanskiej. Ale przemknela mi kiedys na Facebooku - sliczna, zgrabna, usmiechnieta wsrod przyjaciol  i w czerwonych  super modnych i do nieba wysokich szpilkach, wiec widac ze zamiast ciastek ma swietne buty. 

Nie wymyslisz drogi do nowego rodzaju (szczesliwego???) życia.  Drogę do innego  myślenia trzeba zyc.

Hmm. Czy napewno??? Naprawde??? Ja wiem o co w tym cytacie chodzi, bo napisal go mistyk katolicki, ktory prawdopodobnie wiekszosc czasu spedzil na medytacji i mysleniu, niz dzialaniu i to byla jego perspektywa. Dla mnie, u ktorej talerz zycia ma tendencje do przelewania (czesto poniewaz sama sobie nalewam na ten talerz za duzo, czasem poniewaz na emigracji dalekiej w kraju z bardzo kiepskim wsparcie socjalnym trzeba byc bardziej samowystarczalnym) bez tego myslenia, nie mialabym pojecia jakie zycie jest dla mnie szczesliwe? Nie mialabym pojecia ze duzo tego szczescia tak naprawde znajduje poczatek we mnie. Ze wiem co DLA MNIE jest wazne.

 Jasne, chcialabym wszystkiego. Super rodzine, i duzo podrozy. Kariere, i duzo wolnego czasu. Mieszkac w egotycznym kraju ale miec blisko cala rodzine.  I tutaj moja kolezanka M. przychodzi na mysl - nie da sie miec ciacha i zjadac to ciacho. Dlatego to myslenie bardzo istotne. Zeby wiedziec co dla MNIE  tak naprawde najwazniejsze. Dzieki temu mysleniu zdalam sobie sprawe jasno np. z tego ze dla mnie wolny czas jest o wiele wazniejszy od materii. I ze moj kolejny etap zycia spedzimy w malym mieszkaniu, bo duzy dom zabiera zbyt duzo czasu. Ale 20 lat temu, wazniejsze bylo aby trojka dzieci miala miejsce za zamknietymi drzwiami   ( bo byla mala szansa ze trzech chlopakow sie pozabija w tych ich nastolatkowych konfliktach) wiec dom byl wtedy wazny dla nas.

Co dzis wazne dla mnie? W tym okresie miesiaca jestem absolutnie niewiarygodna. Bo jestem  zaatakowana przez moje co-miesieczne hormony. Wszystkich  mi strasznie szkoda, i wszystko zle. I tak co miesiac. Dwa, trzy dni takiego podlego spadku nastroju. I nie ma rady, trzeba cierpliwie przeczekac i zaopiekowac sie soba. I najwazniejsze zeby nie podejmowac w tym okresie decyzji o rozwodzie. Zarty, zartami ale zawsze musze sobie przypominac ze te dwa-trzy dni to nie sa dni na wazne sprawy. Bo pesrpektywa miedzy normalnoscia a koncem swiata bardzo zamglona, i ten koniec swiata czyha w kazdym momencie na mnie.

Poniewaz moj pracoholizm doprowadzil do tego ze mam okolo szesciu tygodni ktore moge wykorzystac na chorowanie ( u nas inny system jest - do trzech dni wolnego nie potrzeba zaswiadczenia od lekarza), wiec postanowilam dzisiaj spedzic dzien na opiece nad soba.  I postaram sie odwlec ten koniec swiata , ktory nie mam zadnej watpliwosci,  znow nadejdzie za miesiac.

FAST from sugar — including high-fructose corn syrup — today!
POST: Od cukru. Ha to juz dwudziesty dzien bez maki i cukru. I moj PMS bardzo zalagodzony dzieki temu.

PRAY a different form of prayer that you’ve been wanting to try.
MODLITWA: pomodl sie jakos tak inaczej niz zwykle. Moja modlitwa dzisiaj bedzie cierpliwosc, ktorej nie mam w nadmiarze ( a raczej wogole jej nie mam) w tym okresie mojego cyklu biologicznego.

GIVE away belongings that you don’t need.
DAJ: rozdaj wszystko czego nie potrzebujesz. Tak robie od dobrych kilku lat. Mam malo rzeczy, stary samochod, ktory wciaz dobrze jezdzi , i kazda rzecz ktora wnosze do domu musi albo mi byc potrzebna, alebo musi mi sie strasznie podobac. Juz dawno skonczylam z mysleniem  kupowania sobie czegos na poprawe humoru. Materia w sumie nigdy mi humoru nie poprawila, chociaz lubie mode i ladne ubrania. I wazne jest dla mnie aby byc zadbana. Lepiej zdecydowanie  u mnie  w tej dziedzinie. Bo zadbane wnetrzne znajduje odzwierciedlenie na zewnatrz. Taka prawda.

Ale jestem realistka, minimum materii tez musi byc aby mozna bylo myslec o sprawach ponad materia, I bieda, brak dostepu do godziwej pracy jest plaga obecnych czasow. Dlatego dzis pomodle sie za wszystkich ludzi, ktorzy chca pracowac, a tej pracy znalezc nie moga.

poniedziałek, 4 marca 2013

Manners is the key thing … when you’re walking down the street, you've got to tell everybody good morning. Everybody. You can’t pass one person. — Usain Bolt

Dobre wychwanie/maniery sa wazne...kiedy udziesz ulica powinnienes powiedziec kazdemu dzien dobry. Kazdemu. Nie mozna pominac ani jednej osoby.

No i ta notka sklania mnie do bardzo szybkiej refleksji na temat roznic kulturalnych. Refleksja  bedzie szybka bo zaspalam dzisaj. Ale weekend mialam doskonaly. Pracowalam z przemilymi ludzmi, ale tez dom tez w miare ogarniety, troszke zesmy pogadali z rodzina, pobiegalam, no i mam zarabione dwa dni wolnego. Zyc nie umierac. WDZIECZNOSC!

 Stwierdzilam ze moj duch po calych dwoch dniach spedzonych z ludzmi w sali konferencyjnej potrzebuje ciszy i rzeki, wiec kosciol moj niedzielny odbyl sie na dlugim spacerze. Spod lisci prebijaja sie krokusy. Jak co roku w marcu, ogarnia mnie goraczko ogrodkowa, ale w srode ma nam napadac duzo sniegu. Marzec zdecydowanie nie jest dobrym miesiacem na snieg. Nie bedzie juz cieszyl.  I ten snieg w Waszyngtonie dostal juz nazwe. Snow-questor. Od tego sequestora. Politycy stworzyli sami wlasnymi rekami kryzys bo sie dwie partie zra i sie dogadac nie moga.

No ale moja notka miala byc o poprawnosci politycznej.  Ale nie tej ktorej obecnie kompletnie brak w w polityce w Waszyngtonie.Tej codziennej, wsrod ludzi.

Bo  ja tam poprawosc polityczna lubie. I dobre maniery tez. I to ze ludzie sobie tutaj na ulicy mowia dzien dobry, i do siebie usmiechaja. I na zadnym amerykanskim forum, takich wulagryzmow jak na forach polonijnych sie czyta, to nie ma. Nie wiem dlaczego akurat te otwarte fora polinijne wyjatkowe agresywne i nieprzyjemne sa. Moze sie to zmienilo, zmienia?

Moze dlatego tak jest ze ludziskom ciezko na emigracji, zwlaszcza tej amerykanskiej. Moze dlatego, ze tylko niewiele z nas emigrantow nie styka sie z tym szklanym sufitem?  Tak mi sie wydaje. Bo pelan asymilacja zajmuje tyle czasu i tyle wysilku. No ale o czym ja tutaj  wlasciwie chcialam?

O tym ze lubie te amerykanskie codzienne grzecznosci. Lubie krotkie przypadkowe rozmowy w parku. Chwilki spedzone z ludzmi , ktorych pewno nigdy wiecej nie spotkam. Rozmowy w samolotach. Na lotniskach. Bardzo rzadko czuje sie tutaj zaatakowana, lub tez  oceniana. Bardzo rzadkio mnie ktos mi daje instrukcje ze powinnam tak czy siak, bo sie cos komus nie podoba. Ja tez musialam sie nauczyc zeby nie radzic, jak nie jestem o to proszona. I nie jest tak ze ludziska sa obojetni na biede. Nie raz ktos mi sie zapytal, czy moze cos dla mnie zrobic.

I ja sie tego musialam nauczyc. Zapytac sie, zanim wskocze wszystko-wiedzaca do akcji. Bardzo czesto te krotkie rozmowy wnosza jakas inspiracje do mojego zycia, lub czegos sie dowiem. Czasem moze i ja cos madrego powiem. Ale ja z tych co to gadulami sa.

O jak dobrze ze te refleksje jakiejs glebi ode mnie nie wymagaly, bo taka wciaz zaspana jestem, a juz pedzic do pracy musze.

.
FAST from being in a hurry today and take your time with all people and things.
POST: od pospiechu dzisiaj, i staraj sie byc uwazna w relacjhach z ludzmi. Troche niemozliwe, bo w piatek nie pracowalam i strach otworzyc moja skrzynke pocztowa. Ale ide dzis z sasiadka Angela na joge. Bedzie okazja zeby troszke porozmawiac z nia.

PRAY to cultivate a more gracious and considerate personality.
MODL sie to aby dbac o bardziej taktowna i uwazne nastawienie do innych. Tak, tak, tak. Tego chce  tez dla siebie. Bo jak juz napisalam, mamy taki swiat wokol siebie jaki sami kreujemy. I ja to wiem dobrze, bo gdzies to kedys przeczytalam w madrych ksiazkach kiedy moj swiat nie byl az taki dobry i postanowilam sprobowac. I potwierdzam ze tak jest.

GIVE a greeting to everyone you walk by today — don’t pass one person!
DAj: Przywitaj sie z kazdym, kogo mijasz. AAAA, to latwe. To praktykuje. Jak wiekszosc ludzi w moim otoczeniu.

niedziela, 3 marca 2013

When you choose to compete, you make the conscious decision to find out what your real limits are, not what you think they are. — 
 Pat Summitt, head coach emeritus of the Tennessee Lady Vols basketball team. 

Kiedy zdecydujesz sie na rywalizacje, wtedy podejmujesz decyzje aby dowiedziec sie gdzie sa granice twojej wytrzymalosci i sily, nie gdzie myslisz ze one sa.

Pomieszanie z paplataniem jak mysle o tej refleksji. Rywalizaja i sport. Zycie zawodowe i rywalizacja. My sami i rywalizacja. Ktora dobra , a ktora juz nie? I dla kogo dobra? Mam brata ktory od dziecka ryzwalizowal w sporcie. Jako "junior mlodszy" ( to byla taka klasyfikacja dla chyba 10-11 latkow) w piatek i swiatek wstawal rano o swicie i plywal. Wracal ze szkoly i plywal. Wakacje - na obozie plywackim. Medale i sukcesy. Jesli ich nie bylo to mobilizowal sie do wiekszego wysilku. Ale bral te porazki na klate. I jego sport to byl taki bardzo czysty sport. W gre wchodzil tylko dyplom i medal. I jego zycie to tez caly czas pokonywanie  osobistych barier. Ucziwe, pracowite zycie. Nie zostal sportowcem, zostal lekarzem, ale dalej ma w sobie ta walecznosc do pokonywania tych osobistych barier. Doktorat, jedna specjalizacja, druga specjalizacja. Jest bardzo dobrym czlowiekiem i bardzo go podziwiam. Jest dla mnie inspiracja.

Moj syn. Jak byl malym dzieckiem zapisalismy go na pilke nozna ktora jest tutaj w USA bardzo popularnym sportem dla dzieci. Moj maly synek w wielkim wirze gry siadywal z kolega na murawie i zawziecie o czyms dyskutowali. Czy jego druzyna wygra, czy zdobeda bramke nie mialo dla niego jakiegolwiek znaczenia. Bardzo rezolutnie pytal, ale  dlaczego my ta bramke mamy strzelic? No w sumie nie za bardzo wiedzialam co mu odpowiedziec. No bo w koncu jakie znaczenie ma ten kolejny rekord (nawet na wieksza skale), ta bramka. Moj syn nie ma zadnej pasji do pokonywania osobistych barier w ten sposob. Moze to kwestia szkolnictwa amerykanskiego - malo tutaj konkursow indywidulanych, dzieci od malego zachecane sa do pracy grupach, wspolpracy uczy sie w szkolach. Ale sporty tak! W szkolach, na studiach - w gre wchodza duze pieniadze, ale on nigdy nie mial ochoty wlaczenia sie w zadna druzyne.

Jakbym poszukala jakis badan naukowych to napewno bym sie doszukala ze ta walecznosc mamy wpisana w geny. I kazdy dobry trener mowi, ze tak naprawde w tym wirze walki sportowej , ta walka to walka ze swoimi ograniczeniami. 


A ja? 

Ja zdecydowanie  mam malo tej walecznosci w sobie, i dlatego aby nie osiasc na laurach w kacie zycia, musze swiadomie obierac cele ktore sa troszeczke ponad sily. Bo bez tego swiadomego dzialania nie podjelabym zadnej wedrowki pod gorke, a czasem ze szczytu gorki zycia tyle nowego i pieknego. I zasieg dzialania wiekszy.

Dlatego tez o tym mysle jak biegna pod ta gorke w okolicznym parku. I staram sie myslec tylko o tym nastepnym kroku, nie myslec o calej gorze, bo kiedy tak pod gora stoje , to ona niemozliwa do zdobycia.

Troche mi przykro ze wczesniej w zyciu tego nie rozumialam, bo byc moze zeszlabym z pewnych drog, ktore moze i wygodne byly, ale naprawde donikad nie prowadzily. Albo prowadzily do ciemnego, nijakiego miejsca. Ale nic to, teraz wiem to troche lepiej. Teraz  jak mam tej wiary w siebie troche wiecej, to kolejnym etapem jest to aby  zobaczyc, w ktora gore warto zainwestowac swoj czas i wysilek. Bo chcialoby sie teraz wszystkiego. A nie da sie wszystkiego. A temu pomaga zycie uwazne i swiadome z duza doza samorefleksji. Bo wtedy sie wie co wazne dla siebie. Bo dla kazdego co innego wazne.

Dlatego tez  na oslep konkurencja z innymi ludzi nie ma zadnego sensu. Bo w tej slepej konkurencji czai sie zazdrosc, zawisc i pies ogrodnika. I ta konkurencja  czesto kompleksami napedzana. Bo ja nie mam, to mnie boli ze ty masz.  I cie upokorze, albo wysmieje, albo obgadam. Albo ty masz, to ja chce wiecej. Po trupach. Glupota. niestety. Z olbrzymia sila samo-destrukcji.  Ciutke rozpoznana i w moim sercu.  Ale  w duzym stopniu  przepracowana. Ojajaj nawt nie chce o tym myslec, bo zle mi z tymi myslami.

Z tym psem ogrodnika obiecuje spedzic troche czasu w jakiejs innej notce, bo duzym sukcesem jest to ze ten pies ogrodnika absolutnie nie ma ochoty mnie juz capac. Jesli sie juz spotykamy, to psisko patrzy mi w oczy i lapa mnie delikatnie popycha do dzialania.

 Dowiedzialam sie z dzis znow pracuje. To taka troche praca-niepraca, bo spotkanie fascynujace. Spotkanie, ktore jest ostatnim glosem w dyskusji nad narodzinami nowej organizacji. Po trzech latach pracy nad tym projektem. Bardzo, bardzo interesujacy projekt, do ktorego zostalam zaproszona bardziej jako ekspert. No ale weekend spedzony w salach konferencyjnych. Nic to, duzo, bardzo duzo sie z tego ucze. Napewno sie przyda.

FAST from something you don’t think you can live without.
POST od czegos,bez czego nie potrafisz zyc.Rzeczy bez ktorych nie moge zyc sa  waznymi rzeczami dla mnie, i od nich nie zamierzam poscic. Ale mam jeden fatalny nawyk, ktory chce wziac na klate. Wieczorna TV. Po przyjsciu z pracy, kedy mozg slabo funkcjonuje, najlatwiej juz pasc przed TV. I tepo ogladam. Moze mniej teraz, ale wciaz. Tu by mi sie troche postu przydalo, ale jeden dzien to za malo. Do konca tych 40 dni Wielkiego Postu?  No to sprobujmy.

PRAY for those suffering from Alzheimer’s.
MODL SIE za tych co cierpia na Alzheimera. Oczywiscie

GIVE $10 or more to the Alzheimer’s Association, a leading, global voluntary health organization in Alzheimer’s care and support, and the largest private, nonprofit funder of Alzheimer’s research.
DAJ $10 lub wiecej na organizacje ktora wspiera badania naukowe na Alzheimerem. Akurat z Alzheimerem nie mam zadnego osobistego doswiadczenia, blizsza mojemu serca jest schizofrenia, wiec poszukam organizacji, ktora wspiera chorych i rodziny zmagajacych sie z tym bardzo trudnym chorobskiem. Znalazlam. I nawet znalzlam oddzial w Krakowie. Niesamowite!
http://www.world-schizophrenia.org/  Dowiem sie czy moge zrobic donacje na ta organizacje.
.
. 


sobota, 2 marca 2013



I’m a young soul in this very strange world, / Hoping I could learn a bit ’bout what is true and fake. / But why all this hate? Try to communicate, / Finding trust and love is not always easy to make. — Yael Naim, “New Soul”

Jestem mloda dusza w tym dziwnym swiecie. Mam nadzieje ze z czasem zobacze co jest prawda a co blichtem i niesprawiedliwoscia. Tylko po co ta cala nienawisc? Trzeba rozmwiac. Milosc i zaufanie nie przychodza do nas automatycznie.

Ajajaj. Czytajac te refleksje mysli uciekaja mi w kierunku mojej tendencji widzenia swiata w czarnym i bialym kolorze. Kiedy bylam mlodsza to raczej tak wszystko widzialam. Dlatego bycie dusza w wieku srednim ma swoje plusy. Zadziwiajace plusy. Bo im jestem starsza tym odkrywam ze mniej wiem. Ale to dobrze. Bo najgorzej jak sie ma na kazdy temat zdanie i wszystko sie wie. Bo wtedy przestaje sie wzrastac, przestaje uczyc, zamyka sie na nowe. I juz malo slucha. I ciekawosc przytepiona. I zdziwien malo. Zachwytow tez.


Mlodosc przede wszystkim byla dla mnie nieskonczona przyszloscia, z duza doza beztroskosci, ze jeszcze duzo czasu, i wszystko sie zdarzy. Teraz jestem swiadoma ze tego czasu wciaz wiele, ale nie jest skonczony. I mam swiadomosc, ze w kazdej chwili ten czas moze zostac przerwany. Nie, nie jestem fatalistka, ale jestem wdzieczna ze wciaz ten czas mam. I wdziecznosc, bo dla tylu ludzi ten czas zostal przedwczesnie przerwany.

Problem  jednak z tym moim mysleniem  o czasie w ten sposob jest taki, ze wciaz w ten czas za duzo upycham i ze zyje troche pospiesznie. I nie bardzo wiem co z tym zrobic bo tyle rzeczy waznych. Ale pewnego dnia bedemusiala usiasc i zastanowic sie co najwazniejsze. Zrobie to. Ale, musze znalezc troche czasu na to.

No i teraz znow nie mam czasu aby napisac wiecej bo do pracy sobotniej pedzic musze. Moja organizacja jest porzadna wiec dzien wolny za to dostane.


FAST from making demeaning statements about others today.
POST: od umniejszajacych wypowiedzi na temat innych. Oj tak, tego trzeba pilnowac. Ale wiedziec na czym te umniejszajace stwierdzenia polegaja. Ja sie tego nauczylam bedac rodzicem. Nigdy mojemu synowi nie powiedzialam, "jestes glupi". Nawet jak on o sobie czasem tak powiedzial, to prostowalam. Nie jestes glupi, po prostu zle zrobiles, ale to okazja zeby sie z tego doswiadczenia nauczyc.  Ale musze tego pilnowac, glownie w moim mysleniu.  
Ale tolerowac zlego i glupiego postepowania tez nie mozna, i odwage trzeba miec aby sie odezwac jak sie widzi zlo, niesprawiedliwosc. To trudne czasem. Ba, dla niektorych absolutnie niemozliwe. Bo prawda i uczciwosc moge miec olbrzymia cene. I tutaj mysl ucieka w kierunku wdziecznosci ze zyje w kraju w ktorym za prawde nie idzie sie do wiezienia. 


PRAY that all of us can be better communicators with each other.
MODLITWA: Za to abysmy umieli sie lepiej komunikowac z ludzmi.


GIVE a handwritten letter or call to a friend or family member you haven’t communicated with in a while.
DAJ:Napisz recznie napisany list do kogos z kim sie dawno nie komunikowalas.  Ojejku, czas sie zabrac za kartki wielkanocne. Chronicznie nie pisze listow, chronicznie nie wysylam kartek. Popracuje nad tym. Bo konsekwencja mojego zaniedbania jest taka ze jak dostaje kartke, list to sie z niej nie ciesze tylko mam straszne wyrzuty sumienia ze ja nie pamirtalam:) I to jest masz babo placek:):)

Ide do pracy:)


piątek, 1 marca 2013


The hope is that by spreading the cheer others will catch the pay-it-forward fever. — CNN reporter
Nadzieja jest to ze poprzez nasza radosc, nasze pomocne i pomocne reakcje , inni zlapia ta goraczke radosci zycia bardziej otwartego na innych ludzi.


No dobra bardzo, bardzo sparafrazowalam ten cytat. Dodalam do niego. Ale powiedzialam na poczatku tej serii ze daje sobie prawo aby ten kalendarz byl dla mnie tylko inspiracje do refleksji w tym tradycyjnym chrzescijanski okresie skupienia i ciszy. Warto bylo siegnac do tradycji (mnie trudno, bo ja z tych progresywnych i liberalnych ludzi jestem. Nauka wskazuje na to ze my  jestesmy genetycznie predysponowani do liberalnych lub tez konserwatywnych przekonan.) bo juz widze jak mi lepiej z tymi codziennymi porannymi rozwazaniami.


No ale nie o tym tutaj chcialam. O tej codziennosci chcialam. O tym ze warto wlozyc troche dyscypliny w nasze codzienne relacje z ludzmi. Nawet tymi co nas doprowadzaja do szewskiej pasji.
Ja przede wszystkim staram sie co najmniej wysluchac do konca. Wymagalo to troche cwiczen z mojej strony, ale np. bardzo staram sie nie przerywac jak ktos mowi. Bo kiedys bylam chroniczna przerywaczka. Bo w moim przekonaniu liczyla sie tylko moja racja. Ja i ja. No i co O MNIE ludzie pomysla. No nie az tak otwarcie, ale moja sila napedowa bylo moje male poczucie wartosci.

Wysluchanie drugiego czlowieka z uwaga  to w duzej mierze szacunek do siebie, ze do relacji z drugim czlowiekiem wchodze z uczciwoscia. Ze nie chce manipulowac sytuacji.  Ta otwartosc i uczciwosc w zyciu bardzo mi sluzy. Mam wrazenie ze ludzie maja wbudowane barometry ( nawet jesli one sa nieswiadome) na takie wlasnie uczciwosci. Autentycznosci. Codzienne uczciwosci.

Czesto slysze od moich polskich znajomych ze Amerykanie sa plytcy. Bo zawsze zeby szczerza, bo zawzze wszystko jest OK, ze standartowa odpowiedz to mam sie swietnie, bo kazdy sobie rzepke skrobie, i ze ludzie nie maja ze soba prawdziwych i glebokich relacji.

Ale tutaj zaryzykuje stwierdzenie przetestowane na sobie. Masz taki swiat w jakim chcesz zyc. Na poczatku mojej emigracji bylam przekonana ze faktycznie tak jest z tymi Amerykanami. Ze strasznie plytcy. Tylko I am doing fine. OK. Great, Super.

No przeciez wiadomo ze swiat taki nie jest OK, Great, Super. Swiat taki nie jest. Swiat jest bardzo skomplikowany. Skomplikowany ponad nasze rozumienie.  I wiele Amerykanow dobrze wie o tym. (Czesc Amerykanow niestety o niczym nie wie, zwlaszcza niestety w srodkowych czesciach tego kontynentu, i to jest smutne.)

Ale tez zdalam sobie sprawe, ze Amerykanie tak reaguja bo w ogole malo narzekaja a juz w obliczu problemu natychmiast wlacza im sie zadaniowosc. Solidarna, systematyczna i systemowa.  Zakladaja fundacje i organiozacje. Trenuja woluntariuszy ( Przyklad takiej organizaji ktora mobilizuje ludzi do aktywizmu jest tutaj.)

(I wiem ze dysfunkcjonalna polityka waszyngtonska jest zaprzeczeniem tego, i cos chyba strasznego bedzie musialo sie stac aby te wszystkie finansowe lobby, ktore pociagaj sznurkami politykow zostaly ukrocone. Ale to sa inne buty. Napedzane chciwoscia. Bardzo wielkie i niedostepne buty jak te . W ktorych przecietny czlowiek nie chodzi).

Te  amerykanskie buty codzienne sa jednak takie, ze w obliczu problemu lub tragedii ludziska sie gromadza razem i dziajaja. Bo tutaj juz w szkolach ucza dzieci zaangazowania, pracy spolecznej w bardzo ciekawy sposob. Kazdy licealista musi przepracowac 60 godzin spolecznie, ale jak to zrobi, i gdzie to zrobi to juz zalezy od niego. Bo tutaj sie zaklada uczciwosc, nie tak jak na moich praktykach studenckich,  ze sie czlowiek pokrecil po zakladzie ze dwie godziny, pousmiechal i mu podbili caly dzien. Tolerancje dla takich wlasnie nieuczciwosci musialam w sobie ukrocic. Bo mi te male i pospolite nieuczciwosci codzienne odbieraly moj wlasny szacumek do siebie.To byl jeden z krokow  na drodze odzyskiwania poczucia wartosci..

Rozchodzi mi sie ta notka strasznie we wszystkie strony, za nic moge jej utrzymac w dyscyplinie, bo cos zmeczona i spiaca jestem, ale wzielam dzien wolnego bo jutro pracuje i robotyzm juz zaczyna czyhac na mnie. Zrodla tego robotycznego pracoholizmu tez musialam rozpoznac. Dlaczego praca jest wazniejsza od mojego zdrowia?

Co chce tutaj powiedziec to to, ze tak naprawde mamy wokol siebie swiat taki jacy sami kreujemy. Nie wiem jak to dziala, ale tysiac razy mi sie sprawdzilo ze moja agresja wyzwala agresje u drugich, moj spokoj, moja radosc, moje zaangazowanie, moja uczciwosc katalizuje te wartosci u innych. Chociaz ostatnio, probowalam sie na to powolac na jakims polskim forum i dostalo mi sie ze jestem naiwna. Naiwna bo w wartosci wierze. Moze i naiwna. Kiedys bylam mniej naiwna. Mniej idealistyczna. Bezsilna i cyniczna. I taki mialam swiat wokol siebie. Nie bylo mi z tym dobrze. Malo sie w tym smiecie smialam, chodzilam wkurzona i wszyscy byli odpowiedzialni ze mnie zle jest, tylko nie ja. Klasyczna ofiara losu.

 W moim obecnym naiwnym swiecie duzo ludzi podobnych do mnie. I juz tak zostanmy przy tej naiwnosci i w tej  wierze w te male okruszki dobroci i uczciwosci. Bo moje buty sa tylko takie . Ale jak czlowiek o tych butach pomysli z wdziecznoscia i sie glebiej zastanowi to nie sa wcale takie zle buty. Dla wielu ludzi niedostepne, jakby np. pomyslec o ludziach mieszkajacych obecnie w Syrii lub w Afganistanie. Wiec te buty sa moja odpowiedzialnoscia.

 Nawet ten blog jest na to dowodem mojego swiata.. Malo komentarzy tutaj, i wcale sie ich wielu nie spodziewam, bo ja tez malo kometarzy pisze ( czas, czas!!!!) ale kazdy komentarz ( oprocz spamerskich) dobry, pozytywny wnoszacy cos  wartosciowego  w moje zycie. Sila katalizy!



FAST from drawing attention to your good works. (And don’t forget, no eating meat today!)
POST: od zwracania uwagi na swoje dobre uczynki. OK. OK.OK. Chcialam na tym kiedysnad tym bardziej popracowac. Zeby dobra, autentyczna konstruktywna, pomocna reakcja w kazdej sytuacji weszla mi w krew. Zeby stala sie bardziej automatyczna.A ten temat miesa juz rozwinelismy. I tak go malo jem z powodow wczesniej omowionych :)

PRAY for a greater gift of humility.
 MODLITWA: o umiejetnosc pokory. OK Ale nie takiej, zakompleksionej skromnosci co to trzyma nas w kacie zycia i cala odwage zabiera. To nie pokora. Pokora to wiara ze ja wraz z innymi ludzmi mimo wszystko moge duzo. I ze jak bardzo w cos wierze to nawet troche z motyka na slonce moge. Bo wierze w ludzi obok mnie, ze oni tez  z tymi motykami. I ze mi pomoga, i poniewaz we mnie zdrowa pokora, to jak nie bede wiedziec to zapytam, i jak bede potrzebowala pomocy to o nia poprosze.Pokora to swiadomosc ze ja nie jestem samowystarczalna.


GIVE by doing three good deeds secretly today.
DAJ:  Spelnij jakies trzy dobre uczynki dzisiaj , ale tak aby nikt o nich nie wiedzial. Fajne i smieszne. Zrobie to.

czwartek, 28 lutego 2013

Parents are like God because you wanna know they’re out there, and you want them to think well of you, but you really only call when you need something. — Chuck Palahniuk, Invisible Monsters
 
Rodzice sa niczym Bog, sa gdzies tam, i tylko sie z nimi kontaktujesz jesli czegos potrzebujesz.
 
Tej mysli zdecydowanie nie chce mi sie rozwazac.
Temat bardzo skomplikowany, i zbyt osobisty. Dzien w perspektywie trudny, z duza iloscia spotkan sluzbowych i pracujaca sobote, wiec nie ruszamy spraw bolesnych dzisiaj.  
 
Klub ksiazkowy ktory zalozylam rok temu kwitnie - ostatnio czytalysmy bardzo pokazna powiesc pt. Cutting for Stone Jedna z tych ksiazek, ktora porusza do glebi, z pieknymi opisami przyrody, a z bardzo dokladnymi opisami procedur medycznych. W tym naszym klubie sa i Amerykanki, i przyjaciolka z Irlandii, i Jamajki, i zadziwiajace jak kazdy z nas zwrocil uwage na rozne watki w trej powiesci. Zdecydowanie polecam ta powiesc, ja nie moglam sie oderwac.
 
 
FAST from walking or driving with distractions like music or the radio.
PRAY for a greater awareness of the presence of God in your life today.
GIVE your parents a call and tell them how much they mean to you.


środa, 27 lutego 2013

“Help” is a prayer that is always answered. It doesn’t matter how you pray — with your head bowed in silence, or crying out in grief, or dancing. Churches are good for prayer, but so are garages and cars and mountains and showers and dance floors. — Anne Lamott 
Kiedy wolamy do Boga o pomoc, ta pomoc wczesniej czy pozniej przychodzi. Nie wazne jak sie modlimy. Z glowa pochylona w ciszy,  czy placzac, czy tez tanczac. Koscioly sa dobrym miejscem na modlitwe, ale tak samo dobre sa garaze, samochody, gory ( rzeki, musze dodac!) , lazienki, czy tez sale balowe ( albo pokoje imprezowe :)

Anne Lamott. Moja ukochana pisarka. Mimo wszystko ma racje. Mimo wszystko.Ale widze to dopiero z perspektywy swojej drogi. Odpowiedzi, ktore przyszly po dlugim czasie. Odpowiedzi, ktore wymagaly ode mnie pracy. Odpowiedzi, pelne moich wyborow i moich decyzji.

Dlatego modlitwa, ktora dla nas chrzescijan kojarzy sie z kosciolem, rozancami, obrzedami, niekoniecznie moze byc efektywna modlitwa. Bo rzadko jest tak, ze prosimy Boga o cos, i trata-ta-ta = cud. Prosze bardzo!!! Jest wymarzona praca, jest  uzdrowieni lub porzadek swiata. Rzadko tak jest.

Czasem odpowiedzia na modlitwe jest sila i ufnosc do wysilku starania sie o ta prace. Sila aby zyc lepiej i uczciwiej. Mniej materialistycznie. Czasem ten cud to wielki kawal skorupy odlamany z naszego serca w wyniku smierci ukochanego czlowieka lub tragedii. Cud to  ze w tym bolu, w tych trudnosciac wciaz widzi sie piekne promyczki slonca. Cud to czlowiek na naszej drodze ktory reke poda i powie slowa, ktore trafia tak do naszego serca, ze zmienia nasze myslenie, uczynia nas odwaznym. Czasem my sami jestesmy odpowiedzia na modlitwy innych. Dajemy  sile innym do wiary ze ich ogromnym bolem wciaz mozna zatanczyc. Zyc. Zalozyc fundacje.. Cuda ciche i tylko zauwazalne jesli sie ma oczy otwarte i sie ich oczekuje.. 

Czescia mojej wiary jest ta ufnosc ze opowiedzi na moje modlitwy przychodza, ale ze ja  jestem ich czescia i biore w nich udzial.  I ze czasem trzeba na nie poczekac. I Cisza w Nas pozwala dostrzec te odpowiedzi.

FAST from pretending things in your life are all right even though they are not.
POST od udawania ze wszystko w Twoim zyciu jest OK. Jakie to bardzo wazne dostrzec ze potrzebuje sie pomocy, i znalezc w sobie sile aby tej pomocy poszukac i o nia poprosic. Bo odpowiedzi na nasze modlitwy czesto przychodza poprzez innych ludzi. I jestem tak bardzo wdzieczna za tych ludzi ktorzy mi reke podali na mojej drodze. Za cuda w moim zyciu.

PRAY how you feel today, whether you feel angry, sad, happy or thankful — be truthful with God.
MODLITWA - o uczciwosc w stosunku do siebie. Zlapanie kontaktu z naszymi uczuciami. Nasze uczucia, nasze serce, to nitka ktora laczy nas z Sila, i innymi ludzmi.

GIVE $10 or more to Catholic Charities or a local organization that works with the poor.
DAJ: $10 na lokalna organizacje wspomagajaca walke z biede. Dobrze. I niech mi nikt nie mowi ze to $10 nie ma zadnej sily. Sila jest jak wiele ludzi uwierzy w moc swoich okruszkow.

wtorek, 26 lutego 2013

Nothing is more powerful than allowing yourself to truly be affected by things. Whether it’s a song, a stranger, a mountain, a rain drop, a tea kettle, an article, a sentence, a footstep … feel it all … Take it and have gratitude. — Zooey Deschanel 
Nie ma nic wspanialszego w naszym zyciu jak szczere i prawdziwe wzruszenia, Czy to wruszenie piosenka, czy tez zachwytem nad  natura, kropla deszczu, czy tez  oczami nieznajomego. Nie ma nic wazniejsego jak autentyczne odczucia. Badz uwazny i wdzieczny...



Kiedy tak mysle o tej notce, to automatycznie staje sie wdzieczna. Za lata spedzone w Polsce. Dlugo odcinalam sie od temtego okresu. Emigracja przychodzila mi trudno, i aby zyc tutaj, musialam zamknac tamte drzwi. Dopiero gdzies od paru lat, przestalam myslec o tym co by bylo gdybym nie wyjechala z Polski, albo co mogloby byc jakbym sie tutaj urodzila, i nie mowila z akcentem . Dopiero kilka lat temu ( a na tej emigracji jestem juz 23 rok) zorientowalam sie ze emigrant ma jakby dwa zycia. I ze to wielki prezent od losu. Przez wiele lat myslalam ze wczesniej czy pozniej wroce do Polski. Teraz nie wiem. Moze. Moze nie. Moze tyle az lat potrzeba aby tak naprawde wrosc w swoj nowy kraj i zapuscic mocny korzen. Ale wracajac do mojej wdziecznosci....

Moje dziecicinstwo bylo trudne. Bylam neurotycznym dzieckiem, niezdiagnozowane ADD wplynelo na to ze przez pierwsze lata w szkole kompletnie nie radzilam sobie ze struktura i dyscyplina tradycyjnych lekcji, i bylam jedna z najgorzych uczennic. Bogu dziekowac ze rodzice nie zgodzili sie na edukacje specjalna dla mnie, bo spirala mojego zycia moglaby byc kompletnie inna....

Ale moje dziecinstwo mialo wspaniale chwile. Wakacje. Letnie i zimowe. Jako dziecko ciagle chore na jakies infekcje drog oddechowych, moi rodzice na kazde wakacje, kazde wolne dni,  wywozili nas z bardzo zanieczyszczonego Krakowa do dziadkow na  swieze powietrze do Nowego Sacza. A Nowy Sacz to byl raj. Z lakami. Gorami, Rzekami. Kamieniami. We wtorki i czwartki wstawalo sie przed wschodem slonca i szlo sie na plac. Czesto wracalo sie z zywa kura upchana w siatke. Ta kura bidulka spedzala swoje ostatnie dwa dni zycia pod skrzynka w niewoli, przed niedzielnym rosolem. Pieniek w ogrodku nosil potem slady krwi. I jadlam ten rosol bez zadnych problemow. Kura to kura, rosol to rosol. A pieniek ze sladami krwi byl w dalekim kacie podworka, i tam sie juz nie chodzilo. Dziecinstwo beztroskie. 

W lecie, szlo sie plywac noca w Kamienicy - woda wtedy byla wciaz ciepla, powietrze juz troche drapalo zimnem, i ten zapach!. Jeden jedyny niezpomniany zapach, ktory wciaz zdarza mi sie czasem zlapac na tej polkuli, i wtedy wspomnienia wracaja niczym w filmie. Zima, snieg byl taki bialy i nie mial konca. Jak sie tak troche przymknelo sie oczy , to blyszczal i oslepial. 

I oprocz tych skarbow nie-do-opisania, byl jeszcze jeden, najwiekszy---CZAS!!! Czas aby lezec na plecach na swiezo skoszonej lace i gapic sie w chmury. Sluchac tej  irytujacej pszczoly i sie troche bac ze uzadli, ale byc zbyt leniwym aby cos z tym strachem zrobic.  Patrzyc na mrowki dzwigajace ciezary, i walczyc z pokusa aby zobaczyc co tam w srodku ich krolestwa jest ( OK, przyznam sie, aczkolwiek  niechetnie, ze zdarzylo mi sie otworzyc ich dom, i z fascynacja obserwowalam panike w zagrodzie, krzatanie, przenoszenie, porzadkowanie. I pamietam jak strasznie mi glupio bylo, czulam sie jak trzesienie ziemi w swiecie mrowek. Nawet sie zastanawialam czy z tego powinnam sie wyspowiadac.).

Moje dziecinstwo bylo pelne przyrody i wolnego czasu. A kiedy wyjechalam do USA zaczal sie pospiech. Bo profesjonalisci, planuja, pracuja, zyja efektywnie i czasu na glupstwa i gapienie sie w chmury nie maja.  Nie maza sie. Robia co maja zrobic. Nie patrza w tyl, pra naprzod. Zyja jak roboty. Bez wakacji. Od czasu do czasu wspomagaja sie psycholgiem. Przesadzam, ale nie az  tak bardzo.

 I to co kiedys bylo takie naturalne, co powodowalo ze wiersze same w glowie mi sie pisaly, bo wierszem tylko mozna oddac malutka chwilke, w ktorej tyle jest zapachow i kolorow, kompletnie zostalo tam, daleko, za zamknietymi drzwiami. I pewnego dnia zdecydowalam sie te drzwi otworzyc. Zaczac pisac blog w jezyku polskim. I jak kiedys po przyjezdzie do USA wszedzie towarzyszyl mi slownik polsko-angielski, tak teraz musialam wyjac slownik angielsko-polski. Zadziwiajaco nieuzywany. Wrocilam do siebie. Innej . Bo z dwoma jezykami w glowie, ale juz te laki pachnace, pszczoly, i rzeki nie byly taka tesknota. Staly sie  pieknym wspomnieniem. I odkrylam ze mam tutaj tez  rzeki. Ze kamienie moze wieksze niz w Polsce, ale tak samo sliskie i zarosniete mchem. I wazki tutaj sa, z wielkimi i wylupiastumi oczami i delikatnymi, celofanowymi szkydelkami. I zaczelam widziec i czuc.Nie tylko przyrode. Takze ludzi. I teraz, kiedy tylko mam troche wolnego czasu uciekam na rzeke.

Moj czas. Czas na bycie ze soba. Czas wdychania zapachow. Czas sluchania. Czas ciszy. Czas zdrowienia. Taki wazny.



FAST from getting worked up over small annoyances today.
POST od tych malych, codziennych irytacji.
OK. Coraz lepiej mi z tym idzie, ale bede swiadoma tego.

PRAY a prayer of thankfulness today for all you have in your life.  
MODLITWA: o wdziecznosc  za wszystko co sie ma.
OK. Coraz lepiej mi to zreszta idzie. Zadziwiajace jak bardzo wdziecznosc zmienia nasze nastawienie.

GIVE a word of thanks to someone in
DAJ:  podziekowanie.
OK. Jestem w tym niezla, ale warto gyc tego swiadoma.

poniedziałek, 25 lutego 2013

I like things that make you grit your teeth. I like tucking my chin in and sort of leading into the storm. — Daniel Day-Lewis
Lubie sytuacje w ktorych trzeba zacisnac zeby, i ktore prowadze w srodek burzy,
A ja nie bardzo. Lubie miec wszystko zaplanowane, pod kontrola. Moja instytucja  przeszkolila mnie dosc dobrze w zakresie organizcji pracy - wiele kursow w ktorych uczestniczylam, twierdzilo ze nawet zanim sie zacznie projekt, trzeba dokladnie wiedziec jaki ma byc jego koniec. Moze w pracowych projektach to potrzebne, chociaz i tak nie zawsze. Ale w zyciu to kompletnie niemozliwe, a ja tak bardzo lubie takie poukladane zycie. Zycie w ktorym ja mam kontrole nad wszystkim. Zeby bylo tak jak ja chce. Naiwne? Oczywiscie, ale zycie w pudelku pokladanym wymaga mniej energi niz poznawanie tego zycia poza tym znanym nam pudelkiem, a kazdy zna zasade zachowania energii.

A czym jest takie zycie?  Praktycznym ateizmem.  Dlatego musze pamietac ze jestem osoba wierzaca. I nie ma to absolutnie nic wspolnego z kosciolem, rytualami, teologia. ( Mimo tego, ze spedzilam wczoraj trzy godziny w kosciele, bo sie okazalo zesmy mieli roczne spotkanie, i potrzeba bylo okreslonej liczby osob aby zatwierdzic pewne decyzje, no i poszlam, mimo ze bardzo nie chcialam. I tak strasznie ludzie zaczeli narzekac na cos tam, ze wstalam w koncu i powiedzialam zebysmy sie skoncentrowali na tym co dobre tutaj. Zrobila sie cisza, A ja stalam sie bardzo czerwona.  Nie zdawalam sobie sprawy z tego, ze ja wciaz sie czerwienie, ale musialam zwrocic uwage na ten praktyczny ateizm, i zdobylam sie na odwage na to publiczne wystapienie. I dobrze sie stalo, bo dyskusja zlagodniala, i wiecej nadziei i wiary nabrala.).

Wiele organizacji koscielnych praktykuje ateizm  - wiedza lepiej wszystko niz Bog. Moja wiara to ufnosc ze mimo ze strach paralizuje, srodek burzy, wszystko sie wali i pali, smutek dlawi, ja nie musze zrobic wszystkiego aby to naprawic. Musze zrobic co moge. Jak najlepiej. Z miloscia i waira. Wiara, ze w tej sytuacji, w tej burzy jest Bog. I ze on ma kontrole nad koncem, nie ja. Wiara pozwala mi zyc lzej i radosniej. Pozwala sie pozbyc poczucia odpowiedzialnosci za caly swiat. Skoncentrowac sie nad tym co moge. I miec odwage do tego co moge. Nawet jakby to wymagalo przejscia po wysokich w schodach bardzo wysoko ( znow mialam ten okropny sen tej nocy - nawet w snach nachodzi mnie ten lek wysokosci). I wierzyc ze nie spadne (chwialy sie te schody w moim, snie, chwialy ale doszlam , mimo ze sie przestraszona zbudzilam.) A reszte zostawic Bogu.




FAST from making excuses for not getting a difficult task done.
POST: od znajdowania wymowek dla nie-zrobienia tego co trudne ( i wazne, bo ja sie po skalach wspinac nie bede mimo ze byloby to bardzo trudne dla mnie. Wystarczy ze latam tymi samolotami w sercem w gardle. No zartuje, wiemy ze nie o to chodzi.) Tak, tak, tak!

PRAY for the courage to lean into an uncomfortable situation.
MODLITWA za odwage aby jak potrzeba to wejsc w srodek  trudnej sytuacji. Nie dla wlasnego ego, zeby sie poczuc bohaterem ( halo niskie poczucie wartosci, halo ego - uciekajcie!) ale zeby dolozyc okruszek. Do czegos lepszego. A jak czlowiek chce namieszac zeby pokazac siebie w tym wszystkim, to juz lepiej w tym pudelku zostac. Dlatego wartosci sa wazne. I charakter. Zeby rozpoznac gdzie ego, a gdzie okruszek.

GIVE your support today to someone who is in a tough leadership position.
OFIARUJ swoje wsparcie komus kto zarzadza a jest w trudnej sytuacji. Robie to od jakiegosc czasu. Jestem mentorem dla kolegi zarzadzajacego innym programem, w ktorym ja kiedys pracowalam. I niestety wiem ze sytuacja polityczna trudna tam, bo straszne ega nad nim. I twierdze z uporem maniaka aby energie koncentrowal na wartosciach, a odpuscil polityke. Widze ze mu to pomaga. Ale widze tez ze chyba odejdzie stamtad. A szkoda, bo jakby mu dali swobode, to moglby duzo dobrego zrobic. Ale nie wiem czy wystarczy mu energii.

.

niedziela, 24 lutego 2013

I began to realize that I had tended to avoid some people because of my instant conclusions about who they were and what they would have to say. I discovered that everyone, speaking honestly and openly, had important things to tell me. — Roger Ebert





Zaczalem sobie zdawac sprawe z tego, ze unikam niektorych ludzi poniewaz zakladam ze wiem kim oni sa, jak sie zachowuja i co maja do powiedzenia. Jednak odkrylem ze kazdy kto jest otwarty i uczciwy , na wazne rzeczy do zakomunikowania.


— Roger Ebert

Ten cytat prowadzi do waznych dla mnie przemyslen. Radosnych. Obecnie zyje w swiecie pelnych ludzi. Bardzo roznych ludzi. Roznej rasy. Roznego pochodzenia. Mowiacymi  roznymi jezykami. Roznie wierzacymi, O roznych wyznaniach politycznych. Znam te osoby osobiscie albo tez wirtualnie. Jednym slowem teraz moj swiat jest pelen wspanialych, dobrych i ciekawych ludzi. Tak jak ten obrazek na gorze tej notki.  I moge szczerze i uczciwie przyznac ze do kazdej z tych relacji podchodze starannie, uczciwie i  szacunkiem. To chyba jedna z wiekszych spraw ktora przepracowalam. Kiedys mialam fatalnie niskie poczucie wartosci. Kompleksy. I troche syndrom psa orgrodnika. Teraz bardzo staram sie wsystkim co mam, czego sie nauczylam podzielic. Prosze bardzo bierz, skorzystaj, pytaj - jesli wiem , to prosze jest twoje. I prawda jest taka, ze bardzo czesto dajac, dostaje stokroc wiecej. Ludzie na uczciwosc, szczodrosc odpowiadaja tym samym. Nie wiem jak to dziala, ale wiem ze mocno katalizujemy to jak nasze otoczenie nas traktuje.

I jak to z ludzmi zakompleksionymi czesto bywa, w przeszlosci swiat byl zamkniety do mojego JA, JA, JA. Kompleksy i niskie poczucie wartosci prowadza do izolacji. Braku odwagi. Bo nie ma wiary w innych ludzi, nie ma wiary w to ze miedzy nami a chmurami duzo miejsca, i ze warto starac sie aby troche wysilku w siebie wlozyc i  dotrzec sie do tych chmur, ponad nami. Bo tak naprawde  tylko sie w siebie wierzy. A jak sie ma kompleksy i male poczucie wartosci, to tej wiary strasznie malo.

 Czlowiek zakompleksieny chodzi nadety i krytyczny i broni jak moze tego pokiereszowanego kiedys tam ego. Czasem zlosliwie uszczypie. Czesto tez oburzony i narzeka.. Na wszystko. Glosno. Bo z siebie niezadowolony i czeka na pochwaly i uznanie, bo z nich czerpie swoja wartosc.

U mnie jeszcze byla potrzeba chronicznego pomagania i poswiecania, z niechecia opieki nad soba. Bo ja siebie nie za bardzo lubilam, a niestety uciec od siebie nie moglam. Chociaz probowalam, np. ogladajac TV przez dlugie wieczorne godziny, bo nasz mozg jest tak skonstruowany, ze tylko jedna rzecz na raz potrafi robic, wiec jak oglada TV,  to juz czasu ze soba nie musi spedzac. I najgorsze ze nie zdawalam sobie sprawy ze zrodlo tego calego balaganu jest we mnie. Korzenie tych kompleksow i bolu we mnie sa skomplikowane, ale kiedy pewna starsza i bardzo madra kobieta powiedziala mi ze - "Ty masz tylko moc aby zmienic siebie. Nijak nie masz mocy aby zmienic myslenie innych ludzi. Pracuj wiec nad swoim mysleniem" to bylo to dla mnie jak odkrycie swiata. Ze JA moge w sumie cos zrobic aby swoje zycie poprawic. Wczesniej szukalam pomocy poza soba. W religii. W karierze. W malzenstwie,. W przyjazniach W dziecku. To stamtad bralam poczucie wartosci. A ze nie ma noc doskonalego na tym swiecia, raz po raz czulam sie rozczarowana.

Pierwsza rzecz ktora wzielam na tapete samopomocy, to bylo moje poczucie wartosci. A ze ja czlowiek z dluga edukacja jestem, wiec postanowilam podejsc do tego tak jak umialam. Kupilam  ksiazke.  Ksiazke na temat poczucia wartosci i po prostu zaczelam robic cwiczenia z niej. Jedno z cwiczen zalecalo aby w stosunkach ludzi zachowywac sie jak lustro. Nie oceniac i tylko sluchac uwaznie. Do konca. Bo to ocenianie, to nic innego to projekcja wlasnych slabosci, wlasnych problemow. No i masz babo placek, dopiero wtedy sie zorientowalam, ze zanim ktos nawet cos powiedzial, ja juz wiedzialam o nim wszystko. Ta realizacja swojego bardzo krytycznego myslenia byla przykra, ale jak juz czlowiek wie, to moze  cos z tym zrobic. Dlatego tak bardzo wazny jest ten czas spedzony sam na sam ze swoimi myslami. Medytacja, ktorej bardzo nie luie, ale starm sie praktykowac regularnie.

I ta nadecie zakompleksione, to krytyczne ocenianie, to troche aroganckie dazenie ze swiat powinien byc taki a nie inny, zmienilam. Swiat jest jaki jest. Ludzie sa jacy sa. Ja mam obowiazek byc czlowiekiem uczciwym, uwaznym i starac sie aby moje zycie bylo pelne milosci, produktywnei  radosne. I wierzyc w innych ludzi. Ze sobie poradza ze swoimi problemami, ze sie otworza na ich osobista Sile. W rezultacie stalam sie czlowiekiem bardziej uczciwym i uwazniejszym. Ja jestem dla siebie najwieksza odpowiedzialnoscia.I to nie jest egoizm. To nie jest taka naracystyczna koncentracja na sobie . To milosc do siebie, ktora jesli jest uczciwa, przelewa sie na innych ludzi.


FAST from interrupting others today.
POST:  od przerywania innym.
Tak, tak. Uwazne sluchanie.Skupienie sie na tresci wypowiadanej przez drugiego czlowieka to wazne. ( jesli ten czlowiek ma tresc wartoscioa. bo jesli ona destrukcyjna dla nas, to nalezy od tego odejsc!)

PRAY for patience and openness when encountering people.
MODLITWA:o cierpliowosc i otwarcie w stosunku do ludzi. Oczywiscie jesli Ci ludzie nie sa krzywdzacy dla nas. Bo czasem, lepiej po prostu odejsc.

GIVE each person you meet today a reason to smile, especially if they are having a bad day. Compliments, kudos, gratitude, and harmless humor go a long way.
DAJ: kazdej napotkanej osobie powod do usmiechu, zwlaszcza jesli ma trudny dzien. Complement, wdziecznosc, i humor moga zdzialac wiele.
To nastawienie jest naturalne, jesli u nas w srodku jest cisza, radosc, milosc i zadbanie. Ale nawet jesli nie jest to warto narzucic sobie to nastawienie, bo ludzie na wspolczucie, milosc odpowiadaja najczesciej tym samym.

 To byla trudna i uciwa notka.

sobota, 23 lutego 2013

Tomorrow we’ll discover what our God in Heaven has in store. One more dawn, one more day, one day more! — Cast of Les Misérables
 Jutro odkryjemy co Bog ma w planach dla nas. Jeszcze jeden swit, jeszcze jeden dzien, jeden dzien.

Jestem osoba szybka i bardzo niecierpliwa. Kiedy zaczelam ta podroz do pelniejszego zycia pare lat temu, to doszukalam sie kilku rzeczy w sobie, ktore postanowilam zmienic. Miedzy innymi postanowilam dramatycznie zwolnic i przestac sie spieszyc. Po jakims czasie zorientowalam sie, ze ja sie spiesze chorobliwie, czy musze czy nie. I chcialabym aby wszystko bylo juz tu i teraz, bez wielkiego wysilku. I wtedy zaczelam pracowac nad konceptem malych, systematycznych kroczkow.

Teraz kiedy biegam, tamta praca nad emocjami jest nieoceniona. Mam juz na tyle kondycji fizycznej ze jestem w stanie zdobyc truchtem calkiem pokazne gorki. Pluca daja rade. Nogi tez. Tylko ze nie jest to latwe. I czesto nie chce mi sie tego wysilku. Miesnie pieka, oddech ciezki, i tak czlowiek juz chcialby byc na tej gorze. Ba, chcialby nie tylko byc na tej gorze, ale tez z  duma przyznac ze tam biegiem dotarl. Nawet czasem chcialby sie pochwalic do innych. Tylko tych krokow trudnych  nie bardzo stawiac sie chce. Wiec, te gory ucze sie zdobywac myslac o tym jednym malym nastepnym kroku w przod. I potem nastepnym. Cierpliwie.

I o dziwo, coraz czesciej te gory pokonuje, i te w moim parku pobliskim, i te w zyciu. I tak, sa sytuacje czesto niespodziewane, te od Boga, czy Losu. U mnie np. to byl list zapraszajacy na studia doktoranckie do USA, ktory calkowicie zawrocil spirale mojego zycia bo przeniosl mnie na druga strone globu. Wtedy ufnosc i cierpliwosc jest potrzebna. I ciekawosc. Co wyglada jak niewychodzenie przed-orkiestre. Bycie tu i teraz. W orkiestrze. Bo czasem jak ten Dar od Losu trudny i czasem sie wydaje ze nic z tego nie bedzie, tylko przy tej probie lotu spadniemy i sie pokiereszujkemy. Ale moze jak sie znajdzie sile do tego nastepnego ruchu to ten lot doprowadzi nas do bardzo intersujace i pieknego miejsca. Tak to troche z ta emigracja moja bylo. Bo ja material nieemigracyjny jestem.

Ale, ale ja tez staram sie na Boga tak strasznie nie liczyc w sprawie przyszlosci, tylko zakasac te rekawy i wspoldzialac z Bogiem. Dbac o zdrowie. Dbac o swoje emocje i duchowosc. Dbac o relacje z ludzmi. Zaplanowac czas z Bogiem. U mnie to jest czas ciszy spedzony w przyrodzie, w miare regularne wizyty w kosciele w ktorym znam ludzi, z ktorymi mam bliskie relacje, z ktorymi mozemy wspolnie cos zrobic. Dlatego tak wazne jest w tym naszym zyciu spedzic czas nad tym aby zastanowic sie czy sila tradycji, wiara w ktorej zesmy sie wychowali, daje nam najelpsza droge do Boga. Czy zwiazek, w ktorym jestesmy, wspiera nasza droge? Czy wszystkie relacje w naszym zyciu sluza naszemu rozwojowi? Czasem trzeba znalezc sile na chirurgiczne ciecia. Trudene, bo tworzy bolesne rany.  Ale krytyczne myslenie to wielki dar od Boga i obowiazuje. Ale to juz temat na inna notke.

FAST from being impatient today.
POST: od bycia niecierpliwym.
Dobrze. Bardzo dobrze.Bede tego swiadoma dzis. Cierpliwosc uczy nas lepiej sluchac, poznawac glebiej ludzi, zyc bardziej swiadomie.

PRAY for the poor.
MODLITWA: za biednych.
Dobrze. Bede sie modlic. ( U mnie modlitwa wyglada tak, ze po prostu mysle o tych ludziach, sle swoja energie w ich strone.) Bede myslala aby znalezli sile aby sobie pomoc, aby wyszli z domu i zaczeli sie dobijac o pomoc.Zeby rozbili swoje zadania na male kroczki. Zeby mieli sile do systematycznegop stawiania nastepnego kroku.  Bo bieda ma tyle twarzy. Dlatego ( troche wbrew sobie, bo nie ma mnie kto zastapic) wciaz jestem troche zaangazowana w ta organizacje ktora pomaga ludziom bezdomnym w bardzo interesujacy sposob. Daje narzedzia ( komputer, adres, fachowa pomoc) ale cala prace ( nauka obslugi komputera, emailu, napisanie podania o prace, zdobycie niezbednych dokumentow) ludzie musza wykonac sami. Wymaga to planowania, systematycznosci i wysilku. To jest skuteczna pomoc.

GIVE $10 or more to Busted Halo to help spiritual seekers around the world discover more about God
DAJ: $10 lub wiecej dla Busted Halo aby wspomoc ludziom odnalezc Boga.

Sorry Gregory ale nie. Za malo wiem o Busted Halo, a nie mam czasu aby sie bardziej wgryzc w ta organizacje. Poza tym ostatnio jestem bardzo zla na Rzymsko Katolicki Kosciol, bo przyzwolil na krzywde wielu dzieci. Troche to hipokryzja bo wiem  ze korzystam z tego kalendarza a datku nie chce dac, ale przynajmniej zdaje sobie z tego sprawe z mojej hipokryzji,  a  datku mimo wszystko nie dam :).

Poza tym ja nie bardzo wierze w taka prace mosjonarska co to ma Boga slowami przyniesc. Ja mysle ze misjonarzem w wieku 21 to ktos taki kto angazuje sie z walke w bieda, ubostwem, w przemoc. W rozny sposob. Ale to moja droga, moje rozumienie. I skad wiem ze dobra? Bo przynosi owoce w moim zyciu. Radosc. Milosc. Cierpliwosc. Cisze. Produktywnosc. Duzo dobrych i wspanialych ludzi  ludzi wokol mnie. Malzenstwo ktore lubie. Rodzicielstwo, ktore jest moim wielkim darem ( i to w stosunku do biologicznego syna, jak i dwoch moich przyrodnich synow. Bo kiedys w przeszlosci zdecydowalam ze oni beda czescia mojego zycia. I teraz mam dwoch doroslych przyjaciol.) To sa owoce bycia na swojej drodze.

NOWY ROK 2021 - czego dowiedzialam sie w roku 2020?

  Ze mojemu , prawie 30 -letniemu malzenstwu potrzeba bylo tego czasu spedzonego w domu, ktory wzmocnil nasza przyjazn. I ze zaloba bardzo b...