sobota, 23 lutego 2013

Tomorrow we’ll discover what our God in Heaven has in store. One more dawn, one more day, one day more! — Cast of Les Misérables
 Jutro odkryjemy co Bog ma w planach dla nas. Jeszcze jeden swit, jeszcze jeden dzien, jeden dzien.

Jestem osoba szybka i bardzo niecierpliwa. Kiedy zaczelam ta podroz do pelniejszego zycia pare lat temu, to doszukalam sie kilku rzeczy w sobie, ktore postanowilam zmienic. Miedzy innymi postanowilam dramatycznie zwolnic i przestac sie spieszyc. Po jakims czasie zorientowalam sie, ze ja sie spiesze chorobliwie, czy musze czy nie. I chcialabym aby wszystko bylo juz tu i teraz, bez wielkiego wysilku. I wtedy zaczelam pracowac nad konceptem malych, systematycznych kroczkow.

Teraz kiedy biegam, tamta praca nad emocjami jest nieoceniona. Mam juz na tyle kondycji fizycznej ze jestem w stanie zdobyc truchtem calkiem pokazne gorki. Pluca daja rade. Nogi tez. Tylko ze nie jest to latwe. I czesto nie chce mi sie tego wysilku. Miesnie pieka, oddech ciezki, i tak czlowiek juz chcialby byc na tej gorze. Ba, chcialby nie tylko byc na tej gorze, ale tez z  duma przyznac ze tam biegiem dotarl. Nawet czasem chcialby sie pochwalic do innych. Tylko tych krokow trudnych  nie bardzo stawiac sie chce. Wiec, te gory ucze sie zdobywac myslac o tym jednym malym nastepnym kroku w przod. I potem nastepnym. Cierpliwie.

I o dziwo, coraz czesciej te gory pokonuje, i te w moim parku pobliskim, i te w zyciu. I tak, sa sytuacje czesto niespodziewane, te od Boga, czy Losu. U mnie np. to byl list zapraszajacy na studia doktoranckie do USA, ktory calkowicie zawrocil spirale mojego zycia bo przeniosl mnie na druga strone globu. Wtedy ufnosc i cierpliwosc jest potrzebna. I ciekawosc. Co wyglada jak niewychodzenie przed-orkiestre. Bycie tu i teraz. W orkiestrze. Bo czasem jak ten Dar od Losu trudny i czasem sie wydaje ze nic z tego nie bedzie, tylko przy tej probie lotu spadniemy i sie pokiereszujkemy. Ale moze jak sie znajdzie sile do tego nastepnego ruchu to ten lot doprowadzi nas do bardzo intersujace i pieknego miejsca. Tak to troche z ta emigracja moja bylo. Bo ja material nieemigracyjny jestem.

Ale, ale ja tez staram sie na Boga tak strasznie nie liczyc w sprawie przyszlosci, tylko zakasac te rekawy i wspoldzialac z Bogiem. Dbac o zdrowie. Dbac o swoje emocje i duchowosc. Dbac o relacje z ludzmi. Zaplanowac czas z Bogiem. U mnie to jest czas ciszy spedzony w przyrodzie, w miare regularne wizyty w kosciele w ktorym znam ludzi, z ktorymi mam bliskie relacje, z ktorymi mozemy wspolnie cos zrobic. Dlatego tak wazne jest w tym naszym zyciu spedzic czas nad tym aby zastanowic sie czy sila tradycji, wiara w ktorej zesmy sie wychowali, daje nam najelpsza droge do Boga. Czy zwiazek, w ktorym jestesmy, wspiera nasza droge? Czy wszystkie relacje w naszym zyciu sluza naszemu rozwojowi? Czasem trzeba znalezc sile na chirurgiczne ciecia. Trudene, bo tworzy bolesne rany.  Ale krytyczne myslenie to wielki dar od Boga i obowiazuje. Ale to juz temat na inna notke.

FAST from being impatient today.
POST: od bycia niecierpliwym.
Dobrze. Bardzo dobrze.Bede tego swiadoma dzis. Cierpliwosc uczy nas lepiej sluchac, poznawac glebiej ludzi, zyc bardziej swiadomie.

PRAY for the poor.
MODLITWA: za biednych.
Dobrze. Bede sie modlic. ( U mnie modlitwa wyglada tak, ze po prostu mysle o tych ludziach, sle swoja energie w ich strone.) Bede myslala aby znalezli sile aby sobie pomoc, aby wyszli z domu i zaczeli sie dobijac o pomoc.Zeby rozbili swoje zadania na male kroczki. Zeby mieli sile do systematycznegop stawiania nastepnego kroku.  Bo bieda ma tyle twarzy. Dlatego ( troche wbrew sobie, bo nie ma mnie kto zastapic) wciaz jestem troche zaangazowana w ta organizacje ktora pomaga ludziom bezdomnym w bardzo interesujacy sposob. Daje narzedzia ( komputer, adres, fachowa pomoc) ale cala prace ( nauka obslugi komputera, emailu, napisanie podania o prace, zdobycie niezbednych dokumentow) ludzie musza wykonac sami. Wymaga to planowania, systematycznosci i wysilku. To jest skuteczna pomoc.

GIVE $10 or more to Busted Halo to help spiritual seekers around the world discover more about God
DAJ: $10 lub wiecej dla Busted Halo aby wspomoc ludziom odnalezc Boga.

Sorry Gregory ale nie. Za malo wiem o Busted Halo, a nie mam czasu aby sie bardziej wgryzc w ta organizacje. Poza tym ostatnio jestem bardzo zla na Rzymsko Katolicki Kosciol, bo przyzwolil na krzywde wielu dzieci. Troche to hipokryzja bo wiem  ze korzystam z tego kalendarza a datku nie chce dac, ale przynajmniej zdaje sobie z tego sprawe z mojej hipokryzji,  a  datku mimo wszystko nie dam :).

Poza tym ja nie bardzo wierze w taka prace mosjonarska co to ma Boga slowami przyniesc. Ja mysle ze misjonarzem w wieku 21 to ktos taki kto angazuje sie z walke w bieda, ubostwem, w przemoc. W rozny sposob. Ale to moja droga, moje rozumienie. I skad wiem ze dobra? Bo przynosi owoce w moim zyciu. Radosc. Milosc. Cierpliwosc. Cisze. Produktywnosc. Duzo dobrych i wspanialych ludzi  ludzi wokol mnie. Malzenstwo ktore lubie. Rodzicielstwo, ktore jest moim wielkim darem ( i to w stosunku do biologicznego syna, jak i dwoch moich przyrodnich synow. Bo kiedys w przeszlosci zdecydowalam ze oni beda czescia mojego zycia. I teraz mam dwoch doroslych przyjaciol.) To sa owoce bycia na swojej drodze.

piątek, 22 lutego 2013

One pound fish, very very good; one pound fish, very very cheap, one pound fish. — One Pound Fish Man

Jeden funt ryby, bardzo, bardzo dobry ( dobrze?); jeden funt ryby bardzo tani. jeden funt ryby.

(Nie mam zielonego pojecia co ten cytat znaczy. Ryby dla wszystkich???)


Piatek. Moj dzien pracy w domu. Waszyngton jest bardzo zakorkowanym miastem. Jak w calych Stanach Zjednoczonych ( no moze z wyjatkiem Nowego Yorku) transport publiczny kuleje i jest bardzo drogi, wiec ludziska wsiadaja w swoje samochody i przebijaja sie z tych swoich osiedli na obrzezach miasta do biur w centrum. Wraz ze mna. (Ja w mojej malej i starej i zielonej toyotce.)

Nasza rodzina obecnie nie moze obejsc sie bez trzech samochodow, bo kazdy z nas musi sie dostac w rozne miejsca, o roznych porach i nijak nie da zsie grac tych podrozy. A jestesmy rodzina, ktora mysli o srodowisku...Ale inaczej sie narazie nie da....Dlatego USA jest takim konsupcyjnym energetycznie narodem. Jednak pomalutku to sie u nas zmienia. U nas, tzn w Waszyngtonie. Powstaja sciezki rowerowe, instytucje zachecaja do pracy z domu, nowe technologoe pozwalaja na wirtualne spotkanie ( ktore odbywaja sie za pomoca telefonu i internetu)....

No wiec piatek jest dla mnie innym dniem. Dluzsza ranna kawa, czasem nawet siadam do pracy w pizamie. Zostawiam sobie na te piatki pisanie i raporty...G. tez duzo pracuje z domu, wiec w ciagu dnia nasz dom wyglada jak biuro, i tylko musimy zgrac kto kiedy uzywa telefonu....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wielkopostny Kalendarz

FAST from your typical diet today and eat only inexpensive, non-meat foods (but fish is okay).
POST: jedz dzisiaj tylko proste, tanie jedzenie.  Bez miesa ( ale ryba jest OK.)

Pardon, ale ktos kto to zaproponowal nie ma zielonego pojecia o polityce jedzeniowej w USA. Przede wszystkim w USA (przynajmniej u nas) ryby sa luksusowym  i drogim jedzeniem. Zdaje sobie doskonale sprawe (wdziecznosc, wdziecznosc!) ze jestesmy w bardzo uprzywilejowanej sytuacji majac dwie dobre prace, i to ze na rybe wciaz nas stac ( raz-dwa razy w tygodniu). No ale wracajac do tej gospodarki jedzeniowej. Musze tutaj oddac hold naszemu 19-letnieu Benowi, ktory w zeszlym roku w ramach przedmiotow niezwiazanych z jego kierunkiem studiow ( bo my rodzina nauk scislych jestesmy) przeszedl przez kurs etyki. A poniewaz jestesmy  jak te psy  na niezalezne, krytyczne, oparte na osobistych wartosciach myslenie  u swoich dzieci, wspieramy bardzo obecna pasje naszego syna aby etycznie jesc. A etyczne jedzenie nie jest wcale takie tanie - bo nie-etyczne jedzenie, to to przetworzone, z masowej produkcji, nastawione tylko i wylacznie na zysk i dlatego tanie. 

Wiec miesa jadamy zdecydowanie malo, i tylko to z humanitarnych hodowli. Dlatego tez ze jedzenie miesa samo w sobie nie jest ekologiczne,. Bo jest bardzo energochlonne. Ale o tym kiedy indziej.  Wspieramy, na tyle ile mozemy, mniejsze farmy, lokalne i organiczne jedzenie...Bo to lepsze dla srodowiska....Lepsze dla nas. Dla naszego zdrowia. Dla naszej rodziny. Ale ten styl zycia to wymaga czasu i jest troche drozszy....Ale warto bylo zainwestowac w to i czas i finanse, bo jako rodzina  teraz duzo wspolnie gotujemy... Lacznie z naszym 19-latkiem. Siadamy do posilkow.  Wysylamy sobie w ciagu tygodnia przepisy, ktore modyfikujemy... Kiedys u nas w tej dziedzinie bylo bardzo zle....Szybko i byle jak. Bo nikomu na tym nie zalezalo...Ben pomogl nam to zmenic. Nasza policja srodowiskowa....Imponujaca.

Tutaj nasz weekendowy przepis:
http://www.takepart.com/photos/meatless-mondays

Wiec ten post dzisiejszy odpuszczam, bo tak poscic to my sie staramy na codzien.



PRAY: for farmers who grow our food, and those who sell it and bring it to us.
MODLITWA: Za rolnikow, ktorzy produkuja nasze jedzenie i za tych wszystkich ktorzy sprzedaja je i dostarczaja je dla nas.

To jest bardzo skomplikowana sprawa, bo wiekszosc obecnego rolnictwa w USA oparta jest na masowej i nie-etycznej produkcji. Nadprodukcja jedzenia niezdrowego, nasatwionego na szybki zysk i dokladajacego sie do olbrzymiej otylosci narodu amerykanskiego. Ale poniewaz nie jest to blog bezsilny, jest to blog z wiara w okruszki, co to do cegiel czegos lepszego sie dokladaja, wiec tutaj ja moge moge dolozyc calkiem duzy okruch.  Bo mam bardzo duzy wplyw na to jakie artykuly publikuje sie w czasopismie, ktore uzywane jest przez nauczycieli w szkolach srednich
(ChemMatters). Wspanialy program.  W tym czasopismie, miedy informacjami naukowymi, staramy sie wyjasnic ze nasze codzienne etyczne wybory w zyciu maja sile. I wierzymy, ze mozemy zainspirowac naszych mlodych czytelnikow prezentujac uczciwe i obiektywne fakty naukowe na ktorych moga oprzec swoje  codzienne wybory. I pokazac, ze nie ma latwych wyborow... Dlatego trzeba sprawdzac i krytycznie myslec. Bo zycie w wieku 21 wieku biale i czarne nie jest. Szare. I dlatego trzeba wiedziec, uczyc sie   zeby wiedziec co  bardziej szare a co mniej. I my w naszych artykulach wiele pytan zostawiamy bez odpowiedzi...

Mialo byc o modlitwie. Tak, ludzie ktorzy produkuja jedzenie w USA potrzebuja modlitwy. Bo czesto sa to biedni emigranci, pracujacy w strasznych warunkach. Pomodle sie za nich. Oraz za tych rolnikow , ktorzy przywoza jedzenia z malutkich farm, i sprzedaja je w centrum miasta. Drogo sprzedaja, bo zdrowe, ekologiczne jedzenie kosztuje..Ale ja kupuje...Na tyle na ile moge. Bo chce wspierac te inicjatywy....I tutaj wdziecznosc ze jestesmy w na tyle uprzywilejowanej sytuacji ze stac mnie na wspieranie etycznego jedzenia....

GIVE — write a letter to your representative with the help of a template from Bread for the World, a collective Christian voice urging our nation’s leaders to end hunger at home and abroad.
 DAJ- napisz list to swojego lokalnego polityka w sprawie walki z glodem w USA i poza USA.

A wiec nie zrobie tego. Bo nie mam zielonego pojecia na ile skuteczne sa te masowe listy. A poniewaz nasz kosciol jest juz zangazowany w ta organizacje wspierajaca zwalczanie glodu, to  moja skladka tak finansowa jak i materialna ( wlasnie w tym miesiacu zbieramy jedzenie) wspiera inicjatywe walki z glodem (Tak w USA, wkraju mlekiem i miodem plynacym glod wciaz jest problemem), Zamiast listu, skoncentruje sie aby w tym roku wlozyc troche wiecej do koperty, oraz przyniesc zdrowe i etyczne jedzenie na nasza zbiorke. Ta zbiorka ma miejsce w tym miesiacu wlasnie. Jesli bede pamietac to zrobe zdjecie tego zebranego jedzenia, bo zawsze mnie to wzrusza, co mozna razem zrobic. Ile mozna zebrac  tych malych okruchow, do tej cegly...




czwartek, 21 lutego 2013

Faith is like stepping off a cliff and expecting one of two outcomes — you will either land on solid ground or you will be taught to fly. 
Wiara to troche tak, jakby czlowiek skakal z wysokosci, i albo wyladuje sie na czyms solidnym i twardym, albo nauczy sie latac.
 — Hillary Rodham Clinton
Bardzo krotko, bo ranek i pedzic zaraz do pracy bede musze. Wiare czesto sprowadzamy  do wiary religijnej, wiary koscielnej. Dla mnie wiara to porzucenie kontroli, koncentracja na obecnej chwili, i ufnosc ze jesli postepuje zgodnie z wartosciami, takimi jak prawda, milosc, nie-egocentryzm ( nawet jesli to troche trudniejsza droga) to predzej czy pozniej znajde sie na tym solidnym gruncie, nawet jesli prez jakis czas mialabym latac sparalizowana strachem. I jesli podczas tego lotu  przypomne sobie  aby sie nie bac, a raczej zachowac ciekawosc, gdzie ten lot mnie poprowadzi, to ten lot mniej trudny. Wciaz trudny, ale mnie.
I gwoli scislosci, mam genetyczny lek wysokosci, i latac bardzo, bardzo nie lubie.:) Ale latam czesto i duzo. Czesciej samolotami, rzadziej w przenosni, ale wiem ze w zyciu nie uniknie sie tego latania, nie uniknie sie niewiadomej, mimo ze tak bardzo chcialoby sie stac na mocnym i twardym gruncie. Wiara i ufnosc czyni te loty latwiejsze, ba czasem nawet przyjemne, jesli sie jest wystarczajaco ciekawym gdzie wyjadujemy. A czesto sa to niezwykle ciekawe i piekne miejsca.


FAST from using Facebook today
POST: Od Facebooka. Nie, nie ,nie - dlaczego??? Nie chce!!!. Ja mam tam tyle fajnych przyjaciol. Po co? Dlaczego?
 No dobra. OK. Zrobie to.Poswiece ten czas Facebookowy na refleksje i nadrobienie zaleglosci emailowych, i blogowych.
.
PRAY:  by reading Isaiah 40:28-31 and reflecting on what these verses say to you.
MODLITWA: przeczytaj  Isaiah 40:28-3, i pomysl o tym.
OK wieczorem. Po jodze.

GIVE a handwritten note to someone who needs encouragement today.
DAJ: Recznie napisana notatke komus, kto potrzebuje wsparacia.
OK. Krystal. Wciaz bardzo dzielnie walczy z rakiem, i wszelkie wsparcie jest jej potrzebne.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzien byl tak pracowity i produktywny, ze nawet nie pomyslalam o Facebooku. Chociaz....bylam dzisiaj na bardzo ciekawym szkoleniu zwiazanym z wlasnie z tzw. Social Media, wiec akurat mnie moje blogowanie, forumowanie, Facebookowanie pomaga w pracy. Bo Social media trzeba najpierw "czuc" tzn uzywac do swoich potrzeb, zeby rozumiec jak mozna je wdrozyc do programow.

Isaiah 40:28-31

Do you not know?
    Have you not heard?
The Lord is the everlasting God,
    the Creator of the ends of the earth.
He will not grow tired or weary,
    and his understanding no one can fathom.
29 He gives strength to the weary
    and increases the power of the weak.
30 Even youths grow tired and weary,
    and young men stumble and fall;
31 but those who hope in the Lord
    will renew their strength.
They will soar on wings like eagles;
    they will run and not grow weary,
    they will walk and not be faint.
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Lecz ci ktorzy ufaja
nabieraja sily
wzbijaja sie w gore na skrzydlach jak orly
biegna, nie mdleja
ida, nie ustaja....





środa, 20 lutego 2013


http://bustedhalo.com/dailyjolt/lent-2013-february-20

Violence is the last refuge of the incompetent. — Isaac Asimov
Przemoc jest oznaka olbrzymiej bezsilnosci.

 
FAST from watching violent movies or television today.
POST: od ogladania filmow z przemoca
  •  (Latwe, nie lubie, nie ogladam w ogle. Moge zamienic na spedzeniu dzis troche czasu w wirtualnej grupie wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie.)

PRAY for those who have lost loved ones to violence.
Modlitwa: W intencji tych , ktorzy stracily bliskich w akcie przemocy.

  • Wszyscy tutaj w USA mamy wciaz w pamieci i sercach rodziny z miasteczka Newton, ktore stracily 20 dzieci i kilku doroslych podczas strzelaniny w szkole. Niestety, szybkozapominajace media zaczely koncentrowac sie na zepsutym statku, oraz sequestorze ( ktory dla mnie troche brzmi jak dementor z Harrego Potera, co to ma przyjsc za tydzien i nikt nie wie co sie stanie z pomalutku zbierajaca sie w sobie gospodarka.) Dla polskich czytelnikow, ten sequestor to sa olbrzymie automatyczne ciecia w budzecie, ktore kiedys zostaly zaplanowane tylko dlatego ze politycy stwierdzili ze zdaza sie dogadac. Nie dogaduja sie, zra sie straszliwie, wiec dementor nadejdzie z cieciami miedzy innymi na edukacje , i inne potrzebne programy.Ale trzymajmy sie tematu, bo jak zaczniemy o polityce to juz tak pozytywnie tutaj nie bedzie. Zeby byc sprawiedliwym, to media wracaja od czasu do czasu do tego ze w Ameryce bardzo duzo osob jest uzbrojonych po zeby, i co niektorzy proponuja rozwiazanie takie zeby jeszcze bardziej zbroic ludzi, no bo wtedy bezpieczniej bedzie. Po prostu bedzimy do siebie strzelac. Mentalnosc dzikiego zachodu, i prosze wybaczyc ze na moim pozytywnym z zalozenia blogu, wieje zloscia olbrzymia. Bo tylko w zeszlym tygodniu dwoch studentow zginelo w strzelaninie na Bena uniwersytecia. Ten ktory zabil i popelnil samobojstwo byl chory na schizofrenie. Ja mam bardzo bliskiego kuzyna ktory choruje na schizofrenie w Polsce. Widze ze bez okresowych pobytow w szpitalu i lekow, juz prawdopodobnie by nie zyl, a moze tez skrzywdzeni zostaliby ci ktorzy z nim mieszkaja. Widze ze majac dostep do opieki medycznej, funkcjonuje. Raz lepiej, raz gorzej, ale i on i jego bliscy, funkcjonuja. Tutaj tyle osob nie ma dostepu do lekow i szpitali psychiatrycznych. Tej legalnej i nielegalnej broni w USA jest tak duzo, ze naprawde nie wiem czy cos sie da szybko z tym zrobic. Dlatego, tak bardzo wazne jest pomagac chorym psychicznie ludziom. 

GIVE $5 or more to Mayors Against Illegal Guns, a national bipartisan coalition of mayors working to make America’s communities safer by keeping illegal guns out of dangerous hands.
 Daj: Donacje $5 do ponadpartyjnej organizacji gubernatorow probujacych cos zrobic z problemem nielegalnej broni, ktora jest w rekach niebezpiecznych ludzi.

  • Dobrze. Dam. Bo ja jestem sklonna dac kazda skladke w obecnym czasie na ponadpartyjne inicjatywy,. Tak, to syndrom mieszkania w Waszyngtonie. Wolalabym zeby to byla organizacji co to bardziej skoncentruje sie na tych niebezpiecznych rekach i oceni czy nie sa to rece chorego czlowieka, ktory potrzebuje lekow i szpitala. Ale poniewaz brak czasu nie pozwala mi na zmiane calego swiata, wyjme dzis karte kredytowa i zrobie to donacje, bo ja wierze ze czasem potrzeba powiedziec tak, jak sytucja dolozenia cegielki do czegos w co wierzymy staje przed nami. To bedzie tylko okruszek, ale ja gleboko wierze ze cegla to po prostu nic innego jak duzo okruszkow.

 Pedze do pracy. Moze dzis uda mi sie wcisnac moj bieg. Wczoraj lal deszcz wiec skorzystalam z usprawiedliwienia.

wtorek, 19 lutego 2013

http://bustedhalo.com/dailyjolt/lent-2013-february-19

Give the respect u want to receive; embody the grace u hope to encounter; and help others with no expectations whatsoever. — Newark Mayor Cory Booker (via Twitter @CoryBooker) 


FAST from being disrespectful to anyone you encounter today.
PRAY that every experience today is an opportunity for you to exercise respect, grace, and charity.
GIVE unconditional love and kindness to someone who challenges you today.

Moze znajde troche czasu aby przetlumaczyc w pracy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Tylko tyle dzisiaj rano - wycielam sobie to na blog, aby pomyslec o tym w drodze do pracy. Intencja, intencja! Dzis bedzie trudny dzien, bo musze zdazyc z biegiem i ze spotkaniem wieczornym, a ludzie -nie-na-diecie siadaja tez do posilkow z rodzina.:)

Nie mam wyjscia - czlowiek uwazny i zyjacy szczesliwie ma malo czasu na telewizje. Poszla w odstawke. A poza tym strasznie mnie te wiadomosci ostatniego czasu zirytowaly.  Bo ile mozna sluchac o tym ze 4,200 osob na luksusowym statku nie mialo toalet i pradu. Tak, ja wspolczuje tym ludziom, chcieli miec fajne wakacje a statek sie zepsul. Wiem , rozumie jak nam ludziom przyzwyczajonym do luksusow ( kazdy czlowiek z dostepem do czystej wody , ogrzewania i elekrycznosci to czlowiek luksusu) jest trudno zniesc te kilka dni nie-wygodnosci. Wiem , bo raz po raz tracimy tutaj na koncu osiedla prad i czasem  i(O ZGROZO!!!) trzeba bylo wytrzymac tydzien w zimnie albo i w upale. Sama musialm walczyc ze swoja irytacja i arogancja.

 Ale, ale perspektywe trzeba miec - codziennie 2,500,000,000 ludzi nie ma czystej wody i zadnych toalet. Nie przez 4 dni. Przez cale zycie. Tego nie ma w wiadomosciach. Jest natomiast statek . Caly czas. Wiec TV zostala wylaczona, na korzysc naszego publicznego radia.


poniedziałek, 18 lutego 2013

http://bustedhalo.com/dailyjolt/lent-2013-february-18

Prayer is not asking for what you think you want, but asking to be changed in ways you can’t imagine. — Kathleen Norris

Modlitwa nie polega na tym aby prosic o to co sie chce, lecz prosic o takie zmiany jakich sobie nie wyobrazamy.

No i ten cytat wymaga bardzo intymnych wspomnien. Napisze. Napisze, dlatego ze moze ktos kto znajdzie sie na tym blogu  bedzie  w miejscu ciemnym swojego zycia i moze to wpusci jakas iskierke nadziei.
Moje najgoretsze modlitwy do Boga kierowalam w okresie, kiedy w bolach i ciepieniach odchodzil z tego swiata najpierw moj ojciec, a potem trzy bardzo mi bliskie mi osoby. Stosunkowe mlode.
Z perspektywy czasy widze, ze poczucie  smiertelnosci towarzyszylo mi od zawsze - wychowana w rodzinie w ktorej bylo duzo starszych ludzi i niewiele dzieci - ja i moj brat od zawsze bylismy zaangazowani w pomoce rodzinne. Ale z odchodzeniem w starszym wieku to czlowiek moze sie pogodzic, bo to porzadek tego swiata,  ale gdy zycie przerwane zostaje wtedy, kiedy tyle jeszcze do zrobienia, to w srodku, boli, bardzo, bardzo boli. Bo tak byc nie powinno. Bo sie jest tak okropnie bezislnym.

 Moj brat zostal lekarzem, wiec on tak bezsilny juz nie jest. Bo On czlowiek zadaniowy jest. A ja staralam sie modlic. Bo ja tracilam  energie do zycia i bezsilnosc tylko czyhala  na mnie w obliczu trudnosci.

Modlitwa nie wymaga dzialania - tak mi sie wydawalo kiedys ( w co za bardzo juz nie wierze, bo czasem dzialanie moze byc forma modlitwy)  Wiec sie modlilam. O cud. Mocno i gorliwie

(wspomagajac sie jedzeniem, bo czlowiek objedzony emocje ma przytepione, wiec mniej boli. Ta dygresja moglaby moglaby pomaszerowac pieknie w kierunku poszczenia, ale miejmy jaka-taka dyscypline i trzymajmy sie tematu.)

Nie pomoglo.

Smierc przyszla do wszystkich trzech osob.  Moja waga przekroczyla setke, a wiara w Boga Milosiernego  zanikla. Weszlam w okres ciemnosci, i wielkiego buntu. Na zalobe nie mialam czasu, przeciwdepresanty i robotyczna praca uczynily ze mnie jako-tako funkcjonujacego robota. Nie chcialam byc tutaj na tej emigracji w tym kraju, co to mial miodem i mlekiem plynac (a w rzeczywistosci jest to kraj w ktorym sie bardzo ale to bardzo duzo pracuje, mleka i miodu, czytaj materii, tu zdecydowanie za duzo, a za malo wolnego czasu). Nie chcialam tego swojego zycia - chcialam innego zycia. Zycia bez cierpienia.

I pewnej nocy sprobowalam jeszcze raz - wykrzyczalam Bogu!

(W myslach, bo ja z Bogiem mam zarliwe, ale mimo wszystko ciche konwersacje. No OK  czasem plakalam  na glos w tych rozmowach. No dobra, przyznam sie do samego konca -  bylam zla i  walilam piescia w poduszke, ale zdarza mi sie bardzo rzadko, bo ja raczej zrownowazona jestem.  W koncu na stanowisku jestem, jak to czasem moja mama z duma mowi:):):):):):)

Wykrzyczalam Bogu zeby mi pokazal ze jest, bo jak nie, to ja sie zrobie wojujaca ateistka bo tyle lat zmarnowalam na ta wiare, z ktorej nie mam nic. A ja mam zaangazowana nature i tak bez niczego zyc nie moge, wiec albo bedzie to Towarzytwo Humanistow ( bardzo dobrzy ludzie, mam bliska kolezanke, ktora wojujaca ateistka nie jest, ale jest ateistka i wiem ze duzo tam dobrego w tym towarzystwie  robia) , albo jakis kosciol i religia, bo ja musze wokol siebie miec ludzi, ktorym sie cos chce i w cos wierza, albo zaangazowanie nie wierza i tez cos robia. Bo taka jestem.

( Ta burzliwa konwersacja odbyla sie w okresie mojego zagorzalego protestancyzmu, ktory obiecywal laskie i zbawienie za sama wiare. Tylko ze to mialo przyjsc po smierci, a  ja chcialam jeszcze troche szczescia tutaj na ziemi.. I kiedy cos probowalam mowic ludziom w tamtym kosciele,  ze boli mnie dusza bardzo, to slyszalam, Bog ma taki plan, Bog tak chcial. Rozjusza mnie to pocieszenie okropnie do dzis  bo co to za Milosierny Bog co tego bolu dla nas chce.)

Po tej konwersacji z Bogiem, wywalilam wiele teologicznych ksiazek,  i postanowilam ze ja koncze te poszukiwania i czekam. Koniec i kropka.  Zaczelam czekac i zyc uwazniej. Dalam Bogu ostatnia szanse:) Przestalam chodzic do kosciolow, zaczelam joge, bo chcialam nauczyc sie ciszy. ( Pamietam ze usiadlam  pewnego dnia  przed komputerem i googlowalam ta cisze i tak trafilam na joge....) Potem zaczelam chodzic na dlugie samotne spacery nad rzeke. Pomalutku zaczelam przezywac swoja zalobe.

Chodzilam i plakalam. Siedzialam na kamieniach i wgapialam sie w ta plynaca wode. Czytalam wiersze. Wachalam zmieniajace sie pory roku. Jakze  inaczej pachnie nad rzeka zima, jak inaczej w upalne lato. (No, nie idealizujmy tych wspomnien,  w lecie to sie nie nawachalas tej rzeki bo tutajsze wsciekle  komary i wilgotny upal nie bardzo sprzyjaja medytacjom nad woda.)

I spokoj przyszedl. Udalo mi sie nawet zlapac ta chwile gdzie poczulam cisze w sobie niezwykle gleboko:


http://spiralingtwocountries.blogspot.com/2011/07/embrace-grief-and-river.html

I poczulam tego Boga tak jak nigdy w swoim zyciu. Boga ktory jest czescia mnie, moja sila, moja miloscia, moim poczuciem humoru, moja nadzieja.. Nie tego zamknietego w Biblii ( czy ja wierze w Biblie? tak - jest to proba zlapania Boga w slowa, tak samo nieudolna, jak ta moja nad rzeka. Tak samo jak wszystkie swiete obrazy i sztuka sakralna).  Poczulam radosc. Najpierw poczylam jakby  okno od ciemnego zostalko pokoju otwarte, zauwazylam kawalek pieknego nieba, poczulam swieze powietrze i slonce na swojej twarzy. POtem otworzyly sie drzwi, i ja juz mialam na  tyle sil aby wyjsc na ten piekny swiat.  Oczywoscie ze w tym swiecie i kamienie, i szpikulce, i kaluze brudne czasem, ale ja umie przejsc, obejsc, albo nawet przeczekac..... Dalej nie wierze ze cierpienie ma jakikolwiek sens. Ale wiem ze cierpienie jest nieodlaczna czescia naszego zycia. I wierze ze poptrzebuje tej wiary zbuntowanej aby znmalezc sile przejscia przez te ciemne okresy. I ta wiara daje mi nadzieje.

Jak sie nie zrobotyzuje, jak pamietam o Bogu ( jakkolwiek go w tym konkretnym okresie mojego zycia  czuje i rozumie) to mam ochote na zycie. Zycie pelne radosci, zaangozawania, otwarcia sie i wdziecznosci. Ludzie nadal   (ze mna na czele ) sa niedskonali jak diabli, ale  zdecydowanie, zdecydowanie zaskakujaco dobrzy. I niespodziewanie, jak sie z oczami i sercem otwartym zyje, to ta nasza podroz przez zycie jest zaskakujaco piekna....Nie jest latwa, oj nie... Ale piekna.....

No ale co to ma do cytatu o modlitwie z poczatku notki?

Ano to  - ze jak sie mie zapracuje do granic niepamietania to moja modlitwa polega na trwaniu, otwarciu sie, ciszy. Dlugich samotnych spacerach ( nad rzeka, bo ja mam cos z tymi rzekami:) Czasem sa to slowa - Boze uzyj mnie jako swojego narzedzia, . Czasem jest to wymowka - znow Cie nie ma, znow mi zle.....Zadziwiajace ze moj Bog wrocil nawet do "mojego" kosciola co to ani protestancki, ani katolicki nie jest, ale  tam znak pokoju trwa tak dlugo i serdecznie, a spizarka przy wejsciu zawsze pelna....Nawet sie cud w tym naszym kosciele stal ze sie na koniec zeszlego  roku budzet sie dopial.  (Tak w Waszyngtonie to cud prawdziwy!)

 Ha, malo tego, daje jeszcze jedna szase teologii chrzescijanksiej i zaczynam uczestniczyc w cyklu wykladow na temat Boga i cierpienia. Dzisiaj pierwszy wyklad. Bede sluchac z otwartoscia, chociaz troche to tam nie chce isc...Bo ja cierpienia nie chce.

No wiec ta moja modlitwa to jest to staranie pamietania o swoim duchu, bycie otwartym na zmiany, na cisze, na ludzi......Bo to dziala. Naprawde...Zmienia mnie w zaskajucy sposob.....Stad ta waznosc modlitwy w moim zyciu...Modlitwy ktora w tym okresie mojego zycia wlasciwie jest postawa otwarcia i uwaznosci....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No to jakie ten kalendarz katolicki daje nam zadania na dzis?

FAST — avoid asking for things you want; depend only on what you’re given.
(POST -  nie pros o to czego chcesz, docen to co jest ci dane)

  • Trudna sprawa, bo dzos mialam  zaprosic G. do sprzatania miejsca w naszym domu, gleboko ukrytego, ktore stalo sie graciarnia. Tak mamy taki pokoj, na najnizszym poziomie domu, do ktorego wchodze szybko, i jesze szybciej  wychodze. No dobra, nie bede za duzo prosic, ani sie tez awanturowac, docenie co moj M. mi pomoze z wlasnej inicjatywy. (Bedzie to istnie wielkopostny uczynek.)

PRAY today for others’ needs and concerns instead of your own.
(Modl sie dzis za potrzeby innych raczej niz za swoje potrzeby)

  • OK, mam kolezanke, ktora tej modlitwy potrzebuje - dokladnie tego co ja kiedys potrzebowalam. Sily i nadziei. J. jesli tam bardziej na poludniu USA to czytasz, to mimo ze dawno zesmy nie rozmawialy, to ja dzis caly dzien koncentruje sie na Tobie.)

GIVE your free time today to help another person with something.
(Daj troche swojego wolnego czasu osobie ktora go potrzebuje.)

  • OK. Bede miala malo tego wolnego czasu, ale wiem co zrobie. Naruszylabym tutaj prywatnosc innych osob piszac wiecej o tym, ale wiem, wiem co bedzie dzis konstruktywna pomoca....



niedziela, 17 lutego 2013

No i ten biedny moj blog zarosl pajeczynami, i pustkami,  bo wlascicielka blogu zajeta zyciem bardzo. Tak juz pajeczynami obrosl, ze zapomnialam jak sie na niego zalogowac

Tak to jest - kiedy otworzymy sie na zycie - wpycha sie nam to zycie drzwiami i oknami, ze czasu w ogole na refleksje zadna nie ma. A to wcale dobre nie jest, wiec przywoluje siebie do porzadku, aby jednak ten czas znalezc. Specjalnie w okresie Wielkiego Postu, ktory to Episcopalianie sumiennie obchodza - moze mnie cierpietniczo niz pamietam to ze swojego dziecinstwa, ale jest to tez czas refleksji, czas aby cos tam w sobie przepracowac,  podpolerowac zasniedziale zakatki naszego serca....

Bo ja jak ta zdarta plyta....O ducha i emocje trzeba dbac, i znalezc na to czas... Samo sie to nie zrobi...

No wiec co robilam jak mnie tutaj taaaaak dlugo nie bylo:

1. Biegalam. 

Polknelam haczyk. Od wielu lat z wielka zazdroscia patrzylam na te rzesze Amerykanow ktorzy o kazdej pore dnia i w kazdym miejscu miasta biegaja. Zazdrosc to uczucie wysoce niekonstruktywne. Wytrenowalam juz tak swoje myslenie, ze jesli pika mnie jakas zazdrosc, to natychmiast trzeba ja przydybac, przemyslec i zamienic w inspiracje. Od zazdrosci do zawisci to juz krotka droga....Zawisc jest potwornie destrukcyjnym uczucciem - wynika z mentalnosci ubostwa, z zalozenia ze jest za malo, i trzeba pilnowac swojego i jak sie da to brac....Mentalnosc obfitosci zaklada ze jak sie czlowiek otworzy, da, podzieli to wraca, wraca. I z mojego doswiadczenia wynika ze wraca, i to w sposob niespodziewany i zaskakujacy...

I tak troche jednak zazdroscilam moim kolezankom  ze biegaja maratony ( a to w dodatku to takie  kobiety sa takie ze inspiruja mnie tez  bardzo w innych dziedzinach), i zaczelam je prosic o wsparcie. Wsparcie przyszlo natychmiast - w postaci informacji, pozytywnych wiadomosci - i, hola, hola - moje 48 urodziny bede obchodzila biegiem na piec kilometrow. Poczatki nie sa latwe - ale po 8 tygodniach, zaczynam czuc nalog.... Bieganie na kolana nie jest bardzo zdrowe, wiec do maratonow sie szykowac nie bede, ale mam zamiar wprowadzic plywanie, i rower, i moze mi sie uda pokonac maly triathlon. Ha, atletka sie ze mnie na stare lata robi. To bieganie to dobre tez na ducha, bo ja biegam w pieknej przyrodzie...
( WDZIECZNOSC!!!!!za to ze mam tutaj tyle ladnych parkow),

2. Porzadkowalam

Wciaz usuwam, usuwam i jeszcze raz usuwam z mojego zycia i otoczenia wszystko co mi zawadza. Ostatnio zmagam sie z nawalem balaganu elektronicznego. To jest plaga nie do opanowania dla mnie - mnoza sie wiadomosci emailowe, kupony, grupony, newslettery - wypisuje sie jak moge, ale zaraza nie odchodzi, wraca....Na szczescie,  mniej to szkodliwe dla srodowiska niz papierowa korespondencja...Pamietam jeszcze te czasy tutaj w USA ( moj Boze , ja juz zaczynam mowic jak rodowita Amerykanka), ze nie moglismy sobie poradzic z straszliwa iloscia reklam papierowych - sterty, sterty papierow. Zdecydowanie mniej reklam papierowych teraz przychodzi...ale to co sie dzieje w moim inboxie emailowym to wola o pomste do nieba....

3. Gotowalam

Nie -bycie na diecie okazuje sie calkiem skomplikowanym projektem, poniewaz ja nie umie jesc normalnie.   Cale moje zycie spedzalam na odchudzaniu sie wiec trudno sie dziwic ze moja relacja z jedzeniem okazuje sie byc co-najmniej skomplikowana. Zlapalam sie nad tym ze ja nie umie jesc normalnych posilkow, ze czuje sie fatalnie z pelnym zoladkiem - bo ja wlasciwie caly czas cos skubalam ( w dodatku w ukryciu, chyba takze przed soba).. Mody dietowe zmieniaja sie jak w kalejdoskopie, ja na zadnej z nich nie osiagnelam jakis spektakularnych sukcesow, i w koncu nie wiem jak normalny czlowiek powinine sie odzywiac... Wiem ze cukier jest potwornie niezdrowy,  przetworzone weglowodany tez - wiec to wywalilam z mojego jadlospisu. Wiem ze warzywa sa zdrowe, wiec to jest baza moich posilkow. Wyjelam wage, miarki, ustalilam godziny posilkow, i jem te posilki. Ku-radosci rodziny testuje nowe przepisy ( bo czlowiek nie na diecie je wszystko!) i np. dzios zrobilam cos bardzo pysznego - zamiast kurczaka uzylam  tofu w tym przepisie
http://www.cooks.com/rec/view/0,1739,155185-238199,00.html

I wyszla jedna wiella pycha.....

No ale mamy Wielki Post i trzeba by sie troche zajac duchem, bo on  zaczyna w tej mojej aktywnosci fizycznej dopominac sie od uwage. A co by bylo jakbym tak w tym okresie Wielkiego Postu wrocila troche do swoich korzeni religijnych   i sprobowala tego

FAST, PRAY and GIVE ( post, modlitwa i dawanie).?

 Portal jak dla mnie wyglada fatalnie - ale w zeszlym roku widzialam jak moja kolezanka blogowa praktywala te 40 dni, i poczulam sie zainspirowana...Jesli cos bedzie mi zgrzytalo w tym kalendarzu (pamietajmu ze episkopalianie sa chyba najbardziej liberalnym odlamem chrzescijanstwa) to sobie zamienie...



.











czwartek, 10 stycznia 2013

W zeszlym roku rozdalam moje wszystkie dietetyczne ksiazki. Dieta Atkinsa, Beach Diet, Carbohydrate-Addicts Diet ( z tej chyba najwiecej sie nauczylam). Wypisalam sie z organizacji Straznikow Wagi ( za co-tygodniowe zwazenie,  wpisanie wagi do legitymacji, + godzinna pogadanka - cena $9).

Dzis pozegnalam sie z dziewczynami z forum odchudzania ktore zalozylam kilka lat temu w depsperacji, ze pomoze mi osiagnac nizsza wage. W okresie mojej najwiekszej depresji zwiazanej z przeroznymi i realnymi problemami (liczne ciezkie choroby i smierci w rodzinne, burzliwy okres dojrzewania mojego syna, brak pracy meza) waga moja osagnela radosne 105 kg.

Postanowilam wyciagnac tego slonia z szafy ( to jest amerykanskie powiedzenie - cos co jest oczywiste, a sie stara ukryc) bo postanowilam byc na tym blogu absolutnie uczciwa. Moje zycia nabiera coraz wiecej kolorow, ale te kolory to rezultat mojej solidnej praca nad soba. Jeszcze pare lat temu bylam rozgoryczonym, narzekajacym i chyba troche zawistnym czlowiekiem. Tej zawisci/zazdrosci  to sie najbardziej wstudze- teraz tak bardzo inspiruja mnie ludzie  szczesliwi, pochlonieci pasjami, pracowici, solidni - sama troche  izoluje sie od ludzi, ktorzy sa negatywni, narzekaja.
(Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, sama jest na nia otwarta. Konstruktywna to taka ktora zacheca do wzrostu, nie taka ktora wali obuchem po glowie, przy okazji wsazujac na doskonalosc ktytkujacego!) 

No ale wracajac do tematu dzisiejszej notki.....


Wiec te wszystkie wysilki dietetyczne doprowadzily mnie do miejsca , ze Nowy Rok rozpoczelam gdzies w okolicach 90 kg. Waga wciaz niezdrowa i za duza, ale dzis podjelam rewolucyjna decyzje -  w tym roku sie nie odchudzam, w tym roku zyje pelnia piersia. Jedyna aktywnosci "odchudzajaca" jaka bede kontynuowac w tym roku to moje co-tygodniowe spotkania w tej organizacji. Do OA poszlam w lecie , w momencie kiedy uswiadomilam sobie ze mam bardzo utrwalony mechanizm reagowania na stres jedzeniem. Od pierwszego spotkania poczulam ze solidne uczestnictwo w tym programie, ktora wymaga od nas bezwglednej uczciwosci spojrzenia na swoje dotyczczasowe zycia i wziecia za nie odpowiedzielnosci            ( przede wszystkim wyjscia z pozycji ofiary, bo niemalze kazdy w tym programie, lacznie ze mna, zmaga sie z jakimis zmorami z dziecinstwa) to dla mnie dobra droga.

Koniec z glodowkami. Koniec z dziwnymi diatami. Jedyna rzecz ktora bede przestrzegac to to ze nie jem po godzinie 19. Od jakiegos juz czasu jedynym wlasciwie cukrem w moim jadlospisie sa owoce i kostka lub dwie czekolady - bede to kontynuowac.  W ciagu dnia  zdrowe male pasilki, taki aby nigdy nie byc glodna. . Zobaczymy jakie to da wyniki na koniec roku. Natomiast zaoszedzone pieniadze i energie bede przeznaczac na cos bardziej konstruktywnego. Nowa klasa tanca? Moze lekcje fotografii?  Ciekawa wycieczka? Buty do biegania? O wiele ciekwasze niz odchudzanie. Nawet jesli moja waga mialaby sie nie obnizyc, a bede miala ten sam poziom nadziei, i  radosci i poczucia swojej drogi ( co niekoniecznie wiaze sie z zyciem uslanym rozami) to wole ta wage i to zycie,

Mysl na dzisiaj

 Hope begins in the dark, the stubborn hope that if you just show up and try to do the right thing, the dawn will come. You wait and watch and work: you don't give up.
Anne Lamott

Moje niezdarne tlumaczenie:

Nadzieja zaczyna sie w ciemnosci, ta uparta nadzieja ktora twierdzi, ze jesli po prostu wstaniesz i zrobisz to co powinnas zrobic, swit nadejdzie. Czekaj , patrz i dzialaj: nie poddawaj sie.

 3-1-1
Wdziecznosc: 
  • Ostatni numer naszego czasopisma w tym szkolnym roku jest juz w ostatniej fazie przygotowywania. Fantastyczna dyskusja na temat illustracji do tego numeru. Jeszcze kilka lat temu nasz zespol byl pelen konfliktow, tak ze kazde takie spotkanie to byla wielka nerwowka, teraz to czysta przyjemnosc. 
  •  Za ciekawa prace.
  • Za dzisiejszy ranek z moim M. ktory rozsmieszyl mnie do lez akcja przetykania kobla , ktore zatkal wyrzucajac do niego klopsy rybne.
Byl to ciezki tydzien w pracy, bo po urlopie wszyscy wrocili ze zdwojona energie, ale duzym sukcesem jest ze udalo mi sie dwa razy w tm tygodniu wyjsc na trening w czasie pracy.
You have just finished WEEK 5 DAY 1 of ACTIVE's Couch-to-5K program going 13:54 min/mile. - oglosil moj virtualny trener.  Tak uzywam appsa do tych moich treningow, jogi, i innych zajec, i wciaz sie zastaniawiam dlaczego ja sie tak dlugo bronilam przed tym madrem telefonem ( smart phone).
Odkryciem dla mnie bylo jak ten Waszyngton dramatycznie sie zmienia - jakie to  ladne miasto, ile tam slicznych zakatkow. Obiecuje sobie ze w przyszlym tygodniu porobie pare zdjec i wkleje na bloga.




niedziela, 6 stycznia 2013

W zeszlym roku w grudniu postanowilam wziac rok urlopu duchowego i skorzystac z okazji ze mieszkam w tyglu religijnym i narodosciowym, w okolicy gdzie mam i koscioly roznych wyznan chrzescijankich i niechrzescijanksich, i po prostu spedzic ten rok na eksploracji religijnej. Kosciol i religia pelnila w moim zyciu wazna role - jednak zawsze, ale to zawsze, gdy wydawalo mi sie ze wreszcie stoje na pewnym gruncie wiary, ze bylam pewna ze wreszcie znalzlam wlasciwy kosciol, wlasciwa denominacje, wlasciwy kierunek, to po niedlugim czasie czekalo mnie potezne rozczarowanie, i kolejna poszukiwanie.  Przez moja pierwsza polowe zycia mieszkalam pod Wawelem w Krakowie, w dzrodze do szkol, na studia, do pracy, mijalam przepiekne zabytkowe koscioly i mialam zwyczaj przystawac aby posiedziec, pomodlic sie, pomedytowac w tych mrocznych, tajemniczych miejscach, najczesciej przed obrazem z votami, lancuszkami.sercami ofiarowanymi w podziece za cud. Sama tez jako dziecko zostawialam dziecieca bizuterie pod tymi obrazami proszac o cuda wieksze lub mniejsze. Wychodzilam z tych kosciolow wyciszona, spokojniejsza....

Potem przyjechalam na Amerykanski Uniwersytet Katolicki na studia doktoranckie ( z chemii, wiec z teologia nie zwiazane) , i wciaz studiowalam w bliskosci bazyliki amerykanskiej, ale jakze innej niz te moje koscioly krakowskie - nowoczesnej, ze sklepem w srodku, z licznymi oltarzami, rzezbami  - nieprzystepnej i  w moim mniemaniu  nastawionej na bizness. I ja w tym wszystkim zagubiona i strasznie samotna. W konca rozczarowanie  instytucja katolicka , i z wielkim hukiem zerwalam  z religia mojego dziecinstwa. Jak to ja - w moim zyciu bylo wiele samo-dramatu. Patrzac na siebie sprzed tych wielu lat smiac mi sie chce na moja naiwnosc, i desperacje aby znalezc wyznanie idealne. I zaczely sie wedrowki - kosciol baptystyczny, metodystyczny, ortodoksyjny presbiterianski...po poczatkowym miodowym miesiacu, zauwazalam konflikty, wiekszosc tych kosciolow nekala bieda finansowa. Po jakims czasie zaczelam regularnie uczesczac do episkoplanego kosciola amerykanskiego, ktory oparty jest na teologii kosciola anglikanskiego.

Za Wikipedia cytuje

Doktrynę anglikańską cechuje pewien eklektyzm wynikający z "drogi środka" (via media) między rzymskim katolicyzmem a protestantyzmem. Zdaniem biskupa kościoła episkopalnego Pierre Whalona: Anglikanizm jest rudymentarnym sposobem bycia chrześcijaninem, a nie ideologią. Stara się dać wierzącym konieczne minimum, którego potrzebuje każdy, aby podążać za Chrystusem. Nie rościmy sobie pretensji do posiadania pełni wiary, której nikt inny nie posiada. Mogę delektować się całym chrześcijaństwem: reformowanym, prawosławnym i rzymskim, będąc w swoim Kościele. Co jednak najważniejsze, mogę "z bojaźnią i drżeniem sprawować moje zbawienie", jak pisze Paweł w Liście do Filipian.

I to bylo to. Poczulam w tym kosciele ze moge praktykowac swoja etyke chrzescijanska, bez jakiejs sztywnej doktryny teologicznej. To nie byl kosciol ktory wierzy tylko w Biblie, ale odrzuca tradycje. To nie byl kosciol zbawionych i niezbawionych. To nie byl kosciol ktoty twierdzil ze posiadl tajemnice zbawienia.

W USA ludzie wierzacy maja "swoje" koscioly. Bo za "swoj" kosciol bierze sie sie odpowiedzialnosc. Bierze sie odpowiedzialnosc za finanse, za spolecznosc, za edukacje i za wyjscie do ludzi biednych, pokrzywdzonych, potrzebujacych i samotnych. Ksiadz ( jako ze nasz kosciol jest kosciolem srodka, jest to czasem ksiadz, czasem pastor, i tak kobiety maja takie same prawa do sprawowania poslugi kaplanskiej) pelni role przewodnika duchowego, reszta zajmuja sie parafianie. W moim kosciele poznalam wspanialych ludzi, mialam okazje angazowac sie w projekty charytatywne, studiowac Biblie, a ostatnio wspolnie czytac ksiazki.

Rok temu postanowilam wziac urlop - bylam bardzo zaangazowana w roznego rodzaju przedwsieziecia i czulam sie troche wypalona. Odkrylam medytacje buddyjskie, chodzilam na wyklady teologiczne, i dzis po roku nieobecnosci wrocilam do "mojego" kosciola. W "moim" kosciele 95% to ludzie z Afryki lub z Karaibow - ciepli, serdeczni i bardzo ekspresyjni. Organizacja, harmonogramy i cala ta instytucjonalna biurokracja nie jest silna strona tego kosciola. Cuda zdarzaja sie tutaj czesto. Cos jest zaplanowane, niby umowione, i  potem zapomniane, ale  potem jak w Kaanie Galileskiej, jedzenie cudem sie pojawia, ktos stawia sie z samochodem aby wspomoc akcje i wszystko pracuje...W tym kosciele nauczylam sie ze czasem nic nie pozostaje tylko zdac sie na Boga.... Nauczylam sie sluchac uwaznie kompletnie innych punktow widzenia.

Kiedy sie dzis pojawilam na glownym nabozenstwie to starszi Afrykanczycy  zbesztali mnie,  ze mnie dlugo  w kosciele nie bylo, potem  wysciskali, wycalowali - i tak sobie mysle, ze im jestem starsza, tym mniej mam pewnosci do jakiejkolwiek teologii,  ale wciaz wierze w kosciol, ktory przy wejsciu ma spizarke dla bezdomnych, 30% swojego budzetu przeznacza dla pomoc dla potrzebujacych, ma drzwi szeroko otwarte dla kazdego kto potrzebuje byc z innymi w niedziele rano, a znak pokoju trwa 20 minut bo kazdy musi sie z kazdym wysciskac i ucalowac. Tak, zdecydowanie ja wierze w potrzebe takich kosciolow, gdzie ludzie sa tacy sami jak gdzie indziej - kompletnie niedoskonali, ale wierzacy w przeslanie milosci.



Wdziecznosc:
  • Za ta piekna spolecznosc w moim zyciu. 
  • Za pogodna i konstruktywna rozmowe z moja mama.
  • Za mily wieczor w kinie z G. 

środa, 2 stycznia 2013


When we are able to take the next step that follows, with the trust that we will have enough light for the step that follows, we can walk through life with joy and be surprised at how far we go. Let’s rejoice in the little light we carry and not ask for the great beam that would take all shadows away.
Henri Nouwen

Powyzszy cytat Henri Nouwena pasuje doskonale do pierwszych dni roku. Czesto lapie sie na uczuciu leku. martwie sie jak bedzie wygladala przyszlosc mojego syna, martwie sie o nasze starsze mamy, martwie sie o sytuacje polityczna, o zdrowie. Moje zmartwienia nie dotycza chwili obecnej, dotycza przyszlosci. Chcialabym wiedziec ze za rok, dwa trzy lata bedzie tak jak jest teraz - w mare stabilnie. Nie wiem. Nie mam nad tym kontroli. Bedzie jak bedzie. Nie moge zapewnic sobie wielkiego strumienia swiatla na cala przyszlosc. Nie moge tam zajrzec. Jednak madra mysl Henri Nowuvena zwraca nasza uwage na ten obecny moment, i ten kolejny w bardzo bliskiej przyszlosci, za minute, godzine... i ten nastepny, ktory nadchodzi. Zacheca nas by nie rozpraszac naszego swiatla, naszej energii na daleka, amorficzna i niesprecywana przyszlosc. Zwraca uwage na skupienie naszego swiatla nad rozswietlenie tego obecnego momentu. Stawiajac te nasze male i uwazne kroki w kierunku przeszlosci ktorej nijak nie da sie do konca przewidziec, mozemy sie jednak zdziiwic ile radosci moze przyniesc moze nam to malutkie swiatelko chwili obecnej, jak daleko mozna dojsc tymi malymi i uwaznymi kroczkami. I ile nas radosci i niespodzianek moze spotkac gdy uwage mamy skupiona na chwili obecnej. Bardzo potrzebne przypomnienie, teraz gdy politycy straszyli nas intensywnie widmem katastrofy, o ktorej dyskusje zaczna sie znow za dwa miesiace.
 

3-1-1
Wdziecznosc:
  • Wrocilam po tygodniu urlopu do pracy z duza radoscia. Jestem wdzieczna za ludzi z ktorymi pracuje, jestem wdzieczna ze te wszystkie zmiany w pracy ktore wprowadzilam w zeszlym roku. 
  • Za zdrowie. 
  • Za moja przyjaciolke Krystal. Za to mimo ze jest tak bardzo chora, jest dla mnie inspiracja.
_________________________________

Projekt Skonczony:
  • Cale 30 minut jogi w domu. Rowniez ciezko mi sie bylo oderwac od moich papierow i wyjsc na 30 minut na spacer, ale zrobilam to. Pracuje w centrum Waszyngtonu, i dzis zdalam sobie sprawe ze chyba nie widzialam Bialego Domu dobrych kilka lat. Przygotowania do inaguracji nowego-starego prezydenta ida pelna para.Trybuny juz stoja.
Krok naprzod 
Zrobilam dzis w pracy liste wszystkich zadan. W jednym kalendarzu, pozbylam sie karteluszek, papierkow.

Dzis czekajac na parkingu na swoj samochod stalam obok kobiety, ktora przerazliwie ziewala. Zartujac, zapytalam czy to zmeczenie to w zwiazku z noworoczna impreza. Ona mi odpowiedziala - "chcialabym zeby tak bylo. Mialam plany na szalenczy urlop, skonczylo sie na pracy." okazalo sie sie to lobbistka, ktora musiala dlugo w noc starego i dzien nowego roku pracowac , tak jak pracowal amerykanski rzad aby nie spuscic calej ekonomii ( mozna nawet zaryzkowac tutaj stwierdzenie, ekonomii swiata) z klifu.  Welcome to Washinton, DC.! Za dwa miesiace dojdziemy do kolejnego klifu. No ale postanawiam sie  tym nie  martwic :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Dzien 1

Kolejny Nowy Rok. Dla Wszystkich odwiedzajacych mnie na tym blogu skladam najlepsze zyczenia noworoczne. Dla tych co stawiaja przed soba cele, lub podejmuja noworoczne postanowienia, chcialabym sie podzielic tym video:




Prawdziwa inspiracja, z ktora sie gleboko identyfikuje bo od jakiegos czasu calkiem regularnie praktykuje joge, i widze jak te czasem ciezkie i zmudne cwiczenia  posunely mnie do przodu w roznych dziedzinach mojego zycia.

 No to czas na wyznanie - jestem uzalezniona od nowych poczatkow - lubie poniedzialki, lubie poczatki roku, zawsze lubilam poczatek roku szkolnego, poczatek nowej pracy itp, itd. Napelnialy mnie te nowe poczatki  zawsze energia, robilam nowe postanowienia, czulam ze wzrastam. Jestem bardzo zadowolona z zeszlego roku - fakt ze w miare regularnie prowadzilam ten blog ( goraco zachecam wszystkich ktorzy probuja wprowadzic nowe nawyki do swojego zycia  lub usunac  te, ktore niczemu nie sluza ze swojego zycia do prowadzenia dziennika, albo jeszcze lepiej bloga, bo blog czerpie z dzialan  innych ludzi.

Ale wrocmy do projektu szczesliwosci. Nie jestem naiwna - wiem ze na to czy czujemy sie szczesliwi, czy nie,  ma wplyw tak wiele czynnikow. Wiele z nich niezaleznych od nas. Przed wszystkim geneteyka ( naukowcy twierdza ze 50% sa ludzie po prostu z genetycznie uwarunkowana sklonnoscia do melancholii), poza tym nasze warunki zewnetrzne takie jak wiek, to czy jestesmy w satysfakcjunajacych zwiazkach, czy tez sami ale w dobrej relacji ze soba, zdrowie, zawod, mozliwosc i warunki naszej pracy, status finansowy ( bieda  czesto stoi na przeszkodzie do szczescia ale tez i bogactwo szczesia nie zapewnia) , zdrowie, przynaleznosc religijana itp, itd - ale wg naukowcow, te warunki zewnetrzne to okolo 10 - 20 procent. (wg statystyk z ksiazki Happiness Project). No ale w koncu w naszych rekach jest co najmniej 30% proce dzialan ktore moga uczynic asze ycia szczesliwszymi. A wiadomo ze czlowiek szczesliwszy, to czlowiek lepszy dla swojego otoczeniai  produktywniejszy, wiec jest to taki zdrowy egoizm. 30% - to w sumie bardzo duzo!

Poczucie szczescia jest sprawa bardzo indywidualna, i mnie samej nielatwo jest zdefiniowac czym dla mnie jest szczescie. Wiem natomiast kiedy czuje sie kiepsko - przede wszystkim wtedy kiedy moja strona fizyczna jest zaniedbana, kiedy ze stresem radze sobie za pomoca moich kompulsywnych reakcji, kiedy brakuje mi ruchu, swiezego powietrza, kiedy trace kontakt z moim mezem, kiedy zaczynam sie izolowac, kiedy zaczynam lapac tysiac srok za ogon i niczego nie konczyc i  kiedy nie jestem uczciwa w stosunku do  siebie ( zamiatanie negatywnych emocji pod dywan, nierozwiazywanie konfliktow, ucieczki emocjonalne.). Tej ostatniej rzeczy musze sie troszke bardziej przyjrzec. 

Wiem tez ze nie radze sobie dobrze z duzymi blokami niezaplanowanego czasu. Wiele ludzi zwraca mi to uwage ze w zyciu po prostu trzeba byc, spontanicznie byc- zgoda, ale  u mnie takie bycie bez planu, skladu i ladu prowadzi do nudy i chaosu myslowego. Bycie dla mnie to zaplanowana medytacja, czas spedzony na spacerze, zaplanowany czas z bliskimi mi ludzmi.  To wynika z mojego zdiagnozowanego ADD. Odkad zostalam zdiagnozowana  lagodna forma ADD , nauczylam sie ze nie moge pracowac nad kilkoma  projektrami w tym samym czasie, zaczelam joge, odgracilam dramatycznie swoje srodowisko z rzeczy ktrore mi nie sa potrzebne, jestem  teraz o wiele bardziej efektywna, i czuje sie zdecydowanie lepiej. Niestety  w momentach stresu, lub zbyt duzej ilosci wolnego czasu ADD dopada mnie ze zdwojona sila. O tym ze stres poteguje ADD u mnie to wiedzialam, ale dopiero niedawno zdalam sobie sprawe ze tak samo zle wpywa na mnie brak struktury podczas wolnego czasu. Ta struktura moze byc minimalna, np takie stwierdzenie - teraz przez 20 minut czytam ksiazke - i to juz wystarczy. 

 Czuje sie tez szczesliwa, kiedy mam gleboka relacje z ludzmi. ( Jako ze mieszkam na emigracji, te relacje z ludzmi sa i osobiste i wirtualne, ale chce aby byly to realcje a nie tylko Facebookowe znajomosci). Poniewaz jestem ambitna i lubie swoja prace, czuje sie tez szczesliwa kiedy idzie nam w pracy dobrze,  i rozwijamy sie jako zespol. Mam solidna rodzine, i czuje sie szczesliwa kiedy wszyscy  sa zdrowi i zadowoleni, ale musze pamietac ze jako matka doroslego syna, i oczywiscie zona doroslego mezczyzni - moi mezczyzni sa odpowiedzialni za swoje szczescie. (Musze o tym pamietac bo mimo 23 lat na emigracji czasem wlacza mi sie szkodliwy syndrom Matki Polki, ktory nikomu nie sluzy .) I przede wszystkim czuje sie zdecydowanie bardziej szcesliwa, jesli jestem systematyczna. Rok 2012 cechowaly porywy i upadki, w roku 2013 chcialabym sie pozbyc ektremalnych, krotkotrwalych krokow, a praktykowac systematyczne kroki do przodu. Sprobujmy wiec modelu  z Happiness Project - jedna sroke na miesiac. W styczniu postaram sie popracowac nad nawykami w zakresie mojego zdrowia, zakladajac ze w zdrowym ciele - szczesliwy duch.


Moje cele beda proste:
1. Co najmniej 8 godzin snu ( moim fatalnym nawykiem wieczorem jest bezmyslne ogladanie telewizji. Wynika to po prostu z braku wieczornej energii aby zebrac dupsko w troki i udac sie do lozka. Telewizji nie bede eliminowac, ale bede ja ogladac tylko dlatego ze chce, a nie dlatego ze nie mam sily na nic innego.)

2. Co najmniej jedna godzina intensywnego ruchu fizycznego. Moze byc rozbita na kilka czesci. Po roku prob cwiczenia o roznych porach dniac, idealne dla mnie jest rozbicie mojego 8 -9 dnia pracy przy biurku intensywnym ruchem. Mysle ze to wyeliminuje bezmyslne sesje telwizyjn, gdyz nie ma nic bardziej meczacego jak siedzenie przy biurku bez przerwy!)

3, Zdrowe jedzenie. W zeszlym roku wprowadzilam duzo zmian w tej dziedzinie i pozostaje mi do uregulowani ostatni posilek dnia. Telewizja i cukier to u mnie nierozlaczni przyjaciele. Mam nadzieje oslabic relacje z obydwoma w styczniu. Moim ostatnim posilkiem bedzie taki warzywno-owocowo-proteinowy napoj: Zaczelam to robic od kilku dni i jest to dla mnie swietne rozwiazanie. T asztywnosc wyeliminuje bardzo rozlegle pertraktacje, ktore prowadze  sama ze soba wieczorami  w sprawie kolejnego ciasteczka. Jesli jestem bardzo zmeczona nawet na te pertraktacje nie ma sil - ciasteczka robia sie automatem. Jak w ciagu dniach bede mogla sobie pozwolic na kostke lub dwie dobrej czekolady, czy cos malego i dobrego do kawy, to wieczor - mowy nie ma. Tutaj nie bedzie zadnej elastycznosci. Tutaj zastosujemy abstynencje.

4. Codzienna chwila refleksja, jesli mozliwe to zlapana tutaj na blogu w formacie 3-1-1 ( trzy rzeczy za ktore jestem wdzieczna, jeden skonczony projekt, jeden krok w kierunku  mojego wzrostu.

5. W styczniu tez chce odnowic/poglebic kontakt z bliskimi mi ludzmi. Tak sformulowany cel z gory jest skazany na porazke, bo nie jest SMART.   Aby uczynic te cel bardziej konkretnym, powiedzmy ze w styczniu zrobie liste wszystkich  ludzi ktorzy sa dla mnie wazni, a z ktorymi zaniedbalam kontakt. W styczniu tez postaram sie codziennie do kogos zadzwonic - mam z tym dzwonieniem potworny problem, i czesto obiecuje ze zadzwonie i nie dotrzymuje slowa, bo mam w sobie jaks blokade. A mieszkajac w USA wiele przyjazni pielegnuje sie wlasnie poprzez kontakt telefoniczny.



Teraz potrzebuje dobrego/ prostego formatu na notatki z tego projektu. Musi byc szybki, aby trzymal mnie w ryzach, bo jak ostatnio widac z dlugosci moich natatek, coraz bardziej sie do pisania rozkrecam, a ja sama nie mam czasu czytac tych elaboratow, a co dopiero Ci ktorzy mnie tutaj odwiedzaja. ( publikuje ten moj projekt, bo jesli ktos chcialby dolaczyc to bede wdzieczna bo razniej w grupie.)
No to sprobujmy tego formatu.

3-1-1
Codzienna Refleksja:
W zdrowym ciele szczesliwy duch: ( sen, jedzenie, ruch): Krotko!
Telefon.

311 (Wdziecznosc, Zamkniety Projekt, Krok Naprzod)

Wdziecznosc:

  • Piekna okolica w ktorej mieszkam - blisko do parkow, mili ludzi i zaczyna sie tutaj duzo dziac.
  • Facebook. Mam wielu przyjaciol Facebookowych i plynie stamtad do mnie wiele inspiracji.
  • Te krotkie wakacje swiateczne, ktore naprawde odnowily mojego ducha.
 Zamkniety Projekt: Zakonczony dzien trzeci z trzeciego tygodnia programu z kanapy do biegu na 5 kilometrow.

Krok Naprzod: Odpisalam  na wszystkie zalegle emaile.

Codzienna Refleksja: Ten blog. 
Zdrowie: Jedzenie - bardzo dobrze, co do snu wprowadzamy elstycznosc ze wzgledu na obchody noworoczne. 
Telefon: 0 

Moze byc. Bedziemy troche modyfikowac w praniu. 











NOWY ROK 2021 - czego dowiedzialam sie w roku 2020?

  Ze mojemu , prawie 30 -letniemu malzenstwu potrzeba bylo tego czasu spedzonego w domu, ktory wzmocnil nasza przyjazn. I ze zaloba bardzo b...